Sprawdź jaki laptop Intel Evo jest najlepszy dla Ciebie Więcej
Motoryzacja

Toyota Highlander Hybrid AWD-i – oszczędnie i nowocześnie dla 7 osób. Pierwsza jazda próbna

TN
Tomasz Niechaj
8

Czy to po prostu powiększone RAV4? Nie do końca… Choć Toyota Highlander Hybrid bazuje na platformie TNGA i ma analogiczny napęd hybrydowy, to względem RAV4 różni się dosyć zasadniczo i nie chodzi po prostu o wymiary nadwozia – odczucia z jazdy są wyraźnie inne. Podczas pierwszych jazd testowych miałem okazję sprawdzić zużycie paliwa w mieście, dynamikę, a także sposób działania wybranych systemów bezpieczeństwa i wsparcia kierowcy. Zapraszam.

Toyota Highlander Hybrid to 7-osobowy SUV z napędem hybrydowym i największe osobowe auto w europejskiej ofercie tego producenta. Całość produkcji odbywa się jednak w USA – to właśnie dla tego rynku to auto zostało zaprojektowane, choć z uwzględnieniem potrzeb klientów ze Starego Kontynentu. W Europie jedyną wersją napędową jest hybryda 4. generacji bazująca na silniku benzynowym 2,5 l i zestawie jednostek elektrycznych. Tych w Highlanderze mamy aż trzy: dwa w przekładni planetarnej (z czego jeden pełni rolę generatora), a trzeci przy tylnej osi, w końcu to Highlander AWD-i. Choć podstawowa konstrukcja napędu jest analogiczna z tym z RAV4, to jednak Highlander Hybrid jest wyraźnie mocniejszy: jego zespół napędowy generuje 248 KM, co ma zapewnić przyspieszenie do 100 km/h w 8,3 s. Weryfikacja:

Jak widać, dodatkowe 30 KM nie wystarczyło, by dotrzymać kroku RAV4 w próbach przyspieszenia – większa masa robi swoje. Nie będę jednak odkrywczy mówiąc, że przecież nie o „sprint do setki” w Highlanderze chodzi – to nie jest auto do ścigania się, a do komfortowego i oszczędnego – w końcu to hybryda Toyoty – przemieszczania się po mieście, a także w dłuższej trasie. To pierwsze miałem możliwość zweryfikować podczas pierwszych jazd próbnych:

5,6 l/100 km w mieście jak na ponad 2-tonowe i 7-osobowe auto jest wynikiem uważam świetnym! Względem aut o podobnej przestronności żadne nie ma podejścia do tego SUV-a Toyoty. Skoda Kodiaq RS: 7,2 l/100 km. Audi Q7 50 TDI z systemem Mild Hybrid: także 7,2 l/100 km. Bardzo oszczędny w mieście Mercedes GLE 450 także z systemem miękkiej hybrydy: 8,5 l/100 km. Do rezultatu Highlandera zbliżyć może się wyłącznie Hyundai Santa Fe Hybrid, którym osiągnąłem 5,7 l/100 km – jest to jednak auto wyraźnie mniejsze, szczególnie z punktu widzenia pasażerów jadących z tyłu. Wyników testów „w trasie”, a w tym na autostradzie niestety nie mam – nie było możliwości ich wykonać – postaram się je dostarczyć możliwie jak najszybciej podczas pełnego testu tego auta.

Warto jednak zwrócić uwagę, że napęd hybrydowy zastosowany w Highlanderze został pod niego naprawdę dobrze dopasowany. Powiększony zestaw akumulatorów (1872 Wh) pozwala na jazdę w miejskim korku bez włączania silnika spalinowego nawet przez kilkanaście minut. Jednocześnie auto z łatwością porusza się w trybie elektrycznym przy prędkościach typu 50-70 km/h. Sam odzysk energii także jest bardzo skuteczny i szybki, a ruszenie bez udziału jednostki spalinowej wcale nie odbywa się żółwim tempem, a wręcz porównywalnie z innymi kierowcami.

Jak jeździ Toyota Highlander Hybrid?

Jednym słowem: bardzo komfortowo i dostojnie. Auto sprawia wrażenie mniej „pospinanego” i sztywnego niż RAV4, co w odniesieniu do komfortu jazdy jest dużą zaletą. Pokonywanie nawet dużych nierówności odbywa się bez istotnych wstrząsów i „dudnienia” spod kół. Może nie jest to „płynięcie nad jezdnią”, ale jest to poziom, dużych SUV-ów premium nastawionych na komfort właśnie – mowa więc np. o Mercedesie GLE. Na duże uznanie zasługuje wyciszenie wnętrza – podczas jazdy jest naprawdę cicho. Oczywiście mocno wciskając pedał gazu, czym zmuszamy silnik spalinowy do wkręcania się na bardzo wysokie obroty, dosyć wyraźnie usłyszymy jego dźwięk (charakterystyczny warkot tych jednostek), ale w wartościach bezwzględnych jest to bardzo niski poziom. To samo tyczy się szumów opływowych. Dopóki nie będziemy przekraczać prędkości typu 130-140 km/h we wnętrzu jest naprawdę cicho. Oczywiście do aut klasy premium trochę brakuje, ale jak na tak duże auto jest więcej niż bardzo dobrze.

Działanie napędu hybrydowego Highlandera jest również nastawione na komfort. Nawet mocne wciśnięcie pedału przyspieszenia nie przekłada się na zryw i szarpnięcie – to raczej dostojne i stopniowe zwiększanie prędkości – dokładnie to, czego oczekujemy od dużego i 7-osobowego SUV-a.

Napęd na cztery koła – AWD-i – realizowany jest w ten sposób, że przednia oś napędzana jest przez zespół hybrydowy, zaś koła tylne przez dodatkowy silnik elektryczny: 40 KM oraz 121 Nm. Do wyjazdu z zaspy czy np. z rozmokniętej łąki w zupełności wystarczy, ale żwawe ruszenie na mokrej nawierzchni nie pozostawia złudzeń: delikatna utrata trakcji na przedniej osi występuje. Ale ponownie: należy popatrzeć na przeznaczenie tego samochodu. To nie jest auto o sportowym charakterze, które miałoby dawać kierowcy frajdę z dynamicznej jazdy – to jest auto rodzinne o komfortowych nastawach. A do sprawnego ruszenia ze skrzyżowania te 40 KM na tylnej osi w zupełności wystarczą, by nie narzekać na niedobór przyczepności – szczególnie, że wysoki moment obrotowy na kołach pojawia się natychmiast, w końcu to silnik elektryczny. Wykonałem próby gwałtownego przyspieszenia z miejsca z jednoczesnym odciążeniem niektórych kół i w trybie sportowym Highlander świetnie sobie poradził i naprawdę żwawo i co ważne bardzo przewidywalnie ruszył we wskazanym kierunku. W trybie ekonomicznym było odczuwalnie mniej dynamicznie – bardziej komfortowo, co nie znaczy że wolno.

Drugą stroną tego medalu – komfortowych nastawów – jest oczywiście mało zachęcająca do dynamicznej jazdy charakterystyka. Toyota Highlander Hybrid na następujących po sobie szybkich łukach wyraźnie się przechyla, ale zachowuje się bardzo przewidywalnie i pewnie trzyma się drogi – co zasługuje na duże słowa uznania biorąc pod uwagę masę pojazdu i wcześniej wspomniane zestrojenie podwozia. Prędkość osiągana w zakrętach była bardzo wysoka (jak na auto tej wielkości), a zestrojenie systemów bezpieczeństwa bardzo dobre – odpowiednio szybka i trafna interwencja w krytycznej sytuacji. Hamulce są skuteczne, ale nie są one przystosowane do długotrwałej agresywnej jazdy – lepiej więc nie wybierać się tym autem na próby sportowe…

Układ kierowniczy jest całkiem bezpośredni, co jest zaskoczeniem, bo spodziewałem się raczej przełożenia jak w vanie, i całkiem komunikatywny – jak na klasę auta i jego wielkość.

Podsumowując tę część: jeśli szukaliście „RAV4” ale o rozmiar większego i bardziej komfortowego, to Toyota Highlander będzie strzałem w dziesiątkę.

Toyota Highlander: wnętrze

Większy rozmiar Highlandera widać już po otwarciu drzwi. Pasażerowie przedniego rzędu siedzeń mają więcej miejsca, a dla osób siedzących z tyłu… jest wręcz superprzestronnie! Właśnie tutaj objawia się największa różnica między Highlanderem, a często porównywanym Santa Fe. W Toyocie jest o kilka- kilkanaście centymetrów więcej na nogi. Na trzeci rząd siedzeń osoba dorosła dostać się może, ale raczej nie wytrzyma tam zbyt długo (nisko osadzone siedzisko). To ewidentnie miejsce przeznaczone dla dzieci.

Fotel kierowcy jest komfortowy i ma całkiem spory zakres regulacji – choć brakuje pionowej regulacji podparcia odcinka lędźwiowego. Trzymanie boczne na zakrętach jest… raczej nie za duże :) Ma być wygodnie, a nie sportowo. Jakość wykończenia jest typowa dla Toyot i zbliżona do tego, co znamy z RAV4 czy Camry. Wieniec kierownicy jest dosyć miękki i obszyty jest dobrej jakości skórą. Jakość obicia drzwi jest w porządku – tam gdzie ma być miękko (pod łokciami) jest. Na uwagę zasługuje duża liczba złącz USB: z przodu aż trzy, z tyłu dwa, a do tego ładowanie bezprzewodowe w podłokietniku oraz „zapalniczka”. Wyróżnikiem Highlandera jest seryjna 3-strefowa klimatyzacja.

Nie miałem zbyt wiele czasu na testowanie systemu inforozrywki, ale Android Auto jest, CarPlay również, a sam system działa szybko i sprawnie, choć początkowo wydawał mi się trochę skomplikowany – może po kilku godzinach jazdy zmienię zdanie. Na duży plus zasługuje za to pozostawienie wielu fizycznych przycisków na kokpicie. Regulacja temperatury, siły nawiewu, pokrętło głośności systemu multimedialnego czy dostęp do czterech najważniejszych funkcji inforozrywki itd. Nawet nie będę narzekał, że wykończenie to „piano black” :)

Systemy bezpieczeństwa i wsparcia kierowcy

Z grubsza Toyota Highlander oferuje takie samo wyposażenie z zakresu systemów bezpieczeństwa i wsparcia kierowcy jak inne niedawno wprowadzone modele na rynek jak Corolla czy Yaris. Takie elementy jak systemy wykrywania innych pojazdów, ostrzegania o ryzyku kolizji czy interweniujące w razie zagrożenia oczywiście tutaj są. Jest też układ ostrzegania o pojazdach w martwym polu jak i o ruchu poprzecznym, no i oczywiście asystent pasa ruchu – nie tylko ten, który ostrzega przed niezamierzonym najechaniem na linie, ale także komfortowo prowadzącym po zajmowanym torze (współdziałający wówczas z adaptacyjnym tempomatem).

Podczas krótkiego przejazdu udało mi się nagrać jak Highlander przez całe 2 minuty jechał samodzielnie w mieście i nie wzywał do przejęcia kontroli! Film z przejazdu przygotuję niebawem i zamieszczę go tutaj.

Toyota Highlander wyposażona jest w system kamer 360 stopni, który niestety ma mocno przeciętną jakość obrazu. Widać oczywiście wszystko co trzeba, ale jak na auto wprowadzone na rynek w 2020 roku powinno być moim zdaniem lepiej. Niezrozumiałe dla mnie jest też to, że choć mamy kamerę z przodu, to nie jest ona używana podczas jazdy do przodu – obraz z kamer widoczny jest niemal WYŁĄCZNIE podczas włączonego biegu wstecznego, przełączając na „D” obraz z kamer nie jest przekazywany. Na postoju możemy je aktywować i wyświetlana jest wówczas jakby animacja pokazująca aktualną sytuację wokół pojazdu, kończąc na widoku „z lotu ptaka”.

Highlander, podobnie jak RAV4 może być wyposażony w cyfrowe lusterko wsteczne – analogiczne rozwiązanie do tego z RAV4. Chodzi oczywiście o sytuację, w której mamy wyłądowaną przestrzeń bagażową, a chcielibyśmy coś jednak widzieć bezpośrednio do tyłu.

Choć przednie lampy Highlandera są już w standardzie LED-owe (a właściwie to Bi-LED), to nie mają one funkcji adaptacji czyli dopasowania „długich” do aktualnego ruchu drogowego. Po prostu włączają światła drogowe i wyłączają jeśli jakiś inny pojazd jest przed nami. Akurat w tym samochodzie bardziej zaawansowane rozwiązanie byłoby wysoce wskazane.

Na koniec

Toyota Highlander Hybrid to samochód dla bardzo określonego odbiorcy: dużej rodziny szukającej komfortowego, przestronnego i oszczędnego w codziennym użytkowaniu samochodu. W tej roli omawiany SUV sprawdzi się naprawę dobrze. Jego funkcjonalność, przestronność, jakość wykończenia są na naprawdę wysokim, w niektórych obszarach wręcz najlepszym poziomie w segmencie. Całkiem bogate wyposażenie z zakresu systemów bezpieczeństwa i wsparcia kierowcy to także ważny argument przemawiający na plus. Highlander w jedynej dostępnej w Polsce wersji – hybrydowej z napędem AWD-i – to także auto, jak na Toyotę przystało, bardzo oszczędne – szczególnie w mieście. Niektórzy, a w tym ja, mogą utyskiwać na brak matrycowych reflektorów, ale to w zasadzie jedyne poważne niedociągnięcie w wyposażeniu. Cena zaczyna się od 231 900 zł, a za wersję maksymalnie wyposażoną (Executive) trzeba dać niecałe 270 tys. zł. Różnica względem podobnie wyposażonego RAV4 to mniej więcej 90 tys. zł. Tanio nie jest, ale jak za taki „kawałek” auta z takim wyposażeniem drogo też nie.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: