29

Teraz Netflix już niczym nie różni się od śmieciowego programu z kablówki

pilot netflix
Netflix naruszył u podstaw rynek telewizyjny oferując widzom swobodę w oglądaniu, jaką wcześniej nie dysponowali. To dość wymowne, że teraz sam uruchomił własny kanał z klasyczną ramówką...

Program, zakreślacz i pilot – to było trio

Mało kto deklaruje dziś oglądanie telewizji w taki sposób, jak jeszcze kilka(naście) lat temu. Tylko pojedyncze premiery lub programy gromadzą dzisiaj widownię na zawołanie – wśród znajomych, jeśli ktokolwiek telewizję kablową lub satelitarną posiada, to raczej uprawiany jest tak zwany channel surfing, czyli skakanie po kanałach.

Największa polska premiera tej jesieni? Wypytujemy o kulisy „Króla”

Czasy, gdy na stoliku/ławie wraz z pilotem zawsze znajdował się papierowy program TV z zakreślaczem obok, mamy już dawno za sobą. Nawet jeśli przeglądamy ramówkę, to raczej w Internecie, aplikacji lub na samym dekoderze, co jednocześnie pozwala ustawić przypomnienia lub zaplanować nagrywanie.

Odwykliśmy od tego z chwilą, gdy zyskaliśmy możliwość decydowania o tym, co, kiedy i jak obejrzymy. Przodownikiem tego modelu był Netflix, który z pewnością bardzo miło wspominany okres, w którym był niezagrożonym liderem z najbardziej wszechstronną i bogatą ofertą seriali i filmów na rynku.

Dziś konkurentów nie brakuje i każdy z nich ma sporo do powiedzenia, głównie za sprawą oryginalnych filmów i seriali, które produkują. Netflix, by zatrzymać użytkowników u siebie, musi stale oferować im coś nowego, a to wymagało niemałego przedsięwzięcia ze strony firmy, która wcześniej zajmowała się wysyłką płyt DVD, a później pełniła rolę pośrednika między wytwórniami i widzami.

Netflix produkuje tak dużo, że nie da się za nim nadążyć

Reakcja na rosnącą konkurencję mogła być tylko jedna: Netflix ruszył do ofensywy i od wielu, wielu miesięcy regularnie serwuje nam dziesiątki nowości, pod którymi może się podpisać. To prowadzi do niezwykle szerokiego wachlarza treści, ale to wszystko ma też pewne wady.

Produkcja drugiego sezonu Wiedźmina na Netflix wstrzymana!

Jedną z nich jest na pewno przytłaczająca liczba materiałów, które można obejrzeć i Netflix doskonale zdaje sobie z tego sprawę, bo przecież jak mało kto inny analizuje wszystkie dostępne informacje i dane na temat aktywności użytkowników w serwisie. Z tych cyferek na pewno wyłania się obraz dość powszechnego widza, który pozostaje niezdecydowany nawet po kilkunastu czy kilkudziesięciu minutach spędzonych na przeglądaniu katalogu.

Seriale i filmy Netfliksa emitowane jeden za drugim wedle ramówki

Nic więc dziwnego, że Netflix podejmuje przeróżne kroki, by ten wybór na ułatwić. Postawił na system kolekcji, dzięki którym wiemy, jakie tytuły dobrze do siebie pasują i wprowadził także opcję odtwarzania losowo wybranego programu z oferty. Nie została ona szeroko wdrożona (ani we wszystkich regionach, ani na wszystkich platformach), ale brzmi co najmniej intrygująco. We Francji natomiast uruchomiono linearny stream na żywo, gdzie emitowane są kolejne odcinki seriali i filmy.

„Netflix zmienił cały rynek” – Borys Szyc w wywiadzie przed premierą serialu „Król”

Netflix uruchomił ten kanał tylko w tym jednym kraju i jedynie w przeglądarce. Na żadnym innym urządzeniu, na przykład na telewizorze – co jest zaskakujące, musicie przyznać – nie można skorzystać z opcji oglądania nadawanych według ustalanej przez Netfliksa ramówki programów. Celem  jest zaskoczenie widza różnorodnością katalogu Netfliksa.

Właściwa diagnoza, niewłaściwe lekarstwo?

Cel, który próbuje osiągnąć Netflix jest jak najbardziej właściwy, ale nie jestem pewien, czy podejmuje odpowiednie działania. Wielokrotnie pisałem o bańce, którą stał się mój profil na platformie. O wielu interesujących tytułach, które były dodane ostatnio albo lata temu dowiaduję się czasem od znajomych, na innych stronach albo zupełnie przypadkowo przeglądając czeluście Netfliksa przewijając stronę główną bez końca.

Netflix bije rekordy, ale to już nie jest ta sama usługa

Ukierunkowanie na mój gust, który określony jest przez algorytmy, to prawdziwa klatka dla każdego użytkownika nie pozwalająca zobaczyć czegoś naprawdę nowego. Ale czy pomysł z linearnym nadawaniem swoich programów będzie na to receptą? Gdyby to było możliwe, sam bym to sprawdził, ale na razie nikt poza mieszkańcami Francji nie będzie mógł tego zrobić.

Źródło, zdjęcie: techspot.com