Windows

Wróciłem na chwilę do Windows 10. Te dwie rzeczy uderzyły mnie najmocniej

JS
Jakub Szczęsny
72

Co do Windows 11 - nie spodziewałem się, że będzie tak dobrze. Od ponad miesiąca pracuję na insiderowskiej wersji systemu i na kilka godzin musiałem się przesiąść na "dziesiątkę". Okazało się, że taki downgrade jest nieco... bolesny.

O Windows 11 pisaliśmy bardzo dużo - począwszy od wrażeń tuż po konferencji na której zaprezentowano system, a skończywszy na odczuciach poszczególnych członków redakcji Antyweb. Zdania są podzielone: jedni twierdzą, że Windows 11 to istotny krok do przodu (i ja należę do tej grupy), inni niekoniecznie widzą tutaj rewolucję. Są jeszcze tacy, których Windows 11 nie obchodzi w ogóle, bo mają lepsze i ciekawsze zabaweczki (iOS, macOS, hehe).

Pisząc ten tekst na Windows 11 i mając dostęp do Windows 10 - jestem w stanie wskazać na dwie rzeczy, które uderzają użytkownika najmocniej i to one definiują stopień zadowolenia z "jedenastki". W pierwszym odczuciu, nowy system Microsoftu nie był dla mnie czymś spektakularnym. Najwięcej nowy OS zyskuje, gdy zestawia się go z Windows 10.

Windows 11 poraża szybkością działania. Windows 10 nie ma do niego startu

Czy wzrost wydajności o około 20 procent to dużo? To wystarczająco dużo, aby to zauważyć. Pierwsze chwile z Windows 11 zasugerowały mi, że nowy OS Microsoftu może oferować - poza odświeżonym interfejsem - bardzo mocne usprawnienia "pod maską". Tę tezę wspierał fakt pojawienia się benchmarkowych porównań wyciekłej "jedenastki" z Windows 10 - tam obserwowano około dwudziestoprocentowe wzrosty wydajności mierzonej za pomocą różnych metodyk. Choć to tylko "sztuczne" liczby, sugerują one że Microsoft postarał się o to, by Windows 11 był zwyczajnie żwawszy.

Jest jeszcze jedna rzecz, która wspiera tezę o szybszym Windows 11. Wymagania sprzętowe, które wymiotły procesory Intela poniżej ósmej generacji, wprowadziły wymóg dla modułu TPM 2.0 i generalnie - uporządkowały listę kompatybilnych komponentów mogą być powodem, dla którego Windows 11 powinien być znacznie szybszy niż "dziesiątka". Brak naprawdę starych procesorów równa się mniejszej ilości sztuczek optymalizacyjnych, by "jedenastka" pracowała na każdej możliwej konfiguracji. Microsoft nigdy nie zbliży się do Apple w zakresie optymalizacji swojego oprogramowania z wiadomych względów, ale jest znacznie lepiej niż było.

Zobacz również: Microsoft wierzy, że będziecie obsługiwać Windows 11 dotykiem i głosem

Windows 11 znacznie szybciej uruchamia programy, żwawiej pracują: przeglądarka, aplikacje. Mój komputer (Vivobook S13) lepiej znosi spore obciążenia: (kilka okien przeglądarki, mnóstwo otwartych kart, programy graficzne i komunikatory "w gotowości"). I to na wersji testowej, która powinna generować pewne problemy w codziennej pracy. A gdzie tam - nabrałem tak dużo zaufania do Windows 11, że korzystam z niego na "produkcyjnej" maszynie. Bez stresu i bez obaw, że się coś wysypie.

Kilkugodzinne przejście na służbowy komputer w biurze, mimo porównywalnej konfiguracji było zwyczajnie bolesne. Windows 10 zdawał się nie być tak żwawy jak jedenastka na prywatnej maszynie. To naprawdę czuć i polecam każdemu takie porównanie. Szybkość OS-u jest rzeczą cholernie istotną w momencie, gdy robisz naprawdę mnóstwo rzeczy i kiedy od responsywności komputera zależy efektywność w pracy. Przełączanie się między programami, praca na kilku oknach to coś, co implikuje w mojej ocenie spore wymagania co do tego aspektu działania systemu Windows.

Windows 10 wydaje się być... przestarzały. Ale dopiero po przejściu na Windows 11

Może być tak, że w momencie gdy pracujecie obecnie na "dziesiątce", nie odczuwacie jej przestarzałości.Microsoft, skupiając się na szlifowaniu systemu nieco zapomniał o designie. Właściwie, to zapomniał nawet o Material Designie, który w pełnej krasie pojawia się dopiero w "jedenastce". Do Windows 11 mocno się przyzwyczaiłem i spoglądając na "dziesiątkę", mam wrażenie że nieco... pachnie starością. Na pewno zestarzała się lepiej niż Windows 7 w podobnym czasie, ale w porównaniu do Windows 11, różnica jest spora. I to na korzyść nowego OS-u, bo Microsoft już w wersji insiderowskiej udowodnił mi, że jest na co czekać.

W mojej pracy istotna jest mobilność. Nie tylko siedzę przy biurku, ale i często zmieniam pokoje lub biorę komputer i wyruszam w miasto. Po "zadokowaniu się" - czyli podpięciu dodatkowego ekranu oraz bezprzewodowej myszy, poprzedni układ okienek jest przywracany. Nie tracę czasu na powtórne zorganizowanie sobie środowiska pracy i to jest coś, co naprawdę się podoba. W prosty sposób mogę sobie poukładać przestrzeń roboczą za pomocą schematów układu programów na ekranie.

I choć byłem mocno sceptyczny co do Windows 11 i uważałem, że działania marketingowe Microsoftu wokół nowego OS-u to przerost formy nad treścią - muszę uczciwie przyznać - Redmond udowadnia mi, że "jedenastka" serio jest czymś więcej niż tylko sporą aktualizacją. Nowości to rzeczy, które powinny być pokazane już w Windows 10, ale z niewiadomych powodów Microsoft ich nie implementował, nie udostępniał ich w kolejnych uaktualnieniach. Można powiedzieć, że Windows 11 to rozliczenie się ze wszystkich przypadków "soon" - czyli rzeczy, które się kiedyś tam pojawią. Ale nie wiadomo kiedy.

Windows 11 to najlepsze, co mogło spotkać środowisko osób skupionych wokół Microsoftu od lat

Między innymi ja, a także wiele innych osób które są "przyspawane" do ekosystemu stworzonego przez Microsoft - cieszymy się z tego, co przygotował dla nas gigant. Windows 11 wraz z kolejnymi uaktualnieniami zaczyna nabierać naprawdę ciekawego kształtu i broni się nowościami. Dwie powyższe rzeczy uderzyły mnie najbardziej. Szybkość działania oraz solidny powiew świeżości. Pośrednio również lepsze możliwości organizacji pracy. Polecam Wam chociażby zaznajomić się z "jedenastką", jeżeli macie taką ochotę. Microsoft wykonał dobrą robotę.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: