22

Najdłuższy budynek świata może stanąć w Nowym Jorku. Jego kształt robi wrażenie i… rozwiązuje poważny problem

Człowiek chce budować coraz wyżej, a rozwój technologiczny mu to umożliwia, niebawem zostanie pewnie zaatakowana granica jednego kilometra - jeżeli nie zrobią tego Amerykanie albo Japończycy, na taki krok zdecydują się szejkowi na Bliskim Wschodzie. Wyścigowi na wysokość towarzyszy konkurs na kształt/wygląd budynku - nie chodzi tylko o to, by sięgał jak najwyżej, ważne, by intrygował. Ciekawym przykładem takich przepychanek może być The Big Bend.

Najdłuższy budynek świata ma szansę stanąć w Nowym Jorku – takie doniesienia pojawiły się w mediach w mijającym tygodniu. Już na wstępie trzeba sprawę trochę uściślić: konstrukcja, o której mowa ma mieć około 1,2 km. Dużo, zwłaszcza, gdy doprecyzujemy, jakiego typu będzie to budynek. Ale należy zaznaczyć, że na świecie znajdziemy dłuższe. Tyle, że w poziomie. The Big Bend, o którym mowa, ma być pionowym molochem. Dlaczego zatem nie powiedzieć, że będzie to najwyższy budynek świata? Bo najwyższy nie będzie. Zawiłe, prawda? Już tłumaczę o co chodzi.

The Big Bend ma się wspinać na wysokość około 600 metrów, a następnie… zakręci i pobiegnie w dół. Mamy zatem dwie wieże o długości około 600 metrów, które tworzą całość za sprawą łuku. Nie jest najwyższy, ale ma ponad 1200 m długości. I stoi. Odległość między filarami miałaby wynieść ponad 50 metrów. Za projekt odpowiada Ioannis Oikonomoui jego Oiio Studio, budynek miałby stanąć w okolicach Central Parku w Nowym Jorku. Czy tak się stanie? Na to pytanie na razie trudno odpowiedzieć, podobno rozesłano propozycje do deweloperów, ale nawet ich zainteresowanie nie oznacza, że Nowy Jork doczeka się tej długiej litery „U”. To nie Polska, w której można postawić wszystko, nawet, gdy nie pasuje do otoczenia i jest wyjątkowo szkaradne…

Skąd pomysł na kształt? To z jednej strony odpowiedź na pewien problem, z drugiej strony zakpienie z niego. A chodzi o rosnące ceny ziemi w Nowym Jorku i w innych dużych miastach. Nawet za niewielkie działki płaci się już fortuny. Przy tym można się domyślić, że będzie coraz gorzej, bo powierzchni do budowy raczej nie przybywa. Atutem The Big Bend jest to, że oba filary zajmują niewiele powierzchni – można budować wysoko, konstrukcja może być cienka, ale nie zawali się, ponieważ zostanie zastosowany łuk. Sprawdza się rozwiązanie, którego człowiek używa od czasów starożytnych. Tyle, że skala jest trochę inna.

Jakiś czas temu pisałem, że niebawem zacznie się przeprowadzka Apple do nowej siedziby (złośliwi powiedzą, że jeśli ktoś chce tworzyć zgięte konstrukcje, powinien skontaktować się właśnie z firmą z Cupertino – przecież to ona zmagała się z Bendgate), wspominałem też o wysoko położonym, szklanym moście w Chinach czy projekcie budynku o wysokości jednej mili. Wszystkie robią wrażenie, prezentowany własnie najdłuższy budynek świata też zasługuje na uwagę. Z technicznego punktu widzenia to będzie wyzwanie, ale człowiek pewnie mu podoła – chociażby ze względu na wspomniane rosnące ceny gruntów. Złamana zostanie ta granica, architekci, deweloperzy i konstruktorzy wyznaczą sobie nowe. Można się cieszyć z tego powodu: będzie co podziwiać…