13

Spotify z dnia na dzień zmienia o mnie zdanie – rekomendacje nie mogą być bardziej chybione

Jak odkrywacie nową muzykę? Polegacie na (nie)znajomych czy na algorytmach? Streaming przyszedł z pomocą nie tylko w kontekście dostępu do muzyki, ale pragnie się nam wmówić, że to także rewolucja w poznawaniu nowych dźwięków. Czy aby na pewno?

Wraz z nadejściem Spotify do Polski nie oczekiwałem wielkiej rewolucji w tym, jak będę odkrywał nową muzykę. Na takową natrafiałem w wielu innych miejscach – nowości polecali mi znajomi, przeglądałem zasoby last.fm, nowe kawałki podpowiadał YouTube i tak dalej. Spotify od samego początku głośno mówiło o swoich możliwościach rozkładania muzyki na czynniki pierwsze, by móc ją lepiej przeanalizować, a to miało doprowadzać do tworzenia skutecznych rekomendacji utworów, które przypadną konkretnym słuchaczom do gustu.

Porównujemy Spotify i Apple Music – co jest lepsze?

Ponieważ ten gust jest w pewnej postaci zapisany na serwerach Spotify, mamy do niego dostęp na innych urządzeniach i jest stale aktualizowany na podstawie naszej aktywności. To w ogóle bardzo ciekawa kwestia, ponieważ nie zdajemy sobie sprawy, jak to dokładnie wygląda od środka, co jest brane pod uwagę, a co nie jest, a także brakuje mi informacji na jakiej podstawie powstają niektóre rekomendacje. W serwisach VOD jest to nieco bardziej klarowne, choć też i prymitywne, ponieważ widnieje napis: „Ponieważ obejrzałeś X, polecamy Y”. Nie mniej, użytkownik wie, na jakiej podstawie zadziałały algorytmy.

W jaki sposób wyrazić niechęć lub sympatię do utworu, żeby Spotify to zrozumiało?

Oczywiście aktywność nie jest równa aktywności – włączanie nowych kawałków, przesłuchiwanie całych playlist bez pomijania utworów i niedodawanie piosenek do ulubionych będzie mieć swoje konsekwencje. Gdy jest to tylko kropla w morzu aktywności, to skutki mogą być oczekiwane – celne rekomendacje, które… będą prowadzić do kolejnych celnych podpowiedzi. Schody zaczynają się w sytuacji, gdy zmieniamy nasze zachowanie i słuchamy muzyki inaczej.

Czekaliśmy na to latami! Spotify odtworzy Wasze MP3 z telefonu

Nigdy do tej pory nie włączałem danej playlisty i nie pozwalałem jej dotrwać do końca. Zawsze pomijałem utwory, które nie wzbudzały u mnie emocji, a po kilku nieudanych propozycjach wybierałem inną listę. Dość często serduszkowałem też niektóre kawałki lub dodawałem do biblioteki całe albumy. Gdy zaprzestałem tych praktyk lub je ograniczyłem, a dodatkowo postanowiłem sprawdzić inne gatunki, odniosłem wrażenie, że algorytmy Spotify oszalały.

Jak niewiele trzeba, żeby zachwiać budowanym przez lata gustem muzycznym?

Okazało się, że budowana przez lata historia zachowań i bazy informacji na temat mojego gustu może być dość szybko zachwiana przez anomalie. Tak bowiem będę określał eksperymentowanie z nowymi gatunkami oraz odtwarzanie playlist z piosenkami w tle bez żadnego mojego udziału. Spędzając więcej czasu w domu, także pracując, częściej włączałem listy utworów lofi lub podobnych, które miały wykreować przyjazne środowisko. Nie jest to muzyka, której słucham na co dzień dla przyjemności – to po prostu próba stworzenia pewnej atmosfery i okoliczności sprzyjających wykonywaniu przeróżnych obowiązków.

Po kilku tygodniach okazało się, że wśród polecanych nowości przekradły się właśnie nowe utwory tego typu, podobnie jak sporo jazzu i rapu. A wszystko to pojawiło się z dwóch powodów: biernego odsłuchiwania playlist (lofi, jazz) oraz pojedynczych sesji z tego rodzaju muzyką (rap). Mogłem wybrać „sesję prywatną”, zakrzykną niektórzy, ale czy a) zawsze pamiętalibyście o tej czynności? czy zawsze włączając muzykę rozpatrujecie tę czynność, jako coś co chcę rejestrować lub nie, czy działacie pod wpływem impulsu? b) czy algorytmy Spotify, dysponujące danymi z kilku lat, nie powinny być odporne na takie anomalie? Nie jestem odosobniony w takich sytuacjach, bo sporo osób z mojego otoczenia wspominało o tym, jak raz odtworzony popularny kawałek znany z radia spowodował długotrwałe rekomendacje tego rodzaju muzyki, pomimo niechęci słuchacza.

Spotify trochę zapomniało o muzyce. To musi się zmienić

Spotify bardzo mocno idzie w podcasty, firma robi też sporo, by pomóc artystom zaistnieć, ale mam wrażenie, że ostatnio zapomniany zostaje odbiorca tego wszystkiego, czyli użytkownik, słuchacz, ja. Zapanowanie nad kilkudziesięcioma albumami i ponad setką playlist oraz niezliczoną liczbą polubionych utworów jest w aplikacji Spotify praktycznie niemożliwe. Przewijanie listy z playlistami doprowadza mnie do szału, a jedynym oferowanym rozwiązaniem jest tworzenie katalogów, w których poukrywa się wybrane listy. Dlaczego stworzone przez nas oraz zaobserwowane playlisty są wrzucane do jednego wora i trafiają na tę samą listę?

Spotify pokazuje Apple miejsce w szeregu. To początek nowej ery na rynku

Spotify ma ogrom atutów i nawet nie mam zamiaru zrezygnować z usługi, ale coraz bardziej doskwiera mi opieszałość decydentów w Spotify w kontekście rozwoju aplikacji desktopowej i mobilnej, które pozwolą lepiej zarządzać własną muzyką i decydować o tym, co mi się podoba, a co nie, by lepiej dać do zrozumienia algorytmom jakiego rodzaju muzyki chcę słuchać. Choć perspektywa nadejścia jakości Hi-Fi w Spotify jest krokiem w dobrą stronę.