startup
6

Dlaczego startup stał się pustym sloganem? Nowy styl życia

Startup to słowo-wytrych. W zasadzie jest on buzz wordem porównywalnym do komputerów kwantowych, Big Data, sztucznej inteligencji, kryptowaluty, chmury publicznej, blockchaina i to bardzo ciekawe, jak wpływa ono na rynek młodych firm.

Każdy musi mieć choć jeden startup

Obecnie wydaje się, że każdy młody człowiek musi założyć swój startup. Stworzy nagle polskiego Faccebooka, polskiego Ubera, polskie AliExpress. Niewątpliwie jest to gorący temat, który budzi ogromne zainteresowanie. To bardzo ciekawe, jak samo pojęcie startup ewoluowało i teraz stało się na swój sposób stylem życia.

Po wielu firmach widać zresztą, że startupowością chcą przypudrować nienajlepsze wyniki finansowe lub to, że nie mają klientów. Na szczęście segment ten staje się coraz dojrzalszy, a ostatnie wydarzenie związane z WeWork dają nadzieję na to, że będzie lepiej i rozsądniej także po stronie potencjalnych inwestorów.

Owszem, możemy także wskazać udane startupy, w tym te z Polski. Wymienić tu możemy takie firmy jak, m.in. Brand24, Booksy czy Brainly, które pokazują, że można osiągnąć sukces, jeżeli ma się jasno wyznaczony cel i porządną ofertę biznesową.

Ile znaczą tak naprawdę startupy?

Wywiad z dr Szymonem Wiercińskim, ekspertem w zakresie strategii e-biznesu z Akademii Leona Koźmińskiego.

Czy startupy rzeczywiście tworzą i wdrażają innowacje, czy najczęściej są to puste slogany?

To pytanie wymaga ustrukturyzowania tego, czym jest innowacja i czym są startupy. Patrząc na statystyki, zwłaszcza jeśli chodzi o liczbę złożonych patentów w firmach różnej wielkości, to w latach 80. większość patentów powstawała w firmach zatrudniających powyżej 25 tys. pracowników. Te czasy bardzo dobrze opisuje Walter Isaacson w książce „Innowatorzy”, dając za przykłady pierwszych startupów firmy, które zapoczątkowały rozkwit Doliny Krzemowej. Takie, jak chociażby Intel. Tak, Intel też był startupem. Startupem opartym na ludziach z doświadczeniem zdobytym w innych firmach, którzy postanowili wystartować z nowym projektem. Ich biznesplan zajmował zaledwie trzy i pół strony, a finansowanie otrzymali od samego Artura Rocka, współtwórcy modelu finansowania venture capital. W planach mieli jedno – rewolucję na rynku komputerów poprzez rozwój „technologii tranzystorowych”.

Dzisiaj większość patentów powstaje w znacznie mniejszych firmach, z których część powszechnie nazywa się startupami. Warto spojrzeć na to, że jeszcze w 2007 roku, kiedy pojawiały się w Polsce pierwsze programy redystrybucji środków z Unii Europejskiej na innowacje, pojęcie startup właściwie nigdzie się jeszcze nie pojawiało. Mniej więcej w tym samym czasie wystartował pierwszy akcelerator w Dolinie Krzemowej – „Y combinator”. Jak więc można sklasyfikować startupy? Pojawiło się już sporo definicji wykorzystywanych na potrzeby badania różnego rodzaju statystyk czy badań jakościowych. Trzeba jednak pamiętać o tym, że za startupem zawsze stoi grupa – zazwyczaj niewielka – ludzi lub przedsiębiorców. Wówczas pojawiają się pytania: co to za grupa, czy są to doświadczeni specjaliści, itd..

Przez ostatnie 20 lat mieliśmy niesamowitą sytuację na rynku technologicznym i było to związane z pojawieniem się internetu w połowie lat 90. oraz rynku urządzeń mobilnych po 2007 roku. Wtedy powstał od zera rynek, który objął większość populacji w skali globalnej – penetracja internetu wynosi powyżej 50 proc., a rynek urządzeń mobilnych przestał już rosnąć. Oba te trendy spowodowały, że wystarczyło wykorzystać dowolną niszę w świecie cyfrowym (np. nowy komunikator, nową nawigację, nową aplikację do łączenia ludzi o podobnych zainteresowaniach), aby mieć dość duże szanse na odniesienie sukcesu rynkowego niskim kosztem. Powstała w ten sposób niezliczona ilość „startupów”, które wykorzystywały nowe technologie do zaspokojenia potrzeb użytkowników w cyfrowym świecie. Problem dzisiaj jest związany z tym, że nie ma już aż tak szybko rosnących nowych rynków opartych na rozwoju infrastruktury (światłowody, urządzenia mobilne, internet mobilny). Weszliśmy w fazę stabilizacji, rynek dojrzał. Zmieniło się to, że aby odnieść sukces dzisiaj potrzebny jest znacznie większy poziom profesjonalizmu, niszy czy specjalizacji, niż miało to miejsce 15 lat temu. Oczywiście, zdarzają się wyjątki, ale są to najczęściej firmy specjalizujące się w bardzo konkretnej branży, zaspokajający istniejąca potrzebę w innowacyjny sposób.

Te startupy można klasyfikować w rożny sposób. Przytoczę tylko kilka podejść, które mogą być kluczowe. Pięć lat temu z prof. Robertem Rządcą (przyp. ekspert w dziedzinie strategii, prorektor ds. Badań Naukowych i Rozwoju Kadry w Akademii Leona Koźmińskiego) zaproponowaliśmy klasyfikację startupów opartą na sposobie wykorzystywania tzw. szansy przedsiębiorczej, czyli dostrzeżonej możliwości rynkowej. Podstawowy podział polega na dostrzeżeniu możliwości istniejącej na rynku w sposób niezależny od przedsiębiorcy, od tej, która przez przedsiębiorcę może zostać stworzona. Wbrew pozorom ma to diametralne znaczenie dla strategii startupu, gdyż determinuje to sposób, w jaki przedsiębiorca postrzega zagrożenia. Może być ono postrzegane jako ryzyko, które da się skalkulować, oszacować, przewidzieć. Z drugiej strony, przedsiębiorca może działać w obszarze niepewności, które różni się tym od ryzyka, że nie ma możliwości jego zdefiniowania. Nie da się powiedzieć, czy nam się uda na 20, 50 czy 80 proc. Przy braku danych  przedsiębiorca musi podjąć serię eksperymentów, które pomogą mu w zebraniu wiedzy na temat danego rynku. Zestawiając te zmienne z doświadczeniem przedsiębiorcy, można w lepszy sposób zrozumieć, dlaczego startupy podejmują takie, a nie inne decyzje w trakcie swojego – często dość krótkiego – życia.

Zupełnie inną perspektywą będzie spojrzenie na to, co motywuje przedsiębiorców do eksplorowania możliwości od strony roli społecznej, którą ci będą pełnić, rozwijając swoje przedsiębiorstwo. Przedsiębiorcy cechujący się różnymi tożsamościami społecznymi będą w różny sposób postrzegali to, co oznacza bycie przedsiębiorcą i będą w inny sposób zakładać oraz rozwijać swoje startupy. Fauchart i Gruber w 2011 zbadali trzy grupy przedsiębiorców: darwinistów, społeczników i misjonarzy. Pierwsza grupa to tradycyjni ludzie biznesu, nastawieni na osiągnięcie sukcesu na rynku, który będą mierzyć, porównując się do innych przedsiębiorców z ich grupy społecznej. Jest to bardzo liczna grupa przedsiębiorców będących częścią społeczności startupowej, udzielających się w social mediach, konferencjach, śledzących wzloty i upadki innych osób z branży. Społecznicy z kolei to przedsiębiorcy zmotywowani i skupieni na produkcie lub usłudze, którą się rozwija po to, aby rozwiązać problem swojej grupy społecznej połączonej wspólnymi pomysłami, ideami, wartościami. Często można ich spotkać w branżach związanych z grami komputerowymi, czy na wysoko wyspecjalizowanych rynkach, gdzie starają się stworzyć rewelacyjne rozwiązanie dla swoich klientów, partnerów lub społeczności, żeby zadowolić swoją grupę społeczną. Ostatnia grupa to misjonarze, których motywuje większa idea, cel społeczny, a przedsiębiorstwo jest tylko wehikułem do jego zrealizowania. Podstawą jest działanie społecznie odpowiedzialne. Tworzą oni rozwiązania, które są bardziej innowacyjne od konkurentów, na czym starają się zbudować swoją przewagę konkurencyjną.

Firmy wdrażają innowacje, które mogą być zarówno imitacją najlepszych praktyk rynkowych z innych regionów (np. znanylekarz.pl czy zocdoc.com, albo patronite.pl czy patreon.com), integracją tych praktyk poprzez współpracę (np. poprzez wdrażanie cudzej technologii lub standardu w branży na lokalnym rynku), inkorporacją praktyk (poprzez przejęcia talentów lub zatrudnienie ekspertów) oraz wewnętrzny startup, czyli budowanie innowacji wewnątrz firmy (np. wirtualna centralka Playa). Startupy w znanej nam dzisiaj nomenklaturze będą raczej kojarzyły się z wdrażaniem innowacji od przysłowiowego garażu do działającego z sukcesem projektu rynkowego. Proszę jednak zwrócić uwagę na listę wyjątków od tej reguły. Są to firmy, które faktycznie startowały jako nowe spółki, ale na starcie miały zespoły programistów, developerów, marketingowców, kopiowały istniejące modele biznesowe i adaptowały je do potrzeb lokalnego rynku. O sukcesie firmy decydować będzie wiele czynników. Często wymienia się „zespół”, jako to, w co się inwestuje, ale ten temat jest wciąż mało zrozumiały w startupowym świecie. Prowadzi często do błędów i powielania schematów przez niedoświadczonych przedsiębiorców, którzy obserwując sukces innej firmy na rynku zakładają, że wiedzą, jak go odtworzyć.

Jakie błędy najczęściej popełniają startupy?

Jednym z najczęstszych błędów jest niedostosowanie swoich założeń do wymagań rynku, na który wkraczają przedsiębiorcy. Zdarza się, że na rynkach, na których innowacja jest ewolucyjna, gdzie istnieją sprawdzone schematy i dane pozwalające oszacować ryzyko rynkowe, przedsiębiorcy idąc za modą i na siłę wdrażają podejście lean na poziomie strategii rozwoju przedsiębiorstwa. Z innej strony na rynkach niepewnych, gdzie faktycznie jest możliwość zmiany utartych schematów związanych z środkami i celami, które można za ich pomocą osiągnąć, przedsiębiorcy przygotowują dogłębne analizy, szacują wielkość rynku i tworzą szczegółowe biznesplany. Poprzez niedostosowanie filozofii startupu, motywacji i tożsamości społecznej przedsiębiorcy, błędnego szacowania ryzyka na niepewnych rynkach przedsiębiorcy często wdrażają strategie niedostosowane do wymogów i realiów rynkowych. 

Dlaczego startupy cieszą się obecnie tak dużą popularnością?

Głównych przyczyn należy upatrywać się w wymiarze ekonomicznym, bardzo niskich stopach procentowych, modzie, ale również rosnącej fali udanych przedsięwzięć. Inwestowanie w startupy jest bardzo ryzykownym zajęciem, które łagodzone jest w dużym stopniu współfinansowaniem ze środków publicznych. Inwestorzy w polskich realiach muszą włożyć jedynie część własnych środków, dzięki czemu mają większą tolerancję ryzyka. Ten start jest potrzebny do tego, żeby zabezpieczyć finansowanie do momentu, w którym startup jest w stanie pozyskać finansowanie, które daje mu realne szanse na skalowanie swojego biznesu. W polskim ekosystemie jest to praktycznie niewykonalne.

Z czego wynika tak duże zainteresowanie startupami ze strony inwestorów?

Nie wiem, czy zgodziłbym się z teza o dużym zainteresowaniu inwestorów. Jeśli zestawimy dane na temat inwestycji na rynku seed czy venture capital, to jest wciąż ułamek środków, które trafiają na rynek np. private equity lub deweloperski. Posiadanie w portfolio startupów daje jednak inwestorom, ale również korporacjom uruchamiającym programy akceleracyjne kontakt ze światem innowacji, pomysłów, technologii. Często daje też wartość dodaną w postaci reputacji, satysfakcji czy motywacji dla inwestora, który może wywodzić się zarówno ze świata finansowego, korporacyjnego jak i publicznego.

Jak pojęcie startup może wyewoluować w ciągu kolejnych pięciu lub dziesięciu lat?

Myślę, że powinniśmy zacząć systematyzować wiedzę na temat różnorodnych form, motywacji, doświadczeń i specjalizacji na rynku startupowym. Już zaczęły się wyłaniać schematy rynkowe jak fintech, wearables, healthcare. Zatem w miarę oczywiste staje się to, że sukces na rynku e-commerce wcale nie musi oznaczać, że ktoś wie, jak powtórzyć ten sukces na rynku finansowym czy medycznym. Nie ma jednego uniwersalnego schematu postępowania, kanwy strategii, kopiowanego modelu biznesowego, który można łatwo adoptować z jednego rynku na drugi. Każda firma, która odniosła sukces, ma swój unikalny zestaw zasobów i umiejętności. Można szukać wzorców, ale na pewno nie znajdzie się ich na rynku „startupów”, ponieważ startupy nie stanowią jednorodnej grupy firm. Patrząc na temat z innej perspektywy – przed 2005 rokiem, kiedy zaczęły powstawać akceleratory, najpowszechniejsza metoda pozyskania kapitału była pożyczka na rynku finansowym. Równie dobrze można było wrzucić do jednego worka firmy, które sfinansowały swój skuteczny rozwój „na kredyt”. Dzisiaj robimy to samo z firmami, startupami, które łączy jedno – chęć pozyskania środków na rozwój w kolejnych rundach finansowania, aż do osiągnięcia statusu jednorożca. Co mają na to powiedzieć firmy, które wystartowały w sektorze wysokich technologii (np. te korzystające z zaawansowanych technologicznie linii produkcyjnych), samodzielnie sfinansowały swój rozwój i bardzo szybko przeszły do skalowania poprzez sprzedaż na rynku globalnym w wąskim sektorze? Czy to nie są startupy, z których również powinno czerpać się przykład?

Przeczytaj również: Sztuczna inteligencja w medycynie.

Co będzie się działo ze startupami?

Nie zdziwię się, jeżeli w ciągu najbliższego dziesięciolecia startupy przestaną być stylem życia i wymarzonym sposobem na spełnienie amerykańskiego snu. Niewątpliwie jednak to dla wielu osób ciekawa perspektywa i przede wszystkim najlepsza szkoła przedsiębiorczości. Tego zdecydowanie brakuje w szkołach.