86

Xbox Series X po miesiącu nie jest już taki idealny. Moje problemy z nową konsolą Microsoftu

xbox series x pad
Po miesiącu Xbox Series X zaczyna pokazywać pazur. Jakie problemy napotkałem w nowej konsoli Microsoftu?

Polska premiera Xbox Series X miała miejsce 10. listopada. W sumie sprzęt jest u mnie już od miesiąca z hakiem — w tym czasie wyszło kilka elementów, które oddaliły go od konsoli prawie idealnej. Bo choć wciąż nie wyobrażam sobie powrotu do poprzedniej generacji: pod każdym względem gorszej, wolniejszej, słabszej, to tutaj ideału szukać także na próżno. Przynajmniej jeszcze — bo na szczęście problemy które napotkałem są na tyle „niegroźne, że żaden z nich nie wydaje się być nie do naprawienia aktualizacją oprogramowania. Sytuacja jest o tyle zabawna, że (dosłownie) po instalacji nowej wersji systemu ten… zaczął działać gorzej.

xbox series x pad

Gry na Xbox Series X: problemy po przebudzeniu konsoli i funkcja Quick Resume

Przegrałem na Xbox Series X już kilkadziesiąt godzin. Sporo korzystam z wyczekiwanej przeze mnie funkcji Quick Resume, która — o czym wspominałem już w recenzji Xbox Series S, daleka jest póki co od ideału. I choć zauważalnie wprowadzane są usprawnienia dzięki którym QR trafia do kolejnych gier, a także działa lepiej niż wcześniej, to trudno tutaj mówić o tym, że jest perfekcyjnie. I szczerze? Na tę chwilę najzwyczajniej w świecie jej nie ufam na tyle, by zostawić z nią grę. Jedna rzecz jest taka, że gra po prostu załaduje się od nowa, a inna, że po drodze pojawiają się inne, niespodziewane, problemy.

Ten czas, kiedy automatyczne, regularne, zapisy w Ori uratowały sytuację

W przypadku Ori and the Will of the Wisps kilkukrotnie spotkałem się ze smutną sytuacją, w której gra po przywróceniu wracała do bardzo dziwnego miejsca i zdecydowanie nie działała jak należy. Potrafiła mnie wrzucić bezpośrednio w sam środek przepaści, na dnie której czekały kolce czy inne niebezpieczeństwa — a gdy upadałem, ginąłem. Co ciekawe – kolejny „save” działał od dna tej przepaści, więc w sumie ginąłem non-stop. Szczęście w nieszczęściu, że akurat ten tytuł regularnie sam robi zapisy i z poziomu menu mogłem cofnąć się o kilka-kilkanaście minut, powtórzyć sekwencję i cieszyć się zabawą. Obawiam się jednak, że nie wszędzie działałoby to tak sprawnie, choć mam cichą nadzieję, że w innych produkcjach to by się nie zdarzyło. Tutaj jednak mowa o jednym z flagowych tytułów Microsoftu: zaktualizowanym do nowej generacji konsol, oferującym 120 FPS — poświęcono mu sporo uwagi, więc wymaga się od niego perfekcji. No nie tym razem.

Wracam do gry, wszystko działa, ale dźwięku brak

Do tego problemu zdążyłem już przywyknąć — bo trapi mnie regularnie od… samego początku przygody z nową generacją konsol Microsoftu. Niezależnie od tego czy mowa o Xbox Series S czy Xbox Series X, po wybudzeniu konsoli ta potrafi zapomnieć jak odtwarzać dźwięk w grze. Czasem wystarczy wyłączyć grę i uruchomić ponownie. Innym razem niezbędny jest reset konsoli. I tak podziała – raz krócej, raz dłużej – ale prędzej czy później zawsze wracamy do punktu wyjścia i problem się powtarza. Dodam tylko, że kwestia podłączenia i urządzeń nie ma tutaj nic wspólnego – kombinowałem z ustawieniami dźwięku, próbowałem z głośnikami TV i soundbarem. Zawsze to samo – zakładam, że to problem z oprogramowaniem.

Multimedia to zupełnie nowa kraina problemów i nieporozumień w Xbox Series X

Konsole są dla mnie jednak nie tylko urządzeniami do gier, ale także przepustką do świata multimediów. To jedyne czytniki płyt Bluray (4K) jakie posiadam w domu — i szczerze? Nie odczuwam potrzeby, by cokolwiek w tym temacie zmieniać. O kłopotach z tym jak kapryśny to sprzęt i ile namęczyłem się by uzyskać (w miarę) satysfakcjonujące mnie efekty wspomniałem już przy okazji wrażeń z soundbara Samsung Q900T. Ale kolejne dni przyniosły zupełnie nowy pakiet problemów.

Pełną recenzję Xbox Series X w kontekście odtwarzacza BluRay 4K napisał John Archer i opublikował na łamach Forbesa — punktuje tam rzeczy, które nie zagrały, ale ma nadzieję, że wkrótce zostaną one załatane. Natomiast sam natrafiłem na problemy z aplikacją Apple TV. Na tyle irytujące, że ostatecznie skorzystałem z oprogramowania na Xbox One S — bo tam wszystko działało jak należy (serio!).

Apple TV po ostatniej aktualizacji systemu zaserwowało mi zielony pasek u dołu ekranu

Korzystałem z Apple TV tuż po zakupie konsoli – i wszystko działało jak należy. W ubiegłym tygodniu zbiegły się ze sobą dwie premiery. Była aktualizacja oprogramowania konsoli, a do sprzedaży trafiła nowa wersja rozszerzonej wersji Władcy Pierścieni. Jako że za rok do sprzedaży ma trafić jeszcze lepsza edycja — odpaliłem ją w aplikacji Apple TV. Jako że aplikacja w telewizorach Samsung nie ma wsparcia dla Dolby Atmos — zmuszony byłem zrobić to z poziomu konsoli. Niespodzianka: choć jeszcze kilka dni temu wszystko działało jak należy, teraz na dole filmu obecny był irytujący zielony pasek — i absolutnie nic się nie dało z nim zrobić. Zmiana ustawień nie pomagała. Po aktualizacji oprogramowania konsoli coś się zepsuło. Kilkadziesiąt minut walki z ustawieniami absolutnie nic nie zmieniło, ostatecznie się poddałem i podłączyłem Xbox One S. Tam wszystko działało jak należy: był HDR, był Dolby Atmos, paska nie było.

Przed Microsoftem droga łatania błędów – ale naprawdę wierzę, że wszystko uda się załatwić aktualizacjami

Można się spierać czy to kłopoty duże, czy nie. Tak, wiem, że część użytkowników Xbox Series X/S skarży się na poważne problemy z konsolą. W kontekście wyjącego, dymiącego i odmawiającego posłuszeństwa sprzętu, moje wydają się błahe. Od kiedy mam przyjemność korzystania z konsoli napisałem o niej wiele pozytywnych słów — bo faktycznie, w wielu aspektach nadal mnie zachwyca. Próbowałem ostatnio pograć na PlayStation 4 Pro, ale ilość decybeli które zaserwowała mi swoim szumem skutecznie mnie zniechęciła do kontynuowania zabawy — i rozgrzebane tam gry skończę, kiedy da się kupić PlayStation 5. Xbox Series X nieustannie zachwyca mnie swoją kulturą pracy, łatwością dostępu, stale rotowanymi grami w ramach subskrypcji Xbox Game Pass czy szybkimi ekranami ładowania. A nawet to nieszczęsne Quick Resume, gdy nie stroi fochów, jest po prostu fenomenalne. Cenię sobie łatwy powrót do klasycznych gier, które tutaj dostały trochę werwy (sprawnie ładujący się Tekken 7 w połączeniu z arcade stickiem!) i stały napływ nowości. Wciąż jednak czekam na gry tworzone z myślą o nowej generacji konsol — takie, które pokażą potencjał konsoli. No i nie ukrywam, że liczę na szybkie załatanie błędów które cyklicznie się u mnie pojawiają. Szczęście w nieszczęściu, że (prawdopodobnie) każdy z nich uda się poskromić oprogramowaniem i obejdzie się bez większych przygód…