Gry

Jak daleko posunie się Sony, żeby stworzyć maszynkę do robienia kasy? The Last of Us pokazuje, że bardzo daleko

Kacper Cembrowski
4

The Last of Us, czyli niegdyś piękne, chwytające za serce, wyjątkowe i niemal rewolucyjne IP, staje się zwykłą maszynką do robienia pieniędzy.

The Last of Us Part I wywołało mnóstwo kontrowersji. To był jednak dopiero początek

The Last of Us to bez dwóch zdań gra doskonała. Wyciskająca ostatnie soki z PlayStation 3 produkcja od Naughty Dog zachwycała gameplayem i niuansami oraz przede wszystkim opowiadaną historią, która była w stanie wycisnąć łzy dosłownie z każdego. Na chwilę po premierze “jedynki” Sony zdecydowało się wypuścić remaster tej gry w wersji na PlayStation 4, delikatnie podbijając aspekty graficzne i dorzucając do zestawu fabularny dodatek pod tytułem Left Behind - całkiem zrozumiała taktyka, ze względu na brak wstecznej kompatybilności PS4, a poza tym żyliśmy wtedy w erze remasterów i kotlety były odgrzewane bez przerwy.

The Last of Us Part II był pełnoprawnym sequelem, do którego nie było o co się przyczepić - gra zdołała spełnić oczekiwania fanów i spełniała swoją rolę. Niedawno, zaledwie 9 lat po pierwotnej premierze, Sony i Naughty Dog postanowiło wypuścić remake pierwszej części przygód Ellie i Joela pod tytułem The Last of Us Part I - i faktycznie, pod względem grafiki produkcja zwyczajnie zachwyca, lecz główne oburzenie wśród graczy wzięło się z tego, że było to sprzedanie dokładnie tego samego produktu po raz trzeci - co więcej, po raz trzeci w pełnej cenie, tym razem za ponad 300 zł. Dodatkową łyżką dziegciu był fakt, że rzekomo Sony podejmując decyzję o remake’u pierwszego The Last of Us zrezygnowało z tworzenia kontynuacji Days Gone od Bend Studio.

Remake nie miał jednak jednego ważnego filaru oryginalnej gry. Chodzi o multiplayer

Mimo wszystko, Part I nie posiadał jednego istotnego elementu gry. Poza główną kampanią i wcześniej wspomnianym fabularnym DLC, The Last of Us posiadało tryb multiplayer, który był zresztą bardzo ceniony wśród graczy - a w remake’u zwyczajnie go zabrakło.

To w teorii nie było zdziwienie, bowiem rozgrywka online nie była obecna już w The Last of Us Part II. Najpierw utrzymywana była narracja, że ta pojawi się w przyszłej aktualizacji, a potem Naughty Dog ogłosiło, że potrzebuje nieco więcej czasu w celu dopracowania produktu i multiplayer ma pojawić się jako osobny, niezależny produkt. Po tej deklaracji znowu nastała głucha cisza, aż wreszcie Neil Druckmann zabrał głos w tej sprawie podczas Summer Game Fest 2022:

To, co zaczęło się jako tryb wieloosobowy The Last of Us, ewoluowało. Ze względu na ambicje zespołu naprawdę chcieliśmy zrobić coś więcej niż to, co kiedykolwiek robiliśmy w Naughty Dog. Czuliśmy, że sposobem na sprawiedliwość jest uczynienie z niego samodzielnego tytułu. Pracowali nad tym przez ostatnie dwa lata, a ambicja wzrosła. Ta gra jest wielka. Jest tak duża, jak każda z naszych gier dla jednego gracza, a pod pewnymi względami jeszcze większa. Ma historię. Sposób, w jaki opowiadamy tę historię, jest wyjątkowy. Ma zupełnie nową obsadę postaci. Odbywa się w innej części Stanów Zjednoczonych. Na jej czele stoją weterani Uncharted i The Last of Us. W przyszłym roku zobaczycie o wiele więcej tej gry.

Ekscytujące, prawda? Nie dość, że projekt zapowiada się świetnie, Druckmann sprawnie podgrzewa atmosferę, to jeszcze tłumaczy to brak obecności multiplayera w “dwójce” i remake’u “jedynki”. Na początku byłem wniebowzięty - i miało na to wpływ wiele czynników. Zarówno Sony, jak i Naughty Dog, to dwie firmy bliskie mojemu sercu. Co więcej, ND to obok Nintendo jedyne studio z branży gier wideo, któremu naprawdę ufam i jestem gotów złożyć pre-order ich produkcji w ciemno, nie obawiając się o jej jakość - każda ich gra udowodniła wartość tego studia. Byłem więc pewien, że nawet projekt online mnie porwie, chociaż nie jestem szczególnym fanem sieciówek i zdecydowanie częściej sięgam po tytuły dla jednego gracza.

Jak się okazuje, The Last of Us Multiplayer ma być maszynką do generowania kasy

Wtem, na stronie deweloperów pojawiła się oferta pracy, która potwierdza mnóstwo spekulacji, tym samym zmywając poczucie ambitnego projektu. The Last of Us Multiplayer będzie bowiem grą free to play, która ma być jedną z dziesięciu gier-usług, które planuje Sony.

Multiplayer, free to play, gra-usługa - wiemy, jak to się skończy, prawda? Battle passy, masa monetyzacji i zwyczajnie kura znosząca złote jaja, która nie ma nic wspólnego z oryginalną historią. Tym właśnie sposobem trzecia duża odsłona tego IP najpewniej zatraci swoją tożsamość i przestanie być tak unikatowa, a zamieni się w zwykłą grę-usługę. Ciekawe tylko jak bardzo twórcy wejdą w to szaleństwo - i czy chociaż uchronimy się od kostiumów różowych misiów czy żółtych bananów, jak w przypadku Fortnite’a. Ciężko jednak nie czuć pewnego rodzaju rozgoryczenia czy zwyczajnego smutku.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu