3

Tesla Y – pierwsze egzemplarze niedługo dotrą do właścicieli. Dla Volkswagena to nie jest dobra wiadomość

Jak donoszą amerykańskie portale specjalizujące się w analizie rynku EV, Tesla Y, SUV konstrukcyjnie bazujący na Modelu 3 oficjalnie rozpoczyna najważniejszy etap swojej kariery. Po rozpoczęciu w styczniu tego roku niskonakładowej produkcji pierwsi zamawiający otrzymują potwierdzenia z datą dostarczenia samochodu. Już wcześniej kilkanaście gotowych do wyjazdu Tesli Y zostało też „przyłapanych” na fabrycznym parkingu w Fremont. Samochody zaczną trafiać do odbiorców pomiędzy 15 a 30 marca i wygląda na to, że tym razem firmy nie spotkają tak duże problemy, jak w przypadku debiutu poprzednika.

Dzięki potwierdzeniom zamówień pojawiły się też pierwsze numery VIN. Na ich podstawie specjaliści próbują oszacować wielkość pierwszej transzy dostaw. Ponieważ te zawierają się w puli pomiędzy XXX400 a XXX800, wygląda na to, że może ona wynosić około 400 szt. Według informacji podanych przez producenta regularne dostawy powinny rozpocząć się od połowy kwietnia.

Kto jest Dawidem, a kto Goliatem

Wydaje się, że nie jest to szczególnie dobra wiadomość dla „starych” motoryzacyjnych wyjadaczy. Najgroźniejszy konkurent dla popularnych Tesli, VW ID.3 jest trapiony usterkami oprogramowania i chodzą słuchy, że jego premiera może zostać opóźniona. Wszyscy producenci korzystający z ogniw produkowanych przez LG Chem, borykają się z problemem zbyt małego wolumenu produkcji oferowanego przez tę firmę. A nie można zapomnieć o tym, że bardzo wiele chorób wieku dziecięcego dopiero przed nimi.

Wraz z debiutem Tesli Y wchodzimy w najciekawszy okres walki pomiędzy starym a nowym przemysłem motoryzacyjnym. Wydaje się, że dość popularna opinia o tym, że Tesla istnieje dopóty dopóki za rynek EV na poważnie nie wezmą się doświadczeni producenci, jest całkowicie błędna. Doświadczenie w produkcji klasycznych samochodów, tylko w niewielkim stopniu przekłada się na wartość w świecie elektryków. Te, będąc jeżdżącymi komputerami, bazują bardziej na umiejętności odpowiedniego przygotowania systemów elektronicznych kontrolujących pracę samochodu, niż na prozaicznych sprawach związanych z tłoczeniem blach czy montażem foteli.

Nauka na błędach własnych i cudzych

Oczywiście nie jest tak, że można te sprawy lekceważyć. Epopeja z wdrażaniem Modelu 3 wyraźnie pokazała, że Musk nie docenił tej sfery. Niemniej, wydaje się, że te problemy zostały już pokonane. Za to strategiczne technologie dla tego biznesu, są już w Tesli opanowane i to oni mogą odgrywać przed resztą mistrza w swoim fachu. Problemy VW, Audi czy Jaguara wyraźnie pokazują, że pomimo dziesiątek lat na rynku, muszą uczyć się tego biznesu od nowa. Jeśli tego nie zrobią, może czekać ich los Nokii czy BlackBerry, których przemodelowanie rynku i technologii przez iPhone’a błyskawicznie wywaliło z rynku. A gdzieś w tle widać przecież i inne przewagi wypracowane przez Muska, takie jak odmienny, lepiej skalowalny i mniej uzależniony od zewnętrznych dostawców system produkcji czy własne zaplecze badawczo-rozwojowe dotyczące baterii (nie tylko spółka z Panasonic, ale także zakup firmy Maxwell). 

Debiut mniejszego SUV-a pokaże też w dużej mierze głębokość rynku dla, było nie było ciągle wysoko wycenionych, średniej wielkości samochodów elektrycznych. To już nie jest wyższa klasa premium, w której z kosztami nie trzeba się liczyć. Jeśli dzięki temu modelowi zrealizuje się plan Muska, produkcji ponad pół miliona Tesli w tym roku, finansowa stabilizacja powinna na stałe zagościć do wykresów Tesli. A jeśli w niedługim czasie Cybertruck namiesza na największym w Ameryce rynku pick-upów, może w końcu odklei się od niego łatka szalonego i jadącego na krawędzi startupu.

Źródła: [1], [2], [3][4]