Felietony

Dlaczego NIGDY nie będę miał smartzamka na Bluetooth?

Krzysztof Rojek
13

Zamki na Bluetooth stają się coraz popularniejsze. Ja jednak nigdy się na taki nie zdecyduję.

Jakby na to nie spojrzeć, żyjemy w coraz bardziej "smart" świecie, czy nam się to podoba czy nie. Dziś nawet czajnik musi być podłączany do Wi-Fi, bo inaczej nie będzie wiedział, jak odpowiednio gotować wodę (na marginesie, sam mam taki czajnik i po niecałym roku nie potrafi już poprawnie wyświetlić temperatury). Postępująca smartyfikacja nie oszczędza żadnego elementu wyposażenia domu. I o ile smart odkurzacz który sam jeździ nie jest złą rzeczą, a możliwość sterowania wielokolorowym oświetleniem z poziomu smartfonu jest faktycznie wygodniejsza niż za pomocą czegokolwiek innego, to są pewne elementy, których smartyfikacja jest po prostu bez sensu - patrz wspomniany czajnik. Jest jednak także grupa urządzeń, których smartyfikacja nie jest bez sensu - jest za to niebezpieczna.

Do tej grupy należą zamki w drzwiach

Zaczynając, chciałbym na początku zaznaczyć, że wiem, iż współczesne zamki, nawet te najbardziej zaawansowane, nie są dla włamywaczy żadną przeszkodą. Oglądam kanał LockPickingLawyer i widzę, że nawet superdrogie konstrukcje wprawnemu ślusarzowi zajmują chwilę, a z racji na to, że w kwestii konstrukcji samych zamków nie poczyniono od lat żadnych przełomów, jest duża szansa, że tylko patrząc na zamek włamywacz wie już jakich narzędzi użyć, by go otworzyć - reszta to kwestia czasu i precyzji. Jak powiedział kiedyś CDP Gray - "the lock on your door stops worries, not bulgars".  Nieprzekonani? Oto ile potrzeba, żeby rozprawić się z jednym z najpopularniejszych zamków w Polsce:

Jestem więc całkowicie świadomy, że zamek w moich drzwiach, choć bardziej zaawansowany od tego, nie wytrzymałby pewnie o wiele dłużej. Co więc przeszkadza mi w smartyfikacji? Czemu nie zdecyduję się na wymianę mojego zamka na taki z Bluetooth? W końcu jest to wygoda (nie trzeba sięgać i szukać klucza), co też w swoim teście opisał chociażby Grzesiek, który bardzo zachwalał sobie korzystanie z tej technologii. Ja jednak mam swoje obawy, przez które uważam, że założenie takiego zamka to duży kompromis, jeżeli chodzi o bezpieczeństwo.

Po pierwsze - Bluetooth to technologia dziurawa jak ser szwajcarski

O tym, że Bluetooth nie jest bezpieczną technologią, nie muszę chyba nikogo przekonywać. Co i rusz pojawiają się informacje o tym, że protokół ten można sforsować bez większych problemów, bez względu na to czy chodzi o Teslę czy o naszego smartfona. I oczywiście - nie jestem panikarzem, sam korzystam z Bluetooth do wielu rzeczy. Jest to po prostu zagrożenie, z którym nauczyliśmy się żyć. Jednak w mojej opinii zamek w drzwiach ma pełnić jedną i tylko jedną funkcję - być tak bezpieczny, jak to możliwe. Funkcjonalność Bluetooth (czy jakakolwiek inna bezprzewodowa) to dodatkowy sposób na jego otwarcie, a więc - i więcej dróg, którymi można go sforsować.

Po drugie - zawsze jest inne wejście

Zamki typu smart nigdy nie polegają wyłącznie na otwieraniu bezprzewodowym, W końcu co, jeżeli bateria w zamku się rozładuje? Cóż - wtedy trzeba skorzystać z tradycyjnego klucza. I tu zaczynają się schody. Z tego, co widziałem w sieci, duża część (nie powiem, że większość, bo tego nie wiem) smartzamków zawiera w sobie wkładkę zabezpieczającą, która.. cóż, nie zabezpiecza zbyt dobrze.

I oczywiście, producenci mogą się przechwalać, że w ich modelu tradycyjny zamek jest najwyższej jakości, ale ilu użytkowników jest w stanie to zweryfikować? Co więcej, konstrukcja takiego smartzamka w więcej niż jednym wypadku pokazała, że znacznie ułatwia pracę włamywaczom, którzy przez to, jak jest zbudowana nie muszą nawet forsować samego zamka, by dostać się do środka. In

Po trzecie - ile razy wyciągasz swoje klucze z kieszeni?

To jedna z rzeczy, które zawsze ciekawiły mnie w przypadku korzystania ze smart zamków. Warto się bowiem zastanowić - ile razy dziennie, jeżeli gdzieś wychodzimy, wyciągamy z kieszeni telefon, a ile razy - klucze do domu? O ile łatwiej jest telefon zniszczyć, zgubić czy narazić się na to, że ktoś nam go ukradnie. I jasne, na telefonie trzymamy wszystkie nasze dane, ale jeżeli mamy mocny kod, zabezpieczenia biometryczne etc., to jest duża szansa, że np. złodziej nie dostanie się do naszych danych. Jeżeli jednak telefon zgubimy, zniszczymy, bądź też zwyczajnie się on rozładuje, to jest ryzyko, że... nie dostaniemy się do domu. No, chyba, że będziemy mieli klucz gdzieś pod ręką. To z kolei idealnie prowadzi nas do kolejnego podpunktu.

Po czwarte - i tak nosisz klucze

Łatwo sobie wyobrazić, że jeżeli przerzucimy się na smart zamek, to czeka nasz przyszłość bez kluczy i jedna rzecz mniej do noszenia. Otóż... nie. Bo i tak w 90 proc. przypadków pęk kluczy i tak musi zawsze być w kieszeni. W moim wypadku jeżeli przeszedłbym na taki zamek, to i tak nosiłbym przy sobie klucz do domu cały czas, ponieważ, jeżeli nie telefon, to rozładować się może przecież sam zamek. Jednak nawet jeżeli zaufałbym tej technologii w 100 proc. i tak... musiałbym nosić ze sobą wszystkie inne klucze - do budynku, do garażu, do komórki lokatorskiej, do śmietnika i szereg innych, które tworzą całkiem pokaźny pęk, w którym jeden klucz mniej nie robi różnicy. Jako, że na to, że wszyscy przejdą na bezkluczową wizję świata nie ma nawet co liczyć. to jeden mniej bądź więcej klucz niewiele tu zmienia.

Po piąte - jaki z tego zysk?

Dużo osób twierdzi, że używanie smart zamka jest wygodniejsze. I... zapewne jest. Taki system ma kilka niepodważalnych zalet. Przede wszystkim, możemy "pożyczyć" komuś klucze bez wychodzenia z domu i widzenia się z tą osobą, aby potem odebrać temu komuś pozwolenie, kiedy wirtualny klucz nie będzie mu już potrzebny. Jest to tez monitoring tego, kto i kiedy otwierał drzwi, co w niektórych sytuacjach może być przydatne, a system automatycznego zamykania pozwoli przestać zadawać sobie pytanie "ale czy na pewno zamknąłem?". Jednak, moim zdaniem, jest to ten sam typ innowacji, co przejście z przycisków na konsoli środkowej samochodu na ekrany. Niby polepszenie doświadczenia, ale wiele osób uważa, że w czasie jazdy przyciski są jednak wygodniejsze. I ja mam dokładnie tak samo z zamkami na bluetooth.

Niby są nieco wygodniejsze, ale moim zdaniem nie jest to warte wszystkiego innego, czyli pogorszenia bezpieczeństwa oraz faktu, że teraz trzeba jeszcze bardziej uważać na swój telefon, pomimo, że klucze i tak trzeba ze sobą nosić. Pomijam tu fakt, że wracając do domu wyciągnięcie telefonu i odkliknięcie otworzenia drzwi w aplikacji wcale nie jest szybsze niż wyciągnięcie kluczy i otworzenie zamka w tradycyjny sposób.

Oczywiście - to wszystko jest moje zdanie. Zakładam, że osoby, które na co dzień używają smartzamków mają na ten temat inne zdanie. Jakie są wasze doświadczenia z takimi konstrukcjami?

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu