Felietony

Netflix został sam na placu boju. Jedna zmiana może pomóc odzyskać widzów

Konrad Kozłowski
10

Netflix jako jedyny z grona największych platform wideo omija kina. Pojawia się na festiwalach i organizuje ograniczone pokazy, ale jego największe filmy główna widownia obejrzy tylko online. Czy to nie czas na zmianę strategii?

Filmy Netfliksa w kinach - za rzadko, za mało

Bo naprawdę z niemałą przyjemnością wracam do tych nielicznych pokazów, jak "Irlandczyk" czy "Historia małżeńska", które można było zobaczyć w kinach. Oczywiście taka ograniczona dostępność w kinach studyjnych pozwoliła Netfliksowi zgłaszać swoje produkcje do najważniejszych konkursów i festiwali filmowych, ale nawet taki fan VOD jak ja powiem wprost, że obydwa tytuły dużo zyskały właśnie dzięki pokazom na salach kinowych.

Odcięcie od świata zewnętrznego i inny poziom koncentracji zmieniają perspektywę, a przecież Netflix w swoim dorobku kilka dobrych filmów ma. Jednak nawet te docenione przez krytyków i/lub przez widownie nie zawsze były w pełni przez wszystkich chwalone, na co na pewno wpływ mają warunki seansu. Typowy film akcji nie wybrzmi tak samo na laptopie czy tablecie, jak w domowym kinie z dużym ekranem i solidnym nagłośnieniem z dźwiękiem przestrzennym. Czasami, te filmy po prostu nie mają prawa się obronić.

Disney i HBO/Warner wykorzystują online i offline

A przecież sytuacja w przypadku Disney'a czy HBO/Warnera, a nawet Amazonu jest zupełnie inna. Ten ostatni często wspiera produkcje, których nawet nie zagarnia do swojego katalogu na wyłączność, lecz pozwala im zdobywać uznanie w ramach innej formy dystrybucji. Disney i Warner natomiast to najlepsze przykłady tego, jak zazębiać się mogą obydwa sposoby. Najpierw nakręcone za ogromne pieniądze filmy trafiają do kin, gdzie zarabiają czasem wielokrotność budżetu, a później wzmacniają bibliotekę online Disney+ czy HBO Max. Zdarzały się jednoczesne premiery, podobnie jak będą pojawiać się tytuły powstające tylko z myślą o platformie VOD, ale ani Disney, ani Warner nie zrezygnują z klasycznej dystrybucji kinowej, która zapewnia nie tylko wpływy, ale także rozgłos.

Netflix czymś takim nie dysponuje, co też sprawdza się na mniejszej skali, czyli w konkretnych regionach. Gdyby "Broad Peak" lub poprzednie polskie filmy Netfliksa weszły do kin wraz z całą otoczką marketingową, to produkcja mogłaby liczyć na pewien wzrost zainteresowania. Oczywiście dystrybucja online to część DNA Netfliksa, ale biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia i podejmowane przez platformę decyzje, to zmiana zdania w jeszcze jednej kwestii raczej nikomu by nie zaszkodziła.

Netflix powinien polubić się z kinami

A pomóc Netfliksowi może naprawdę w niemałym stopniu, bo obserwując starania firmy w odzyskaniu blasku i zaufania u części widzów są godne pochwały, lecz to wciąż za mało, by odwrócić kartę. Bardzo dużo mówiło się o tym, jak Netflix był pionierem i wzorem do naśladowania pod każdym względem, lecz teraz musi walczyć o to, by ponownie dla widzów stać się platformą pierwszego wyboru.

Podobne głosy pojawiają się też w branży. Vincent Maraval, założyciel i szef francuskiego dystrybutora Wild Bunch International powiedział wprost, że Netflix powinien zaprzyjaźnić się z kinami, by był w stanie przetrwać rywalizację z gigantami pokroju Apple czy Amazonu. Dla tej pierwszej firmy rynek filmowy to tylko hobby, ale kto wie - może tylko do czasu? Amazon bardzo poważnie traktuje swoją rolę, a przeogromne zasoby powodują, że może sobie pozwolić na więcej, niż zależny w sporym stopniu od rynku i inwestorów Netflix.

 

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu