3

Taki powrót Total War: Rome Remastered trafi tylko do fanów

Jedna z najbardziej zasłużonych gier strategicznych wraca w nowej odsłonie. Tak to wygląda z zewnątrz, gdy spojrzymy na dopisek "remastered", ale za tą nazwą kryje się coś innego niż zazwyczaj, bo wskazanie odbiorcy nowej wersji Total War: Rome będzie dość trudne.

Nigdy nie byłem przesadny fanem gier strategicznych, ale nie stroniłem od nich, jeśli dany tytuł zdołał mnie do siebie przekonać. Tak było z Commandosem, Red Alertem czy właśnie Total War: Rome (lub jak wszyscy na tę grę mówiliśmy Rome Total War). Wszystko zaczęło się dzięki rekomendacji znajomego, który jako fan historii błyskawicznie nabył oryginalną kopię gry i spędzał przed ekranem długie godziny. Podczas jednej z wizyt u klasowego kolegi postanowiłem spróbować swoich sił i… nieźle się wkręciłem. Nie dorównywałem umiejętnościami znajomemu, ale zabawę miałem naprawdę solidną, dlatego lata później Total War: Rome zaklepałem sobie na Steamie, by zawsze móc do gry wrócić.

Najgłupsze „gadżety” gamingowe. Kiedy myślałeś, że widziałeś już wszystko – wkraczają one!

Wszyscy jednak dobrze wiemy, jak bywa z takimi powrotami. Część gier, które znakomicie wspominamy, to tytuły na których czas mocno odcisnął swoje piętno i choć nie widzę dziś problemów, by wrócić do Maxa Payne’a, pierwszej Mafii czy GTA III, tak po przejściu z menu na mapę w Total War: Rome czar pryskał. Gra, która zachwycała oprawą wizualną, muzyczną i rozgrywką, nie potrafiła mnie już tak wciągnąć. Mimo to, bez namysłu wyposażyłem się w jej mobilną odsłonę, choć nie poświęciłem jej zbyt wiele czasu, ale kupiłem i pobrałem na tablet na wszelki wypadek.

Czy  Total War: Rome Remastered miało powód by powstać?

Warto zaznaczyć, że Total War: Rome to jedyna gra z serii, która doczekała się portu na urządzenia z ekranami dotykowymi, a to już o czymś świadczy. Zapowiedź remastera wzbudziła mój niepokój, ale tchnęła w serce też pewną nadzieję, że znowu stracę rachubę czasu ogrywając kampanię. Patrząc na to, jak Microsoft odświeżył Age of Empires, gracze na pewno mieli pewne oczekiwania – czy Creative Assembly stanęło na wysokości zadania?

Na wstępie należy zaznaczyć, że mamy do czynienia z grą, w której drzemie ogromny potencjał złodzieja czasu. Studio nie zrezygnowało z żadnych treści, którymi dysponowało, dlatego możemy liczyć na podstawową zawartość gry, dodatki, a także rozszerzenie o nazwie Alexander, co przekłada się na 38 różnych kampanii. Mając w pamięci takie faux pas, jakie zdarzyło się przy powrocie Colin McRae Rally 2, gdzie mocno wypatroszono grę i przywrócono tylko część zawartości oryginału, Total War: Rome Remastered to pełen pakiet, który graczom się po prostu należy.

To ta sama gra, ale wygląda i działa lepiej

To, na co od razu po uruchomieniu zwrócimy uwagę, to oczywiście odświeżenie oprawy graficznej. Tekstury prezentują się znacznie, znacznie lepiej i nie straszą dziś tak jak te z w grze z 2004 roku, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że studio mogło postarać się jeszcze bardziej. Tutaj oczywiście warto mieć na uwadze fakt, że to remaster, a nie remake, więc nie powinniśmy liczyć gruntowne przebudowanie gry, ale może właśnie taką drogą powinno było pójść Creative Assembly, gdy podjęto decyzję o powrocie Total War: Rome.

Apple pracuje nad przenośną konsolą, rozmawia z Ubisoftem na temat gier

Modele budynków czy jednostek wyglądają o niebo lepiej, gdy zestawimy odświeżoną wersję z oryginałem, ale jak na dzisiejsze standardy albo ostatnie gry z serii to ten remaster nie będzie cieszyć oka. Tym bardziej, że nie pokuszono się o bardziej gęste zapełnienie map, które miejscami są zupełnymi pustkowiami z pojedynczymi drzewkami rozsianymi na dużych obszarach. Paradoksalnie, przez to fani gry będą czuć się jak u siebie, bo gra nie straciła swego uroku, jeśli tak to można ująć, więc wszystko zależy od tego, po której stronie barykady będziecie.

Gracze zwrócili ponad 200 000 kopii Cyberpunka 2077, ale to nie koniec

Total War: Rome Remastered to niewielkie zmiany, poprawki i modyfikacje

Sama rozgrywka również nie została znacząco przebudowana, pojawiły się w niej zmiany kosmetyczne i pewne dodatki. Wśród nich jest samouczek i doradca, którzy mogą okazać się przydatni nie tylko nowym graczom, ale także tym powracającym. Wszystko sprawia wrażenie nowocześniejszego, dzięki czemu chociażby nawigacja po mapie czy zarządzanie dyplomacją jest po prostu bardziej przyjemne. Sam interfejs bazuje na tym, czym dysponowaliśmy w oryginale, ale został przystosowany do wysokich rozdzielczości ekranów, więc nie ma problemu ze skalowaniem i po prostu jest miły dla oka. Nie wydaje mi się jednak, by cokolwiek zmieniono pod względem działania AI i zachowań naszych przeciwników – niektórzy uznają to za zaletę, inni za wadę remastera.

Kto powinien zainteresować się Total War: Rome Remastered?

Najbardziej zasadnym pytaniem jest oczywiście to, do kogo skierowany jest Total War: Rome Remastered. Czy odbiorcą jest gracz oryginału, który dziś mógłby powtórzyć sobie ten tytuł w odczuwalnie bardziej sympatycznych warunkach, czy może osoba, która nie grała w pierwszą wersję i dzięki remasterowi nie będzie odrzucona od archaicznego pod kilkoma względami tytułu?

Tych gier na Nintendo Switch nie mogę się doczekać. Premiery 2021 roku

Zanim odpowiem na to pytanie, muszę napisać że studio powinno było bardziej przyłożyć się do remastera, wtedy ten dylemat w ogóle by nie powstał. A tak, gra przede wszystkim będzie łakomym kąskiem dla sympatyków oryginału, bo dzięki odświeżeniu całości przyjemność z gry jest większa, ale nie sądzę, by taki powrót po kilkunastu latach zdołał przyciągnąć nowych graczy, bo żeby ich zadowolić zmian jest po prostu zbyt mało.

Total War: Rome Remastered kosztuje 110 zł, ale dla posiadaczy oryginału do 31 maja przygotowano 50% rabat.