47

Plastikowy telefon z 6 GB RAM za 3400 zł. Nie tak wyobrażałem sobie Samsunga S20 „Fan Edition”

Samsung zaprezentował nowy model, który ma być najbardziej przystępnym cenowo telefonem Galaxy S20. Patrząc, jaką ma konkurencję, jestem zdania, że to raczej niewypał.

Powiedzieć, że Samsung w kwestii smartfonów nie jest królem opłacalności, to duże niedopowiedzenie. W każdej półce cenowej, w której walczą Koreańczycy, ich telefony uznawane są za jedne z droższych, jeżeli nie najdroższe opcje. To często odbija się czkawką Samsungowi, dlatego też co jakiś czas wypuszcza on telefony, których głównym atutem ma być też cena. Niestety, jak dla mnie oszczędności często są robione nie do końca tam, gdzie być powinny. Przykładem tego jest właśnie najnowszy Samsung Galaxy S20 FE (Fan Edition), który z zewnątrz wydaje się bardzo atrakcyjnym zakupem, jednak po rozłożeniu go na czynniki pierwsze wychodzi, że jednak nie jest to tak świetne urządzenie.

Samsung Galaxy S20 FE – specyfikacja

Opis Samsunga FE warto zacząć od wyświetlacza, bo (jak w każdym telefonie tej marki) jest to najmocniejszy jego atut.  6,5-calowy wyświetlacz FHD+ ( 1080×2400) AMOLED o adaptacyjnej częstotliwości odświeżania 120 Hz nikogo nie zawiedzie. Przy  407 PPI nie było sensu iść w wyższą rozdzielczość. Jestem więc przekonany, że w przypadku S20 FE nikt na  obraz nie będzie narzekał. Narzekać za to będzie można na aparaty. Mamy tu bowiem 12 Mpix aparat główny z optyczną stabilizacją i światłem f/1.8, 12 Mpix szeroki kąt o polu widzenia 123 stopnie i optycznie stabilizowane telephoto 8 Mpix pozwalające na 3 krotne przybliżenie. To, co rzuca się w oczy to brak jakiejkolwiek technologii pixel bidding w głównym aparacie, która sprawiałaby, że na zdjęciach byłoby więcej światła. Brak też optycznej (i cyfrowej) stabilizacji dla szerokiego kąta, więc zdjęcia w nocy tymi obiektywami mogą nie być zbyt dobre.

Wracając jeszcze na chwilę do zalet. Pomimo tego, że z Exynosem 990, mówiąc grzecznie, nie przypadliśmy sobie do gustu, miłe jest to, że ten element Samsung zostawił bez zmiany i FE wyposażono we flagowe SoC. Co więcej, użytkownik ma tu wybór. Kupić tańszy telefon 4G z Exynosem 990 czy też dopłacić do Snapdragona 865 i mieć urządzenie z 5G. Niestety, tutaj jednak zaczynają się schody. Po pierwsze, w naszym kraju dostępna jest tylko wersja ze 128 GB pamięci. A to z kolei oznacza, że sprzedawany w Polsce Samsung Galaxy S220 FE będzie miał… 6 GB pamięci RAM. Noo…. nie powiem, że spodziewałem się oszczędności w tak kluczowym miejscu, ale jak widać – tak się stało. Dalej nie jest o wiele lepiej. Bateria co prawda ma 4500 mAh, ale Exynos pokazał już, że taka pojemność wystarcza mu zaledwie na 2h SoT, więc nie mogę uznać tego za wybitną zaletę. W kontekście łączności – mamy tu na pokładzie wszystko, czego możemy sobie życzyć (Bluetooth 5.0, NFC, GPS), IP 68, czytnik linii papilarnych w ekranie, głośniki stereo czy dual audio. To wszystko blednie jednak, ponieważ

Samsung Galaxy S20 FE jest drogi. Za drogi

Podstawowa wersja Samsunga Galaxy S20 FE, czyli 4G, kosztuje w przedsprzedaży 2899 zł. Nie sądziłem, że kiedyś to powiem, ale obecnie jest no nawet niezła cena za urządzenie z flagowym procesorem. Jednak ze względu na moje doświadczenia z Exynosem 990 – raczej omijałbym ją szerokim łukiem. Jeżeli jednak wybierzemy model ze Snapdragonem, cena podskoczy do 3399 zł – pół tysiąca złotych drożej, a jedyne co się zmienia to procesor. Płacimy więc 3,5 tys zł za plastikowy (tak, S20 FE wykonany jest z tworzywa) telefon ze znacznie gorszymi aparatami i 6 GB pamięci RAM. Nie wiem jak wy, ale do mnie ta oferta jakoś specjalnie nie przemawia. Zwłaszcza, że dziś Snapdragon 865 znajduje się w wielu dużo tańszych telefonach – realme X50 Pro 5G, Xiaomi Mi 10 Pro, OnePlus 8 czy Oppo Find X2 Pro. I wszystkie one będą miały zarówno więcej pamięci RAM (a więc dłużej będą działały z pełną płynnością), są wykonane z lepszych materiałów (metal/szkło/ceramika) i mają prawdopodobnie lepszy zestaw aparatów.

Podsumowując – doceniam starania Samsunga o to, by zawalczyć też o portfele tych mniej zamożnych konsumentów. Aczkolwiek prezentowanie telefonu z 6 GB RAM i kazanie sobie dopłacać 500 zł za Snapdragona nie jest tym, czego jako konsument bym oczekiwał.

Chyba, po prostu nie jestem fanem…