20

Najpierw Uber, potem Tesla. Dolina krzemowa ma problem z rasizmem i dyskryminacją?

Wcześniej informowaliśmy o kłopotach Ubera - teraz Tesla ma podobny problem. Jeden z pracowników motoryzacyjnego innowatora pozwał firmę za rzekome molestowanie seksualne oraz rasizm, które miały miejsce między czerwcem 2015, a kwietniem 2016 roku w fabryce w Fremont.

Pozew wpłynął do kalifornijskiego sądu w poniedziałek. Pracownik Tesli – DeWitt Lambert twierdzi, że jego współpracownicy regularnie się nad nim znęcali (także seksualnie) i przy okazji obrażali go:m „czarnuch”, pejoratywnie nacechowanym określeniem człowieka o czarnym kolorze skóry. Tesla będzie musiała się wytłumaczyć również z tego, że rzekomo blokowała awans Lambertowi – powód złożył bowiem również w tej sprawie zażalenie, twierdząc, iż dział HR nie tylko nie zauważał jego pracy, ale także bagatelizował jego zgłoszenia. Tesla dementuje, jakoby miała dopuszczać do takich sytuacji.

Po raz pierwszy, Lambert miał złożyć skargę do działu HR w sprawie znęcania się nad nim, jednak nie podjęto żadnych kroków, które miałyby na celu poprawę tej sytuacji. Co więcej, kolejne ataki były coraz częstsze i dotkliwsze. Ostatecznie, w kwietniu 2016 roku – według Tesli – rozpoczęto firmowe śledztwo mające na celu wyjaśnienie okoliczności rasistowskich ataków na Lamberta w fabryce. Okazało się, że nie ma jednoznacznych dowodów na to, że to, co mówi poszkodowany jest prawdą i dlatego zamknięto sprawę bez wyciągania konsekwencji wobec jakiegokolwiek pracownika firmy. Zapewne Lambert poczuł się dotknięty tą sprawą i postanowił zwrócić się do sądu.

Z drugiej strony – okoliczności sprawy wydają się dziwne

To właściwie pierwszy taki przypadek w Tesli. Wiem również, że firmy w USA bardzo dbają o to, by nie dochodziło do ataków na tle rasistowskim i walczy się z tym naprawdę zaciekle (tym narażę się zwolennikom poprawności politycznej) – nawet kosztem interesów osób białych, które… tak. Są dyskryminowane po to, aby „nie dyskryminować” czarnoskórych. W żadnym wypadku nie jestem rasistą, ale uznaje zdrowy stosunek do kwestii „różnic”, które zasadniczo istnieją tylko w naszych głowach. Próba naprawienia naszych poprzednich win nie powinna doprowadzać do wypaczeń.

Dlatego też, dopuszczam, że w tej sprawie może chodzić o nic innego, jak o wymuszenie zapłacenia wysokiego odszkodowania. Oczywiście, jeżeli pojawią się w tej sprawie konkretne dowody (a nie tylko wypowiedź ofiary), zwrócę Panu Lambertowi honor. Na ten moment jednak istnieje przypuszczenie (równorzędne z moją wiarą w słowa poszkodowanego), że może to być zręczna próba wykorzystania sytuacji, które zaszły w Uberze, gdzie kobiety miały być molestowanie seksualne przez wyższych rangą pracowników. Wiele takich spraw w USA kończy się ugodą, nawet jeżeli rzeczywiście do takich zaniedbań nie doszło. Liczy się wizerunek – być może w tej sprawie jest dokładnie tak samo.