Mobile

OnePlus 10T ponownie "zabójcą flagowców". Nawet jeżeli, to nic nie zmieni...

KR
Krzysztof Rojek
8

OnePlus przygotowuje kolejnego smartfona. Ten jednak może się różnić od wszystkiego, co marka wypuściła w ostatnim czasie.

O tym, co się dzieje obecnie z marką OnePlus, napisano już tyle, że starczyłoby na opasłą książkę, która w dużej mierze składałaby się z opisów tego, w jaki sposób nowy kierunek, który obrała marka, rozczarował fanów. Oczywiście, nie wszystkie zmiany były/są jednoznacznie złe, ale takie rzeczy jak rozmycie portfolio na zupełnie przeciętne i niewyróżniające się średniaki, zamiana OxygenOS na hybrydę z ColorOS (z resztą pełną błędów) czy też coraz bardziej oczywista wymiana pomysłów z Oppo, sprawiły, że dzisiejsza narracja na temat OnePlusa jest diametralnie inna niż jeszcze kilka lat temu. Najnowsze przecieki donoszą, że marka, być może świadoma tego, że nie ma obecnie mocnego PR'u, stara się nieco odkręcić zmiany, które wprowadziła.

OnePlus 10T ma być jak "dawne OnePlusy". Czy mu się to uda?

O tym, ze OnePlus 10 był flagowcem z krwi i kości z równie flagową ceną, pisaliśmy wam już jakiś czas temu. Przechodząc do klasycznego podziału swojego portfolio, czyli: budżetowce, średniaki, flagowce, marka zostawiła jednak niezagospodarowany jeden segment,  okupowany przez siebie przez wiele lat. Chodzi oczywiście o zabójcy flagowców, telefony które mają wszystkie najważniejsze elementy z najwyższej półki, ale też nie posiadają kilku dodatków, dzięki czemu ich cena może być znacznie niższa. Oczywiście, kiedy tylko dział marketingu w smartfonowych firmach zorientował się, że termin "flagship killer" jest w użyciu, sami zaczęli go wykorzystywać, co zdecydowanie rozmyło jego znaczenie, ponieważ nagle każdy lepszy średniak chciał być tak nazywany.

Teraz jednak przecieki zapowiadają, że kolejny OnePlus, czyli 10T, ma na to miano naprawdę sobie zasłużyć. Mówi się bowiem, że smartfon ma zadebiutować ze Snapdragonem 8 Plus Gen 1 (swoją drogą - głupia nazwa), oraz pakietem 12/256 GB. Do tego ekran FHD o przekątnej 6,7 cala i odświeżaniem 120 Hz. Aparaty to zestaw 50/8/2 Mpix a bateria ma mieć 4800 mAh. W praktycznie każdym obszarze jest więc widoczny zjazd względem OnePlusa 10. Mamy tu słabszy (ale wciąż więcej niż wystarczający dla 99,9 proc. użytkowników) wyświetlacz, nieco gorsze aparaty i mniejszy akumulator. Jednak idzie za tym również obniżka ceny, która ma oscylować w okolicach 467- 596 dolarów, czyli 2000 - 2650 zł. Wciąż nie jest to poziom chociażby Motoroli G200, która za 2000 zł oferowała superwydajnego Snapdragona 888+, ale zdecydowanie jest to krok w dobrym kierunku, żeby zjednać sobie starych fanów marki.

Pytanie tylko - czy to wystarczy? O ile bowiem trzeba pochwalić taki krok marki, o tyle nie rozwiązuje to innych kwestii - rozbuchanego portfolio, oprogramowania czy kwestii tego, że OnePlusa od Oppo różni często znaczek na obudowie. Społeczność zgromadzona wokół marki i jej relacja z firmą będzie ciężka, jeżeli nie niemożliwa do odbudowy, co nie znaczy oczywiście, że firma nie może produkować fajnych i dobrze wycenionych smartfonów. Wydaje się jednak, że presja ze strony klientów może pokierować markę na lepsze tory.

Źródło

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu