4

„Ratched” Netfliksa to emocjonalny rollercoaster. Od zachwytu po rozczarowanie

ratched recenzja
"Ratched" zabiera nas na emocjonalną i dość brutalną przejażdżkę, w której nie wszystko się udało, ale satysfakcja z seansu jest całkiem spora.

„Ratched”, czyli wracamy do świata „Lotu nad kukułczym gniazdem”

Moda na remake’i, rebooty i powroty wielkich filmów oraz marek trwa w najlepsze. Bazowanie na tym, co już istnieje pozwala też szybciej i łatwiej wywołać u widza zainteresowanie i zaangażowanie, ponieważ nie musimy do końca wprowadzać widza w nowy świat. On już wie, czego plus minus może się spodziewać po nowym filmie czy serialu poprzez relacje z dostępnymi produkcjami. Nie inaczej jest w przypadku „Ratched”, czyli serialu skupionego wokół postaci, którą znamy z książki i filmu „Lot nad kukułczym gniazdem”. Ryan Murphy oraz Ian Brennan postanowili przyjrzeć się jej dokładnie i zaproponować historię, które poprzedza wydarzenia z kinowego hitu. W postać Mildred Ratched wcieliła się Sarah Paulson, dla której nie jest to pierwsza współpraca z Murphym, z czego może wynikać to, jak świetnie wypadła. Ale wszystko po kolei.

Piąty i ostatni sezon „Domu z papieru” zapowiedziany!

Miejsce i czas akcji „Ratched”

„Ratched” zabiera nas do lat 50. w Północnej Kalifornii. Szturmem zdobywa posadę pielęgniarki w szpitalu psychiatrycznym, pomimo braku naboru. Już na samym początku widzimy ją jako pewną siebie i zdeterminowaną kobietę, która musi dostać to, czego chce. Dosyć szybko orientujemy się, że Ratched nie znalazła się tu przypadkowo i jej jedynym celem nie było zdobycie pracy, ani pięcie się po szczeblach kariery. Przez to, że wszystkim mówi to, co chcą usłyszeć, nie znamy jej prawdziwych zamiarów.

Park Jurajski wrócił! I wbrew pozorom nowa odsłona może Wam się spodobać

Budowana przez Mildred intryga szybko wciąga. Poznając kolejne postacie staramy się ułożyć te puzzle w całość i odkryć jej prawdziwy plan. Ten zostaje, niestety, dość szybko odsłonięty, ale serial nie traci na tym ani trochę dynamiki, ponieważ w grę zaczynają wchodzić inne, bardziej zaskakujące i krwawe wątki. Trzeba powiedzieć sobie jasno – serial już bez mocnych scen potrafił zarazić klimatem i gęstą atmosferą, a w momencie bezpośredniego ukazania morderstw, okaleczeń czy oparzeń wysokiego stopnia nabiera charakteru podobnego do głównej postaci. Ta bowiem potrafi przylukrować, by uśpić naszą czujność, a za chwilę wbić nóż w plecy osiągając przy tym własny cel.

Plusy i minusy serialu „Ratched”

Tak samo jest momentami z „Ratched” (serialem), ponieważ niektóre wątki zmierzają w kierunku, którego byśmy nie chcieli uświadczyć. Na szczęście twórcy potrafią się opamiętać i nie zapędzają się w kozi róg. Jednocześnie jednak można odnieść wrażenie, że takie wycofanie się (lub urwanie) niektórych spraw jest efektem potrzeby zapełnienia czasu ekranowego. Nic takiego się nie dzieje, bo ostatecznie wszystkie wątki są albo zgrabnie zakończone, albo prowadzą ku ważniejszym wydarzeniom.

5 funkcji, których oczekuję i potrzebuję na Netflix. Wtedy naprawdę będzie lepiej

Sarah Paulson żyje postacią, którą gra i po raz kolejny pokazuje, że w dramatycznych rolach czuje się jak ryba w wodzie. Muszę jednak oddać ukłony innej członkini obsady, a mianowicie Sophie Okonedo wcielającą się w Charlotte (rola drugoplanowa) – kobieta cierpi na rozdwojenie jaśni, a Okonedo bryluje na ekranie ukazując problemy pacjentki. Podobać się mogą także występy Jona Jon Brionesa (doktor Hanover) oraz Judy Davis (siostra Bucket). Jest też Sharon Stone, ale nie dano jej szansy na wykazanie się. Mimo to dobrze było ją zobaczyć, bo na pewno wzbogaciła serial o co najmniej solidną rolę.

Czy warto oglądać „Ratched”?

„Ratched” jest przepięknym kostiumowym serialem, w którym pełne ślicznych barw zdjęcia robią niemałe wrażenie. Wyraźnie widać, że odpowiedzialni za to członkowie ekipy oraz reżyser chcieli, by produkcja znakomicie prezentowała się na ekranie i ten efekt udało się osiągnąć. Gra kolorami (czasami przekazującymi nawet nam pewne informacje) wypadła wyśmienicie. Podczas seansu w 4K i HDR robi to spore wrażenie, dlatego zachęcam do odłożenia telefonu, tabletu, a nawet komputera (w miarę możliwości) i obejrzenia „Ratched” na telewizorze, ponieważ taka oprawa w dużej mierze odpowiada za kreowanie atmosfery serialu.