apple
35

Były współpracownik Apple ujawnia szczegóły działania Siri i chce ukarania giganta za aferę posłuchową

Thomas le Bonniec wysłał list otwarty do przedstawicieli Unii Europejskiej, wzywający ich do podjęcia akcji w sprawie, jego zdaniem, bezprawnych działań Apple. Zdradza w nim, jakie nagrania zbierał asystent głosowy Siri i jak były one przetwarzane.

O tym, że urządzenia takie jak inteligentne głośniki czy telefony są wykorzystywane do szpiegowania słyszymy praktycznie od momentu ich powstania. I tak – jest to prawda. Jeżeli urządzenie ma wbudowany mikrofon, jest duża szansa na to, że nagrania stworzone za jego pomocą nie rozpływają się w nicości, tylko są skrupulatnie zapisywane gdzieś na jakimś odległym serwerze. Udowodnił to Edward Snowden, udowodnili to też inni specjaliści. Jeżeli ktoś jest tym jeszcze zaskoczony – pozostaje pogratulować. Kupując takie urządzenie bardzo często sami zgadzamy się nawet na to, by przesyłało ono próbki w celu „polepszenia  jakości świadczonych usług”. Do niedawna jeszcze uważano, że wśród wszystkich firm Apple najbardziej dba o prywatność użytkowników. Niestety, doniesienia Thomasa le Bonnieca odnośnie tego, jak „przetwarzane” są nagrania ze sprzętu Apple pokazały, że rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej.

Siri słuchała wszystkiego. I wszystko zapamiętywała

Thomas le Bonniec już wcześniej informował o tym, że Apple zbiera dane swoich użytkowników. Jego wiedza pochodzi z czasów, gdy pracował dla Apple i odsłuchiwał nagrania z asystenta głosowego Siri. Według Apple – celem takiego zabiegu jest polepszenie działania programu i kontrola jakości zawartych w nim funkcji. Funcja ta ma być włączana dobrowolnie przy konfiguracji danego urządzenia, a system ma oczywiście nasłuchiwać tylko kiedy zostanie wywołany komendą. To, co jest zawarte w liście otwartym le Bonnieca do Unii Europejskiej rzuca zupełnie nowe światło na to, co się wtedy działo.

apple

We wspomnianym liście możemy przeczytać jasno:

Codziennie słuchałem setek nagrań z różnych urządzeń Apple (np. iPhone’ów, zegarków Apple lub iPadów). Nagrania te często były tworzone bez jakiejkolwiek aktywacji Siri, czyli bez zamiaru użytkownika, aby ja aktywować. Nagrania te zostały wykonane bez wiedzy użytkowników i były zbierane w zestawy danych w celu późniejszego skorygowania transkrypcji nagrania dokonanego przez urządzenie . Nagrania nie ograniczały się do użytkowników urządzeń Apple, ale dotyczyły także krewnych, dzieci, przyjaciół, kolegów i kogokolwiek, kto mógł zostać nagrany przez urządzenie. System nagrał wszystko: nazwiska, adresy, wiadomości, wyszukiwania, argumenty, odgłosy tła , filmy i rozmowy. Słyszałem, jak ludzie rozmawiają o swoim nowotworze, zmarłych krewnych, religii, seksualności, pornografii, polityce, szkole, związkach lub narkotykach, wszystko to wyraźnie bez zamiaru aktywowania Siri

Nie ma się więc co dziwić, że już po pierwszym wystąpieniu le Bonnieca w lipcu zeszłego roku Apple zdecydowało się zawiesić program w którym pracował, by uniknąć dalszej eskalacji negatywnego publicity.

Le Bonniec chce ukarania Apple – czy słusznie?

Czytając to, nie sposób nie dojść do wniosku, że Apple jest tu winne na trzech podstawowych polach:

  • stałe podsłuchiwanie użytkowników – jak najbardziej jestem w stanie zrozumieć argument, że nie każdy system jest idealny i jeżeli ktoś zgodził się przesyłać próbki swojego głosu Apple w celu poprawy jakości produktu, to może zdarzyć się, że urządzenie nagra go przez przypadek, mylnie odbierając słowo jako „Hey Siri”. Jednak jeżeli le Bonniec ma rację, to oznacza to, że albo Apple podsłuchuje cały czas, nie tylko po wykryciu komendy, albo ich system jest beznadziejnie wadliwy, interpretując jako „Hey Siri” dowolne inne słowo. Oba argumenty raczej zniechęcają do zakupu urządzeń firmy.
  • naruszenie prywatności – jeżeli nagranie zostało stworzone przypadkowo, a wiec bez wiedzy użytkownika, to Apple powinno je usunąć, ponieważ użytkownik mógł nie chcieć przekazywać firmie niektórych informacji. Tym bardziej, że – jak mówi le Bonniec – takie nagrania zawierały dane osobowe, adresy i inne ważne informacje, do przetwarzania których Apple nie miało stosownych uprawnień. Tymczasem lądowały one na serwerach firmy.
  • nagrywanie osób które na nagrywanie na pewno nie wyraziły zgody – przy wszystkich dobrych chęciach możemy założyć, że osoba która kupiła urządzenie Apple jest świadoma procederu nagrywania i zgadza się na niego. Co jednak z jej rodziną, znajomymi i osobami, z którymi się spotyka? Nie jest możliwe, aby one także wyraziły zgodę na to, by zostać nagranymi i by ich często bardzo poufne wypowiedzi były zapisywane na wieczność w bazie danych giganta z Cupertino.
apple

Z tego też względu Thomas wzywa osoby zajmujące się legislacją UE do podjęcia działań:

Jestem bardzo zaniepokojony tym, że duże firmy technologiczne są w stanie podsłuchiwać całe populacje, mimo że Europejczykom wmawia się, że UE ma jedno z najsurowszych przepisów o ochronie danych na świecie. Uchwalenie prawa nie jest wystarczające: należy je egzekwować wobec sprawców naruszeń prywatności

Były współpracownik Apple wzywa tu UE do respektowania m. in. regulacji RODO. Jak wiemy, rozporządzenie to ma zasięg wszędzie tam, gdzie przetwarzane są dane Unii Europejskiej. To właśnie z tego względu krótko po wejściu w życie RODO dla Europejczyków niedostępne były niektóre strony magazynów ze Stanów Zjednoczonych, m.in. Los Angeles Times. Pociągnięcie Apple do odpowiedzialności jest jednak bardzo wątpliwe. Po pierwsze – wspomniany program został już zakończony, a po drugie, nie wydaje mi się, by Unia miała swoje cele w tym, by iść na wojnę z Apple. Pomimo, że naruszenia prywatności są tu rzeczywiste i poważne, to prawo w tej kwestii jest równe dla wszystkich tylko z definicji.

Bardzo dużo mówi się o tym, że Apple dobrze robi, nie udostępniając FBI backdoorów w iPhonie terrorysty, kompletnie ignorując fakt, że na równi z innymi firmami uczestniczyło np. w programie PRISM. Nawet więc, jeżeli nie dojdzie reakcji Unii na list le Bonnieca, byłoby miło, gdybyśmy przestali udawać, że firma ta jest lepsza od innych, jeżeli chodzi o rzekome „dbanie o naszą prywatność”.

Źródło: Businessinsider.com