Felietony

Po pół roku wróciłem do Netfliksa. W końcu jestem zadowolony

Kacper Cembrowski
4

Netflix jednak stale potrafi przynosić frajdę - w inny sposób niż kiedyś, ale nadal.

Netflix, czyli od uwielbiania, przez rozczarowanie, aż do zadowolenia bez większych emocji

Pamiętam czasy, jak Netflix pojawił się w Polsce. W gronie moich znajomych było to wręcz wielkie objawienie i początek masowego rezygnowania z oglądania zwykłej telewizji. Z platformy z wielkim N korzystałem przez mnóstwo lat i właściwie nie było dnia, żebym nie obejrzał chociaż jednego odcinka jakiegoś serialu - a dobrych serii wtedy nie brakowało, bowiem Netflix był prawdziwą wylęgarnią doskonałych produkcji.

Źródło: Depositphotos

Z czasem sporo się jednak zmieniło. Zdecydowanie wyższe ceny, zapowiadane trudności ze współdzieleniem kont i przede wszystkim coraz gorsza jakość produkcji. To już przestała być ta sama platforma co kilka lat temu, gdzie można było się zachwycać nad depresyjnym, lecz również zabawnym BoJackiem Horsemanem, doskonałym The End of the F***ing World czy mrocznym Dark. Jedyne ciekawe produkcje z ostatniego czasu to Squid Game i kolejne sezony Stranger Things - jednak ze względu na częstotliwość pojawiania się interesujących premier oraz faktu, że mnóstwo doskonałych serii co chwilę jest anulowanych, na przykład The Midnight Gospel, American Vandal, Tuca & Bertie czy To nie jest OK, ciężko było się z tego cieszyć.

Netflix ma swoje przebłyski - i to właśnie dla nich warto czasem do niego wracać

Finalnie doszedłem do wniosku, że opłacam Netfliksa co miesiąc z przyzwyczajenia. Przez większość czasu nie oglądałem absolutnie niczego - wszystkie ciekawe pozycje już sprawdziłem, a nowości były mi kompletnie obojętne. Po pierwszej podwyżce cen stwierdziłem wreszcie, że trzymanie tego abonamentu dla samego faktu dostępu do Netfliksa, najzwyczajniej w świecie mija się z celem - i zrezygnowałem z platformy z czerwonym N w logo.

Przez pierwsze tygodnie, a nawet miesiące, nie odczuwałem żadnego braku - wręcz przeciwnie, właściwie, to się cieszyłem, że parędziesiąt złotych miesięcznie zostaje na moim koncie, jednocześnie nic przy tym nie tracąc. Z czasem zaczęło jednak pojawiać się kilka ciekawych propozycji, które miałem ochotę sprawdzić - tutaj kolejna część Stranger Things, tutaj Dom z papieru: Korea, niezwykle ciepło przyjęty Gray Man z Ryanem Goslingiem, do tego nowe sezony Big Mouth czy Cyberpunk: Edgerunners. Netflix po niezwykle nijakim okresie zaczął co jakiś czas rzucać naprawdę soczystymi premierami - aż w końcu się złamałem.

Wróciłem do Netfliksa i jestem zadowolony. Jednocześnie wiem, że zaraz z niego zrezygnuję

Postanowiłem, że dam Netfliksowi drugą szansę. Zapłaciłem pełną kwotę za dostęp do platformy, obejrzałem już kilka pozycji z tych wymienionych przeze mnie wcześniej i… jestem naprawdę zadowolony. To solidne widowiska albo zwykłe popcornówki na weekendowe wieczory - zależnie od serii - i już dawno nie czułem, że mam tyle ciekawych propozycji do obejrzenia na Netfliksie.

Źródło: Depositphotos

Mimo wszystko, doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że po nadrobieniu wszystkich zaległości, znów nie będę miał potrzeby posiadania dostępu do konta - i właśnie to jest chyba klucz do tego, żeby cieszyć się z platform streamingowych. Netflix zwyczajnie za rzadko wydaje rzeczy, które interesują mnie w wystarczającym stopniu, żebym bez przerwy płacił 60 zł miesięcznie.

Prawdopodobnie w tym miesiącu zrezygnuję z subskrypcji, wracając do seriali Marvela na Disney+ oraz oglądając nowości na Crunchyroll. Jednocześnie jestem przekonany, że po upływie 6-8 miesięcy ponownie zapukam do drzwi Netfliksa, spędzając z nim świetne dwa miesiące. Czy platforma na przestrzeni lat się zmieniła? Zdecydowanie tak - i cały czas twierdzę, że na gorsze. Mimo wszystko da się czerpać z niej radość - tylko trzeba mieć do tego odpowiednie podejście.

Stock Image from Depositphotos

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu