49

Xbox Series S – recenzja. Ta konsola zasługuje na to, by stać się hitem

xbox series s i kontroler
Xbox Series S to najmniejsza i najtańsza konsola nowej generacji. Microsoft postanowił zrobić coś, na co dotychczas odważyło się w tej branży tylko Nintendo: zaserwować użytkownikom sprzęt który nawet nie próbuje udawać najmocniejszego sprzętu na rynku. Zamiast 4K — jest 1440 p. Zamiast najmocniejszej konsoli: jest konsola na każdą kieszeń. Bo Xbox Series S kosztować będzie 1349 złotych. Przez kilka ostatnich dni miałem przyjemność testować Xbox Series S i... kilka dni to zdecydowanie zbyt mało, by poznać wszystkie wady i zalety sprzętu. Ale wystarczająco, by dać się zauroczyć i poznać największe "za" i "przeciw".

Xbox Series S – specyfikacja techniczna

Xbox Series S
CPU 8-Core AMD Zen 2 CPU @ 3,6 GHz 3,4 GHz z SMT
GPU AMD RDNA 2 GPU 20 CU @ 1,565 GHz
Moc GPU 4 teraflopów
Chip Custom 7 nm Enhanced SoC
RAM 10 GB GDDR6 RAM, 8GB @ 224 GB/s, 2 GB @ 56 GB/s
Planowana wydajność 1440p @ 60 FPS, możliwe nawet 120 FPS
Pamięć 512 GB PCle Gen 4 NVMe SSD 2,4 GB/s bez kompresji, 4,8 GB/s skompresowane. Dla użytkownika 364 GB
Rozszerzenie pamięci 1 TB karta od Seagate lub inny dysk ale tylko dla starszych gier
Wsteczna kompatybilność Tak — dostęp do gier z Xbox One, Xbox 360, Xbox, a ponadto wsparcie dla kontrolerów i akcesoriów
Napęd optyczny Brak
Wyjście wideo HDMI 2.1
Sugerowana cena 1349 zł

Wygląd Xbox Series S. Maleństwo urzeka od wejścia

Niby wygląd się nie liczy, ale prawdą jest, że wszyscy z niecierpliwością czekali na ujawnienie wyglądu konsol nowej generacji. Jednymi byli zachwyceni, innymi rozczarowani, ale Xbox Series S urzekł od początku. Konsola jest wyjątkowo kompaktowa — co bardzo trudno oddać na zdjęciach. Cała konstrukcja ma wymiary 151 x 275 x 65 mm i waży niespełna dwa kilogramy. Z przodu konsoli, poza włącznikiem zamaskowanym pod logiem Xboxa, znalazł się klawisz odpowiedzialny za bezprzewodowe łączenie pada i port USB 3.1 (Gen 1). Z tyłu zaś czekają na nas dwa kolejne porty USB 3.1 (Gen 1), Ethernet, wyjście HDMI, miejsce na kabel zasilania oraz rozszerzenie pamięci. W pudełku zaś, poza kontrolerem (i zestawem dwóch paluszków AA), spodziewajcie się dwóch kabli niezbędnych do podłączenia urządzenia i kilku podstawowych instrukcji. Dzięki niewielkim rozmiarom konsoli, bez problemu zmieści się ona zarówno do dedykowanych miejsc w szafkach RTV, jak i po prostu przed, za, czy nawet pod telewizorem. Tym bardziej że można ją stawiać zarówno w pionie, jak i poziomie!

Kontroler Xbox Series S: niby taki sam jak jak w One S, ale jednak nie do końca

Szybki rzut oka na kontrolery od Xbox Series S i można łatwo pomylić go z padem poprzedniej generacji. Z przodu różni go krzyżak i dodatkowy klawisz udostępniania, na górnej części kontrolera między triggerami znalazło się miejsce dla wejścia USB typu C. Krzyżak przywodzący na myśl ten z fenomenalnych kontrolerów Xbox Elite w moim odczuciu jest faktycznie wygodniejszy — a z klawisza udostępniania w ostatnich dniach zrobiłem użytek wielokrotnie łapiąc zrzuty na potrzeby recenzji.

Ale jest jeszcze jeden element odróżniający kontrolery obu generacji — i pokazanie go na zdjęciach jest raczej niemożliwe. To sama faktura na dole obudowy, która w nowej generacji padów jest bardziej chropowata, przez co pad pewniej leży w dłoni. Szczegół drobniuteńki, ale uwierzcie mi — jeżeli chwycicie kontroler w dłoń, nie sposób go nie odczuć.

Xbox Series S: dashboard z którego nareszcie da się korzystać

Przez lata przeżyłem kilka wcieleń menu głównego w konsolach Xbox. Jedne były bardziej udane, inne mniej, a z niektórych (dosłownie) nie dało się korzystać. Całe szczęście projektanci z Redmond nareszcie zatrudnili do tego zadania kogoś, kto ma jakiekolwiek pojęcie o user experience i interfejsach. Nareszcie, po wielu próbach udało się stworzyć miejsce przyjazne użytkownikom i czytelne. Odnalezienie gier i aplikacji nie jest już wyzwaniem, wprowadzanie zmian w ustawieniach – także. Do tego pochwała należy się również za to, że działa ono szybko i bez przycięć — a poprzednia generacja Xboksa nauczyła nas, że to wcale nie jest takie oczywiste. Nawigacja po sklepie, czy katalogu gier Xbox Game Pass (inna aplikacja) także jest dziecinnie prosta. To dobry początek tej znajomości, bo nie ukrywam, że interfejs konsoli był jednym z elementów o które naprawdę się obawiałem.

Wbudowana pamięć w Xbox Series daje nam tylko 364 GB na dane

Kiedy dowiedzieliśmy się o dysku SSD nVme 500 GB wbudowanym w konsolę Xbox Series S od razu było wiadomo, że cudów nie będzie. Gry teoretycznie miały być trochę mniejsze niż w poprzedniej generacji, ale to wciąż śmiesznie mało. Bo 500 GB na pudełku wcale nie przekłada się na tyle miejsca na pliki. Użytkownicy na swoje dane otrzymują 364 GB pamięci. I nie ma się co oszukiwać: to jest bardzo mało w realiach, w których gry ważą po kilkadziesiąt gigabajtów. W ostatnich dniach już kilkukrotnie zmuszony byłem robić porządek testując kolejne produkcje. Final Fantasy XV jest co prawda jeszcze tytułem z poprzedniej generacji, ale i on bez dodatków waży 79 GB — i został przeze mnie skasowany jako pierwszy po szybkich testach i przy pierwszych porządkach, a tuż za nim musiałem pożegnać ważącego 52 GB Tekkena 7 oraz Killer Instinct (47 GB).

Ostatecznie na konsoli ostały się: Yakuza: Like a Dragon: 37,2 GB, Gears 5: 76 GB, DiRT 5: 38,9 GB, 28,7 GB, The Falconeer: 1,6 GB i Gears Tactics 28,1 GB — to jeżeli chodzi o nową generację. Z poprzedniej zaś zainstalowałem: Wiedźmin 3: Dziki Gon: 40 GB, Deliver us to the Moon: 8,9 GB, New Super Lucky’s Tale: 6,8 GB, Ori and the Will of the Wisps 4,3 GB. I taki zestaw to aż 71% całości, zostało 105,3 GB wolnego. Przykro było pożegnać zwłaszcza bijatyki, bo chętnie zostawiłbym na stałe — to takie gry do których co jakiś czas lubię wrócić na kilka partyjek (tak zresztą korzystam z nich na XOS).

Pamięć konsoli można jednak rozszerzyć dzięki dedykowanym dyskom wkładanym w widoczny na jednym z powyższych zdjęć slot karty pamięci. Te będą… kosztowne: 1 TB dodatkowej pamięci wyceniony został na 1059 zł. Całe szczęście że twórcy oddali w nasze ręce opcję podłączenia zewnętrznych pamięci USB 3.1, na których można przechowywać gry (zarówno z Xbox Series, jak i poprzednich generacji) oraz bezpośrednio z nich uruchamiać produkcje dostępne w ramach wstecznej kompatybilności. To dla wielu może okazać się zbawienną opcją — i choć kopiowanie może być odrobinę kłopotliwe i czasochłonne, będzie zdecydowanie mniej bolesne dla kieszeni.

Xbox Series S — wkraczamy do świata nowych gier i cichej kultury pracy

Recenzowanie konsol przed premierą jest trudne o tyle, że najważniejszymi elementami tych sprzętów jest biblioteka gier. A ta, póki co, niestety jest ograniczona — wiele patchy zostało zapowiedzianych dopiero na 10. listopada, czyli oficjalne wejście Xbox Series X/S do sprzedaży. Owszem: powoli zaczynają docierać łatki ze wsparciem dla nowych Xboksów do gier z usługi Xbox Game Pass, ale to dopiero wierzchołek góry lodowej. Z gier już dostosowanych do Xbox Series miałem do dyspozycji: Yakuza: Like a Dragon, DiRT 5, Gears 5 oraz The Falconeer. Teoretycznie był także Gears Tactics, ale w chwili przygotowywania recenzji na Xbox Series S nie dało się go jeszcze uruchomić (mimo że teoretycznie był już zoptymalizowany do działania na nowych konsolach), za to bez problemu działał już na Xbox Series X.

Najwięcej czasu spędziłem, oczywiście z Yakuzą — a tuż za nią było Ori and the Will of the Wisps, które nareszcie działało jak należy (na XOS ruszało się fatalnie, co zdecydowanie odbierało przyjemność z zabawy). Yakuzę trudno tutaj wziąć za jakikolwiek benchmark, bo to odrobinę podrysowany port gry z przemijającej generacji, Ori zaś uruchamiane było we wstecznej kompatybilności. Ale warto wspomnieć że pierwsza z gier ma, zgodnie z zapowiedziami, dwa tryby graficzne: 60 FPS (przy 900 p) oraz 30 FPS (przy 1440 p) — i w testowanych przeze mnie fragmentach bez problemu je utrzymywała.

Najlepszymi przykładami pozostają więc wyścigi DiRT 5 oraz The Falconeer. To tytuły dostosowane do nowej generacji które pozytywnie zaskakiwały od wejścia. Trudno mi oceniać grafikę (Xbox series S testowałem na 65″ telewizorze Samsung QLED Q800T oferującym obraz w 8K), ale — jak przy większości gier zaskakiwały krótkie czasy ładowania. Trwały nie dłużej niż kilka-kilkanaście sekund, z czego najdłuższe były te pierwsze. W przypadku Yakuza: Like a Dragon loadingi były na tyle krótkie (ograniczały się do 1-2 sekund), że nie zdążyłem przeczytać ani jednej porady od początku do końca. A to seria gier od ludzi, którzy nigdy nie byli królami optymalizacji.

O ile jednak wsteczna kompatybilność wypadała super, podobnie jak i Yakuza, o tyle już jeden z pierwszych ekranów ładowania w Gears 5 nie był wcale taki krótki — i trwał kilkadziesiąt sekund — nie mówiąc już o tym, że kilka razy przełączając i uruchamiając grę od nowa całość się zawieszała i dopiero zamknięcie / uruchomienie gry na nowo pozwalało ją poprawnie uruchomić. Nie mam pojęcia na ile to problemy z oprogramowaniem konsoli, a na ile kwestia łatek dla tej konkretnej produkcji, ale liczę, że to wszystko jest do dopracowania. Bardzo mocnym elementem było jednak granie na ogromnym ekranie QLED 800T w 120 klatkach, które były obsługiwane w The Falconeer i jednym z trybów Gears 5 — nawet jeżeli na telewizorze 8K wszystko to oferowane było raptem w 1080 p.

Opcja Quick Resume pozwalająca przełączać się między uruchomionymi grami wypada świetnie. Na początku testów obsługiwały ją wyłącznie niektóre gry z Game Passa, ale w ostatnich godzinach dołączyły do nich także takie produkcje jak Yakuza: Like a Dragon, czy DiRT 5. Sporym zaskoczeniem było to, że funkcja ta działa nawet po wyłączeniu konsoli i odłączeniu jej z prądu. Miejmy nadzieję, że zadbanie o to by uczynić z Quick Resume dla wszystkich gier będzie jedynie kwestią czasu, a Microsoft będzie tego pilnował równie mocno, jak swego czasu dbał o implementację osiągnięć — zamieniając to w standard dla wszystkich nowych (i wstecznie wspieranych) tytułów.

Na plus zdecydowanie należy zaliczyć kulturę pracy samej konsoli. Przyzwyczajony do głośnych wentylatorów w poprzedniej generacji, obawiałem się nieco powtórki z rozrywki. Jak się okazało: kompletnie bezpodstawnie, bo Xbox Series S mimo kilkugodzinnych sesji okazał się cichy i bezproblemowy. Bardzo miła odmiana, choć nie wykluczam że w przyszłości pojawiają się gry, które rozgrzeją go do czerwoności i gdy włączą się wiatraki tak cicho nie będzie.

Xbox Series S to także pełna gama aplikacji — a nowe już w drodze!

Aplikacje stanowią dla wielu istotny element oprogramowania dostępnego na konsolach. I mimo, że wielu z nas ma dostęp do smart TV, to konsole są po prostu mocniejsze (i częściej aktualizowane). Podczas testów Xbox Series S, baza aplikacji była identyczna jak w przypadku poprzedniej generacji konsol — bez problemu można było w sklepiku Microsoftu odnaleźć Netflixa, Spotify, Crunchyroll, VLC czy Kodi — choć ostatni z nich (na tę chwilę) ma problem z odtwarzaniem dźwięku. Ale Microsoft zapowiedział na oficjalny dzień premiery Xbox Series X oraz Xbox Series S dołączenie do zestawu także Apple TV! I choć sterowanie multimediami najwygodniejsze byłoby z poziomu dedykowanego pilota, to pad i aplikacja mobilna także dają sobie z tym świetnie radę.

Remote Play w Xbox Series S – to naprawdę działa!

Jedną z funkcji, która bardzo mnie interesowała była gra zdalna z urządzeń mobilnych (Remote Play na Xboksie nie doczekało się jeszcze aplikacji na komputery). I byłem bardzo pozytywnie zaskoczony efektami — w przypadku Xbox One S bywało różnie, PlayStation 4 też było pod tym kątem mocno kapryśne. Tutaj uruchamiając grę na Xbox Series S, połączenie z aplikacją było kwestią kilku sekund. Jakość wideo jak i samego połączenia była w pełni satysfakcjonująca — i choć patrząc na dwa ekrany jednocześnie (65″ QLED Q800T 120 Hz i 6″ Super LCD smartfona 60 Hz) różnica była widoczna, to bez większego kłopotu można było komfortowo grać na smartfonie.

Przy testach korzystałem z Razer Kishi — i tym, co mnie najbardziej zaskoczyło było to, że kontroler nie działał w każdej grze. O ile wsparcie dla gier zoptymalizowanych pod Xbox Series S było bezproblemowe, o tyle w Ori mogłem co najwyżej wywołać menu systemowe i korzystać z jego nawigacji. Nie działało sterowanie bohaterem. Ale jeżeli macie pady do Xboxa (a zakładam, że skoro mowa o grze zdalnej, to jednak je macie) — bez większego kłopotu możecie je podłączyć do urządzeń z Androidem oraz iOS i cieszyć się rozgrywką.

Dla kogo jest Xbox Series S?

Xbox Series S to najtańsza konsola na rynku, która obsługuje gry maksymalnie w 1440 p. To nie jest najmocniejsza konsola na rynku, ale jest najtańszą przepustką do świata Game Passa wśród konsol nowej generacji. Nie znajdziemy tu napędu optycznego, a 364 GB pamięci, które do swojej dyspozycji otrzymują użytkownicy dla wielu może okazać się niesatysfakcjonujące. Warto jednak mieć na uwadze, że nie każdy oczekuje gier w 4K (takie ekrany stają się coraz powszechniejsze, ale nie są jeszcze standardem) i najpiękniejszej grafiki. Bo najzwyczajniej w świecie nie każdy jest na tyle zaangażowanym graczem, by kupować wszystkie dostępne na rynku urządzenia i robić pre-ordery na wszystkie potencjalne hity. Kilka imprezowych gier gdy wpadną znajomi, nowa odsłona ulubionej sportówki i jakieś pojedyncze tytuły od czasu do czasu w zupełności im wystarczają — a tutaj mogą je mieć dodatkowo w ramach abonamentu. Właśnie tak wyobrażam sobie modelowego odbiorcę Xbox Series S. Niewielkiej konsolki w przystępnej cenie, cechującej się wsparciem dla gier najnowszej generacji w niższej niż droższe rodzeństwo rozdzielczości. Sam sprzęt urzeka zaś niewielkim rozmiarem, wygodnym kontrolorem i cichutką pracą. Nie pozostaje mi zatem nic innego, jak tylko czekać na nowe gry — tym razem tworzone już w 100% z myślą o nowej generacji sprzętu!

Plusy:

  • kompaktowy rozmiar;
  • przepustka do świata Xbox Game Pass;
  • odrobinę poprawiony (i przez to jeszcze wygodniejszy) pad;
  • niska cena.

Minusy:

  • niewielka ilość miejsca na dane;
  • kontroler standardowo wciąż na baterie AA.