Moje przemyślenia

Wasza AntyNiedziela

GU
Grzegorz Ułan
13

Na początku października zainicjowaliśmy nowy cykl, którego celem ma być przeniesienie na Antyweb ciekawych dyskusji znalezionych na Facebooku. Ten pomysł, jak to zwykle bywa, zrodził nam kolejny. Dziś rozpoczynamy nowy cykl pod roboczym tytułem, może przypadnie Wam do gustu - Wasza AntyNiedziela....


Na początku października zainicjowaliśmy nowy cykl, którego celem ma być przeniesienie na Antyweb ciekawych dyskusji znalezionych na Facebooku. Ten pomysł, jak to zwykle bywa, zrodził nam kolejny. Dziś rozpoczynamy nowy cykl pod roboczym tytułem, może przypadnie Wam do gustu - Wasza AntyNiedziela. Będą to cykliczne niedzielne wpisy, które będą niejako podsumowaniem minionego tygodnia, ale nie tyle naszych wpisów na AntyWeb, co Waszych komentarzy do nich. Często Wasze komentarze są uzupełnieniem naszych artykułów, wnoszą inne spojrzenie na poruszany temat czy też dodatkową wiedzę.

Przez cały tydzień wybieramy codziennie dla Was garść interesujących według nas wydarzeń, również naszych opinii, relacji czy recenzji, jednak to Wasze reakcje, czyli komentarze, wzbogacają je o dodatkową wartość, którą tym cyklem chcemy pokazać w tygodniowym podsumowaniu. Dziś, przeglądając wszystkie wpisy z minionego tygodnia, a było ich 76, wybrałem 31, które spotkały się z Waszą ciekawą reakcją i wartościowymi komentarzami. To daje nam, co bardzo nas cieszy, średnio 6 wpisów dziennie, które uznaliście za bardzo interesujące.

Zastanawiając się nad ostateczną formułą tego cyklu, padło na opcję wybrania z każdego dnia tygodnia jednego wpisu, którego zaszczyciliście najbardziej wartościowymi komentarzami, by móc w tym podsumowaniu rozbudować tę dyskusję.

No to zaczynamy:).

I. Poniedziałek - Autor Maciej Oleksy.

Dział IT w korpo, czyli „tego nie da się zrobić…”. Wiadomo, że nie wszystkie korporacje są takie. Opisuję swoje doświadczenia. Wiadomo też, że kij ma dwa końce, ale w moim przypadku więcej problemów było w grupie technicznej. Jeśli jednym zdaniem miałbym coś doradzić Dyrektorom IT (którym nigdy nie byłem, ale współpracowałem z paroma) to byłoby to przestawienie się wyłącznie z roli wykonawczej do roli doradczej. Nigdy nie spotkałem się z przypadkiem, że IT samo zaproponowało jakieś istotne zmiany na lepsze (dla użytkownika) w swoich systemach. Brakuje proaktywności zamiast tylko reaktywności.

Częste jest wykorzystywanie niewiedzy Biznesu na tematy techniczne. I jedynym co IT robi na spotkaniach jest wyliczanka ryzyk związanych z kolejnymi propozycjami zmian lub „ale tego nie da się zrobić”. Ja od swoich pracowników wymagam: jeśli przychodzisz z problemem, fajnie usłyszeć od razu, w parze, propozycje jego rozwiązania. Etatowy narzekacz i bezrefleksyjny krytykant może liczyć jedynie na szybkie zwolnienie.

Wracając do korpo… Może warto potraktować się jak partnerzy, a nie lamerzy. I zamiast „pijarować” przed Prezesem, że robimy dla userów co możemy, warto zdobyć się na kilka słów szczerości, że nie macie na zasobów, albo nie wyrabiacie się z zadaniami. Jednak ta niekończąca się mikro-polityka korporacyjna spowodowała, że 2 lata temu zakończyłem swoją przygodę z korpo i teraz pracuję w mniejszej firmie. W moim zespole nie ma miejsca na gierki i aluzje.

Powodzenia dla osób z Biznesu w korpo współpracującym w projektach z działem IT. :)

Mariusz Włodarczyk:

Korporacja bokiem wychodzi? :) Myślę, że w korporacji po prostu trzeba płynąć z jej prądem, poddać się zasadom tam panującym i przede wszystkim nie przejmować się niepowodzeniami. Jak się człowiek będzie denerwował to nic dobrego z tego nie wyjdzie ani dla niego ani dla korporacji. Takie firmy to wirtualne społeczności działające w fikcyjnym świecie. Zasady tam panujęce nie mają nic wspólnego z zasadami panującymi w zwykłym świecie. Normalnie 100 zł > 50 zł, a 1 godzina > 5 minut. W korporacji niekoniecznie. To jest jak Cyrk Monty Pythona, a pracownik czasem czuje się jak Alicja po drugiej stronie lustra. :) Kupa paradoksów, absurdów. Najważniejsze to się tym nie przejmować. Przynajmniej ja tak to sobie próbuję tłumaczyć.

Tak sobie myślę, że między typową dzisiejszą korporacją, a starym zakładem państwowym z czasów głębokiej komuny (dużo przed 1980 rokiem) jest zadziwiająco mało różnic. Ilość podobieństw jest na prawdę duża. Inne są tylko nazwy stanowisk, procesów. Analiza tego zjawiska może być nawet pasjonująca. :)

Bartek Koziołek Kuczynski:

Scenariusz 1. IT proponuje zmiany "na lepsze":
- Biznes stwierdza, że jest ok i nie trzeba zmian
- Funkcjonalność się wywala, bo jednak nie była OK, a to co proponowało IT to była poprawka
- Biznes opieprza IT
Scenariusz 2. IT wyznacza analityka z wiedzą biznesową:
- Przygotowana zostaje dokumentacja
- Kodzimy
- Na koniec okazuje się, że "to nie tak i nie wiecie nic o biznesie"
Scenariusz 3. IT mówi o konieczności poprawy jakości (dokumentacja, testy automatyczne):
- Biznes pyta ile to kosztuje
- IT tworzy kosztorys, w tym opisuje koszt czasowy(osobodni)
- Biznes mówi nie, "bo opóźnienia"
- powstaje słaby produkt bez dokumentacji
...

A dziś dopiero poniedziałek... Powiedzmy sobie szczerze, za większość syfu w korpo (a pracowałem w kilku) odpowiada biznes "co wie lepiej". Szkoda tyko, że jeden z drugim nie są już tacy "lepiej wiedzący" np. na warsztacie czy u dentysty...

Pawel Kender:

Co do scenariusza 3) to tak, często tak bywa. Może jednak, zamiast przepychanek, lepiej uczciwie powiedzieć "ok, bez dokumentacji osobodni wychodzi X, z dokumentacją X+N. Natomiast jeżeli nie będziemy mieć dokumentacji, wówczas jakakolwiek zmana lub poprawka to 5N osobodni".
Do mądrego to trafi (nawet w Biznesie), do głupiego... od głupiego trzeba uciec.

Jak dla mnie i tak większosć problemów korporacji tkwi w tym, jak zarządza się tam pieniędzmi. Drogie projekty są realizowane, tanie - w życiu, bo po co?
Działa to dokładnie tak samo jak w strefie budżetowej - jeżeli jest projekt za 10 tysięcy, to nikomu nie chce się przy nim nawet ręką ruszyć. Jeżeli projekt jest za 10 milionów, to jest bardziej atrakcyjny, bo niejako przy jego okazji można sobie wypłacić 50 tysięcy premii, której nikt w budżecie nawet nie zauważy.
I to rodzi rozwiązania, które w efekcie są "potworkami", to też rodzi rozwiązania, które się potem latami mszczą za ich niedorobienie/nieudokumentowanie.

Marcin Bojko:

Rozwiązanie jest naprawdę proste - nazywa się roboczo 'wychowaniem przez fakturę'. W tradycyjnym P&L - IT jest działem kosztów. Odwracając rolę, gdzie musimy wycenić swoje usługi, umieć sprzedać je do wewnątrz i na zewnątrz, okazuje się iż:
- 30% "To nie jest takie pilne"
- 30% " Wiesz, myślałem że to wyjedzie taniej a tak my tego chyba nie potrzebujemy"
- 10% "A to zamiast migrować dane (bo za drogo) mu sobie weźmiemy interfejsy białkowe i one nam przestukają z bazy do bazy"
- 20%" A nie można tego na Linuksie postawić?"
- 10%"I Twojemu kotu też!"
Prosta recepta na szczęście - naucz się zamieniać słowo 'nie' na : to się da zrobić tak i tak za tyle i tyle.

II. Wtorek - Autor Grzegorz Ułan.

Do dyskusji z Facebooka: Może rzeczywiście nie powinniśmy nic pisać o nieprawidłowościach czy awariach u polskich usługodawców?. Wracając jeszcze do dyskusji pod tego typu wpisami, zastanawia mnie jeszcze jedno, dlaczego godzimy się na takie wpadki naszych usługodawców, bo rozumiem, że w obronie ich stanęli zadowoleni użytkownicy, zarówno Playa jak i Dotpay. Rozumiem, że awarie się zdarzają, ale może dzięki temu, że się o nich mówi, a nie zamiata pod dywan, są szybko wyjaśniane, naprawiane i unikane w przyszłości. Wyobraźcie sobie, że bez żadnej informacji z Waszego banku, nie możecie wejść do własnego konta, strona z kontaktem nie działa, telefony milczą, brak kontaktu drogą elektroniczną. I tak kilkakrotnie, w istotnych dla nas momentach. Też powiemy – awarie się zdarzają, nic się nie stało? Nie, podejrzewam, że już po pierwszej tego typu wpadce zaczniecie się rozglądać za nowym bankiem.

Mateusz Kamiński:

się narobiło :) Traf chciał, że wspomnianych artykułów nie czytałem. Ale uważam tak: blog to blog, liczy się szybkość, jeśli info jest sprawdzone to czemu nie? Banki nieraz łapią lagi, BlueCash łapie lagi... Trzeba to nagłaśniać.
Co do Amber Gold, sprawa była poruszana na forach już w 2009 roku, kiedy przekształcał się z małego pośrednika z Wejherowa w coś większego... Ludzie już węszyli nosem przekręt, ale wypowiadały się osoby, które dostały kredyt (patrząc na formę wypowiedzi prawdopodobnie podstawione) i ucichło.

Konkurencja jest zażarta i nie ma co ulegać naciskom. Chcesz pisać - pisz, to jeszcze wolny kraj i nie ma paragrafu na to ;) Chociaż kto wie - działanie na szkodę spółki? ;)

Rafał Kułakowski:

Ludzie po prostu uważają, że jeśli piszecie o awarii, to piszecie w złej wierze i jesteście sponsorowani. Ja w życiu bym na to nie wpadł, może jestem łatwo wierny. Uważam, że jeśli coś nie działa to wyjaśnienia się należą. Pamiętam jak w Alior Sync zadzwoniłem bo nie mogłem zrobić przelewu, doładować konta nic. Usłyszałem tylko, że nie działa oraz, że nie wiedzą kiedy będzie działac. Był to ostatni kontakt z tym "bankiem" z mojej strony.

Rafał Patyna:

Jeśli jest jakiś procent ludzi, którzy nie są zadowoleni z usług (najczęściej słusznie i mają swoje powody) to dlaczego ktoś nakazuje milczeć i zamiatać problem pod dywan? Przecież czytelnicy AW to też, w większości oczywiście, użytkownicy i niekoniecznie chcą zagłębiać się w strefę 'jak to działa'. Raczej 'dlaczego nie działa i kiedy mogę spodziewać się pełnej funkcjonalności serwisu'. Robicie tutaj dobrą robotę...niestety nie da się wszystkim przypasować i zawsze ktoś będzie narzekał. Konstruktywna krytyka to oczywiście co innego i mam nadzieję, że taką bierzecie pod uwagę :).

III. Środa - Autor Michał Majchrzycki.

Absurdy legalnej i nielegalnej muzyki w internecie. Badania pokazują moim zdaniem tyle, że miłośnicy muzyki znajdą zawsze sposób na dotarcie do swoich ulubionych utworów. Jeśli nie uda się oficjalną drogą – to próbują w nielegalny sposób. Sam rynek jednak zdaje się na tym specjalnie nie cierpieć, a co więcej, badania pokazują, że potrzeba po prostu lepszych kanałów sprzedaży i docierania do klienta, nie zaś samych zakazów i gróźb dla piratów.

Paradoksalnie więc uznawani często za piratów użytkownicy są najlepszymi klientami wytwórni muzycznych – a mogli by wydawać jeszcze więcej pieniędzy, gdyby zapewnić im łatwy dostęp do materiałów muzycznych. Absurd zaś polega na tym, że organizacje antypirackie wolą skupiać się na łapaniu i karaniu, zamiast realnie zastanawiać, jak można zmniejszyć piractwo.

Piotr Szczygiel:

Lubie takie artykuły. Kradzież jest dobra, bo złodzieje czasami także kupują legalnie.

Kilka lat temu wyszedł audiobook Sapkowskiego. Superprodukcja, wyśmienita realizacja. Niestety legalna sprzedaż z wielkim trudem pokryła koszty. Po co płacić 50zł, skoro można ściągnąć za darmo.
Właśnie piractwo / złodziejstwa było powodem tego, że na drugą część trylogii trzeba było czekać tak długo, a niewiele brakowało aby wydawnictwo zrezygnowało z nagrania. Niestety historia się powtarza i dziś - krótko po premierze znów na złodziejskich forach można zaoszczędzić.

Ludzie - pora przestać uspokajać własne sumienie i szukać usprawiedliwienia. Jeśli koś wydał płytę, to zrobił to aby zarobić. Ma do tego prawo. Jeśli komuś się to nie podoba, to niech sam nagra płytę i rozdaje ją za darmo.

marcinmal80:

Na takie wypociny nie chce się odpowiadać, ale niech będzie....
1. Jaka kradzież? Było to już wałkowane tysiące razy: pobieranie muzyki z sieci nie jest kradzieżą, mało tego, jest to legalne w naszym państwie.

2. Widać, że z szeroko pojętą kulturą to za dużo wspólnego nie masz. Dlaczego tak uważam? Sprawdź datę ukazania się tego audiobooka. Chciałbyś, aby taka produkcja się zwróciła w takim czasie? W polskich warunkach? LOL

3. Powstrzymam się od komentowania twojego kazania odnośnie "sumienia".

4. Widać, że nie rozumiesz "problemu" piractwa. Kto twoim zdaniem najwięcej pobiera muzyki z sieci? To przecież oczywiste, że ludzie młodzi (gimnazjum, szkoła średnia, studenci) . Sądzisz, że gdyby nie mogli pobrać muzyki za dramo (legalnie) z sieci, to kupili by płyty? Wolne żarty.
Popatrz na piractwo jak na pożyczkę długoterminową. Młodziak pobiera muzę z neta, jeżeli płyta jest dobra to w momencie, gdy będzie go stać (pójdzie do dobrej pracy) w końcu kupi oryginał.

W większości takie gadki jak Ty opisują ludzie z paroma płytami na półce, które gdzieś tam kiedyś dostali. Wyobraź sobie, że są ludzie, którzy potrzebują kontaktu z kulturą na co dzień, nie tylko od święta.

Najdurniejszym stwierdzeniem z Twojej strony jest: "Kradzież jest dobra, bo złodzieje czasami także kupują legalnie." Chciałbym Cię uświadomić, że kultura rządzi się innymi prawami niż produkcja.
Kilogram kiełbachy to nie to samo co IX Symfonia Beethovena. Serio! Przemyśl to i nie pisz już więcej głupot.

Maciej Płocki:

Trafiony komentarz przynajmniej co do mnie.
Za małolata z kolegami zgrywaliśmy wszystko od siebie jak leciało (MP3 i filmy itp.). Teraz kiedy 'trochę' podrosłem i pracuję to z wielką ochotę kupuję oryginalne dystrybucje filmów czy też muzyki. Nasłuchałem się w szkole The Prodigy z MP3 - teraz mam wszystkie ich płyty oryginalne - i takich zakupów mam już dużo więcej.
Ściąganie piratów z sieci też już BARDZO MOCNO ograniczyłem, a to za sprawą YouTube gdzie znajdę większość muzyki do przesłuchania (do tego dochodzą subskrypcje gdzie na bierząco ktoś mnie 'częstuje' jakąś nowością lub znaleziskiem), SoundCloud i do tego też dorzucę BeatPort gdzie można spokojnie przesłuchać płytkę i kupić ją w całości lub tylko wybrane utwory.

Uważam, że to piractwo w dzieciństwie zbudowało u mnie bardzo mocną świadomość rynku muzycznego, zespołów itd. gdyż poznałem przez to dużo dobrego i teraz będąc dorosłym i pracującym człowiekiem - kupuję oryginały i to czasem w ciemno bo wiem, że warto.
Inaczej nie wiedziałbym nic o undergroundowych zespołach i dusiłbym się komerchą z radia i mtv.

Na koniec pozwolę sobie zaznaczyć trochę inny problem i zadam pytanie grafikom czytającym ten komentarz:
Czy jak zaczynaliście zabawę z grafiką (dajmy na to parę lat temu i np. w czasach szkolnych) to od razu kupiliście oryginalny Photoshop albo inne profesjonalne narzędzie?

IV. Czwartek - Autor Kamil Mizera.

Google, Asus, Samsung i inni – strzeżcie się, nadchodzi Apple. Dlatego Apple bez obaw może powalczyć w segmencie średnio i nisko-budżetowych tabletów i jeżeli w niego wejdzie, to, moim zdaniem, szybko go przejmie. A to dlatego, że, pomijając subiektywne opinie dotyczące jakości i „wyjątkowości” sprzętu od tej firmy, obiektywnie dysponuje lepiej zorganizowanym i bogatszym ekosystem, niż cała konkurencja. Liczbą aplikacji na tablety bije wszystkich na głowę, ma również całkiem dobrze rozbudowany iBookstore, szczególnie pod względem cyfrowej prasy, o muzyce czy filmach nawet nie piszę. Być może z polskiej perspektywy to tak nie wygląda, ale wystarczy spojrzeć na USA, gdzie tak naprawdę będzie pole bitwy, aby zobaczyć potencjał Apple. Wprowadzenie iPada Mini nie tylko będzie pstryczkiem w nos dla Google, które dopiero niedawno zdecydowało się zagrać o ten rynek, ale również dla Amazonu. Choć Amazon ma ugruntowaną pozycję na amerykańskim rynku, to w skali globu dalej jest słaby. Ile czasu zajęło tej firmie przedstawienie Kindle Fire europejskim klientom? A Apple iPada Mini wyśle od razu na cały świat. Dla Apple wypuszczenie mniejszego i tańszego tabletu to czysty zysk. Nie wątpię, że i tak zarobi na samym sprzęcie, a przy okazji rozprzestrzeni bardziej iOSa, zwiększy liczbę jego użytkowników, a tym samym, liczbę potencjalnych klientów jego usług.

Jeżeli rzeczywiście Apple w przyszłym tygodniu przedstawi, w rozsądnej cenie, mniejszego brata iPada, to w mojej opinii bardzo szybko przejmie ten środkowy segment rynku, spychając producentów urządzeń z Androidem na pokładzie do defensywy. Google wciąż nie jest w stanie przeciwstawić swojej oferty dla tabletów ofercie Apple, a otwartość systemu w przypadku 7 calowych urządzeń i ich roli nie będzie miała tak wielkiego znaczenia.

Michał Rawluk:

A nie sądzisz Kamilu (pozwolisz :P), że komuś może po prostu nie pasować iOS, i nawet jak iPad mini będzie kosztował 500zł, to będzie wolał tablet z Androidem w podobnej cenie nawet w wariancie niskobudżetowym ?
Lub ktoś będzie wolał wydać nawet kilka razy więcej na tableto-komputer (bo urządzenia z Win8 pełnym innaczej nazwać ciężko), i cieszyć się komputerem stacjonarnym przy sobie w każdej chwili.

Rozumiem naprawdę dorobek iPada i wygodę korzystania. Ale nie jest to sprzęt dla mnie i tyle. Ponad gry i fajne aplikacje, przekładam dostosowanie się do użytkownika.
Wczoraj zbrickowałem Nexusa 7, po czym momentalnie go postawiłem na nowo. Bawiłem się modyfikacją go parę dobrych godzin i teraz mam urządzonko dostosowane pode mnie (Tablet UI, Flash itd...).
Ja rozumiem że jest jailbreak ale to nie to samo :D

Piotr Borowski:

i bardzo dobrze, że wchodzi na rynek tabletów 7 calowych, dzięki temu ceny tabletów na rynku jeszcze bardziej spadną i jeszcze więcej ludzi będzie na nie stać
ja nigdy bym nie kupił tego, a to z powodu: 1. za dużo używam produktów google'a, 2. android jest bardziej elastyczny, 3. alternatywą dla androida jest dla mnie windows, bo mam parę programów pod windowsa, które chciałbym odpalić na tablecie, 4. iPad nie ma nic czym by mnie skusił, a ostatnio nawet stracił to co miał - mapy
niemniej cieszę się, że jest konkurencja, dzięki niej androidy potanieją

Grzesiek Baran:

W 2011 roku iPad miał 81% rynku, w 2012 już "tylko" 50%, a te wyniki nie uwzględniają Nexusa 7 i Kindle Fire. Jak pojawią się kolejne wyniki może się okazać, że iPad ma 35%. Jeśli Apple przedstawi mini za kwotę wyższą niż Nexus 7 (a z przecieków tak to wygląda) niewiele to zmieni w segmencie. Totalnym rozwaleniem iPada mini będzie wypuszczenie Nexusa wersji Lite o którym ostatnio zaczęły pojawiać się plotki, no ale tu jest duży poziom gdybalstwa, bo nic pewnego nie ma.

V. Piątek - Autor Grzegorz Marczak.

Allegro nie zastanawia się już jak mocno bić, tylko gdzie. Podczas rozmowy z obecnym CEO Allegro Heinem Pretoriusem zapytałem czy starczy im determinacji do wspomnianych powyżej działań w przypadku kiedy problem tablica.pl zostanie rozwiązany. Hein odpowiedział, że tak i nie ma znaczenia co się za chwilę stanie z tablica.pl i nie ustąpią nawet w przypadku gdyby oznaczało to ryzykowaniem pozycji Allegro.pl w Google. Hein wyglądał na bardzo zdeterminowanego w tej kwestii nie dopuszczając już właściwie innych scenariuszy niż stanowcze sprzeciwienie się i przeciwdziałanie praktykom Google.

Oczywiście zaangażowanie Allegro wynika z faktu, że „zły dotyk” Google poczuli na własnej skórze. Dla innych walczących z tym samym problemem jest to z pewnością dobra wiadomość bo Grupa Allegro to dobry i silny sojusznik. Pytanie czy zainteresowali by się problemem gdyby nie tablica.pl? Czy faktycznie podejmą działania czy też wszystkie te „głośne wypowiedzi” były jedynie po to aby Google o nich usłyszało.

Wojtek Uataman:

no ale co z tego :) google to prywatna firma, moga robic co chca, nie podobaja im sie dzialania allegro to do widzenia, nikt nikogo nie trzyma, tak samo jak Allegro miec w dupie klientow i olewac reklamacje itd :) to jest biznes nie panstwowka, nikt nie zabrania allegro zrobieniu swojej zajebistej przegladarki i tam sie reklamowania :)

Grzegorz Marczak:

ale o czymś takim jak monopol słyszałeś prawda? O ustawodawstwie antymonopolowym? Nie lubię odsyłać do wiki ale http://pl.wikipedia.org/wiki/Ustawodawstwo_antymonopolowe

Val Cool:

Ale monopol nie ma w tej sytuacji nic do rzeczy. Gdyby Google zrobiło czystki nie będąc największą przeglądarką, to wtedy Allegro nie miałoby prawa skarżyć na Google? Moim zdaniem w tej chwili też nie mają prawa skarżyć. Tym bardziej, że Google nie jest jedyną wyszukiwarką i nie blokuje rozwoju innych wyszukiwarek. Google jest prywatną firmą, daje innym firmom możliwość reklamowania się na swoich stronach i samo ustala, której firmie jakie da możliwości. Jeśli firmie reklamującej się nie podoba, to idzie do innego reklamodawcy. Są inne wyszukiwarki, gdzie też się można reklamować.

Grzegorz Aksamit:

Oczywiście wiesz, że firmy które dostarczają Ci prąd, gaz i Internet też są prywatne i "mogą sobie robić co chcą"?

Val Cool:

Grzegorz Aksamit , sprywatyzowane spółki i inne firmy działające w sektorze publicznym (dostawcy prądu, gazu, wywóz/utylizacja śmieci...) działają na innych zasadach. obowiązują ich umowy z lokalnymi/państwowymi władzami (samorządy, sejmiki, urzędy, rząd...) i są wyłaniane w przetargach. Google to prywatna firma świadcząca prywatne usługi innym firmom wyłącznie w porozumieniu prywatnym. Żaden rząd nie ma tu nic do powiedzenia. Jeśli jestem właścicielem największej sieci billboardów w kraju i mi się nie spodobają hasła, jakie wypisujesz na reklamach, to mogę ci odmówić prowadzenia dalszych usług bez podawania przyczyny (poprzez np. nieprzedłużenie umowy).

Paweł Kuźniar:

A jak Ci dostawca prąd wyłączy bo wg Ciebie ma takie prawo (a w okolicy nie innego dostawcy) to co wtedy zrobisz ? Ludzie nauczcie się myśleć na swoich przykładach. Wszyscy monopoliści musza podlegać specjalnym ograniczeniom i nie mogą mieć wolnej ręki tak jak małe firmy działające na wolnym rynku.

Val Cool:

Przeczytaj mój komentarz wyżej i nie mów o myśleniu. Wolny rynek, to wolny rynek. Monopol w tej sytuacji nie ma nic do rzeczy.

Jakub Florczyk:

Google to nie monopolista, Grzegorz za daleko posuwasz swoje wnioski, szczególnie gdy każdy przypadek musi być rozpatrzony indywidualnie. Jeśli Google jako prywatna firma ma zamiar oferować podobne usługi to oczywiste jest, że będzie blokować konkurencję. Tylko naiwniak może twierdzić, że Google robi coś z dobroci serca i ogólnie pojętego doba.

Andrzej Mazur:

Allegro polski monopolista w branży aukcji internetowych, i uzurpator monopolu w całym rynku e-commerce. Allegro a właściwie Grupa Allegro, to nie tylko właściciel Aledrogo czy wspomnianej Tablicy.pl ale przede wszystkim Ceneo, które z tygodnia na tydzień stara przekształcić się z porównywarki cen w Multi-sklep (dodając funkcję koszyka) i inne mechanizmy. Do tego dochodzi Agito.pll, które od 2012 roku stało się częścią Grupy Allegro i które na samym Allegro nieuczciwe bo w preferowany sposób konkuruje z innymi podmiotami sprzedającymi na Allegro.

Z innej strony Allegro zaśmieca wyniki Google nieaktualnymi aukcjami i innymi smieciami. Całe szczęście że jest większy gracz od Allegro i może próbować zrobić co nieco porządku.

Tomasz Kowalczyk:

Sprawa jest prosta jak 2+2. Tablica.pl naruszała i nadal narusza wskazówki jakościowe, a zwłaszcza wskazówki dotyczące linków. Przeważająca liczba linków jakie prowadzą do Tablica.pl jest nieorganiczna.

Są one jednakowe dla wszystkich witryn i nie ma znaczenia czy strona jest znanym brandem czy stroną zwykłego zjadacza chleba.

Nawet linkując między własnymi serwisami nie potrafią tego zrobić z głową i np. na Oferia.pl w lewej kolumnie kategorii i ogłoszeń wrzucają za każdym odświeżeniem losowe linki do kategorii na Tablica.pl, które nie są nawet powiązane ze stroną na której obecnie znajduje się user na Oferii.

http://oferia.pl/uslugi/informatyka-telekomunikacja ja dostałem zestaw linków do kategorii o fotelikach samochodowych. Czy to jest zrobione dla użytkownika? Raczej nie.

Do tego np. wciskanie na siłę wielu linków do widżetów jakie pobierają sobie webmasterzy chcący zaprezentować na własnej stronie zajawkę kilku własnych ogłoszeń. User mający widżet z ciężarówkami np. zmuszony jest czy chce czy nie chce do linkowania kategorii Meble. To nie ma nic wspólnego z organicznymi linkami.

Rozumiem, że walenie w Google jest teraz tak samo modne jak walenie w Microsoft 10 lat temu, ale no wypadałoby wpierw dowiedzieć się faktów u prawdziwych specjalistów SEO.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

antyniedziela