Recenzja

OnePlus 10 Pro po dwóch dniach. Ja jestem zachwycony, można mieć inne zdanie

MM
Mirosław Mazanec
23

Smartfon na stronie OnePlus kosztuje 929 euro za wersję 8/128 i 1029 euro za wersję 12/256.

Zacznę od rozwiania wszelkich wątpliwości. Nie, smartfon mi się jeszcze nie złamał. Mówiąc szczerze żartów na temat OnePlus 10 Pro jakie wszyscy sobie robią po filmie Zacka Nelsona z kanału JerryRigEverything  mam już „powyżej kokardy”. Po każdej publikacji na temat tego urządzenia komentarze zaczynają się od tekstów pt. „sprawdźcie czy się łamie” itp. Na wszelki wypadek, gdyby ktoś nie wiedział o co chodzi – film poniżej.

Kolejna sprawa to pytanie ile zostało ze starego OnePlusa w OnePlusie. Ono z kolei jest zadawane od ponad roku, czyli od debiutu modeli 9 i 9 Pro. Stosunek do niego mam dość podobny jak do żartów o „łamliwość” urządzenia. Ale ze spokojem odpowiadam konsekwentnie – niewiele. Chodzi głównie o cenę, bo OnePlus startował wiele lat temu jako „zabójca flagowców” czyli w wielkim uproszczeniu – dajemy mało a dostajemy dużo. To się zmieniło, z różnych powodów, o których już pisałem niedawno, nie ma więc potrzeby się powtarzać. Zainteresowanych odsyłam do tego artykułu.

I jeszcze ostatnia rzecz. Dostępność w Polsce. OnePlus przemknął przez nasz kraj niczym meteoryt. Był, rozbłysnął mocno i już go nie ma. Przynajmniej na to wygląda ale o tym również już pisałem. Więc jeśli ktoś chce kupić najnowszego flagowca, musi skierować swoje kroki albo do jednego z polskich sklepów z elektroniką, który od lat sam sprowadza produkty tej firmy, albo zdecydować się na zakupy przez stronę OnePlus , albo udać się do Aliexpress. Są dostawcy, którzy wysyłają smartfony z Europy.

Oczywiście w zależności od źródła różna będzie cena. Ale generalnie jest ona wysoka – około 4.4, 5 tys. zł. Są dwie wersje – 8/128 oraz 12/256. Po prostu tanich flagowców już nie ma. Teraz najtaniej jest u realme albo Motoroli z urządzeniami za około 3700 zł. A Xiaomi czy OnePlus są już wyżej. Przynajmniej cenowo. A jak z jakością?

Ja osobiści po dwóch dniach używania OnePlus 10 Pro jestem nim oczarowany. Tak, tu nie ma literówki. Oczarowany a nie rozczarowany. Ale oczywiście każdy może mieć inne zdanie.

Zaczynamy od szybkiego rzutu okiem na specyfikację żeby było wiadomo, o czym dokładnie rozmawiamy.

  • 6, 7 calowy wyświetlacz AMOLED, 120 Hz, 3216 x 1440 pikseli, 525 ppi, HDR10+, Gorilla Glass Victus, jasność 1300 nitów
  • Snapdragon 8 Gen1, Adreno 730
  • 8/12 GB RAM,
  • 128/256 GB pamięci wbudowanej UFS 3.1,
  • brak slotu kart microSD,
  • Android 12 z OxygenOS
  • łączność bezprzewodowa: 5G, 4G VoLTE, WiFi 802.11 a/b/g/n/ac/ax 2/4GHz/5GHz, Bluetooth 5.2, NNFC. GPS/A-GPS, GLONASS, Galileo, Beidou
  • USB-C, czytnik linii papilarnych w ekranie, głośniki stereo
  • aparaty z tyłu: 48 MP, f/1.8, OiS, 50 MP, f/2.2, 150 stopni (szeroki kąt), 8 MP, OIS (tele)
  • aparat z przodu: 24 Mpix, f/2.4
  • bateria 5000 mAh, ładowanie 80 W przewodowo, 50 W bezprzewodowo,
  • wymiary: 163 x 73.9 x 8.55mm
  • waga: 201 g

Smartfon przychodzi do nas w tradycyjnym, czerwonym pudełku. Prócz nazwy urządzenia widnieje na nim również logo szwedzkiej firmy fotograficznej Hasselblad. To już druga generacja flagowych OnePlusów przez nią sygnowana. Ciekawostka – kilka miesięcy temu współpracę ze Szwedami nawiązało również OPPO…

W pudełku mamy – dokumenty, smartfon, etui, czerwony kabel i ładowarkę o mocy 80W. Etui sprawia świetne wrażenie. Po pierwsze jest dość ładne – wykonane z ciemnoszarego silikonu. A po drugie – uderza dbałość o szczegóły, bo każdy z rogów jest dodatkowo wzmocniony, tak by miejsca najbardziej narażone na uszkodzenia były lepiej chronione.

OnePlus 10 Pro – budowa

Telefon jest duży. W zeszłym roku mieliśmy dwa modele – 9 i 9 Pro i można było wybierać rozmiar. W tym – mamy tylko jeden. Ja żałuję, lubię małe smartfony. Winne jest najprawdopodobniej OPPO które ponoć podwędziło mniejszą 10-kę i przerobiło ją na OPPO Reno 8. Niedługo ujrzy on światło dzienne, w każdym razie na przedpremierowych zdjęciach wygląda niemal identycznie jak 10 Pro…

Bardzo ładny jest tył urządzenia, wykonany z matowego szkła (Gorilla Glass 5), które nie zbiera  odcisków palców. Szkoda że tak nie jest już z wyspą na aparaty, ładnie połączoną z ramą, ale wykonaną z błyszczącego materiału (prawdopodobnie również szkło). Rama jest aluminiowa.

Nie mamy slotu na kartę pamięci a przyciski do włączania i regulacji głośności są na przeciwległych bokach, co nie jest moim ulubionym rozwiązaniem. Zupełnie inaczej niż suwak do zarządzania profilami dźwiękowymi telefonu, który mamy na prawej krawędzi. Genialne rozwiązanie które bardzo ułatwia życie.

Wyświetlacz  to AMOLED o rozdzielczości QHD+. Od początku mamy ją jednak ustawioną na FHD+. Jest piękny a kręcić nosem będą tylko ci, którzy wolą ekrany płaskie. Ten jest lekko zakrzywiony na boki. Producent zabezpieczył go folią ochronną, dobrze naklejoną, więc powinna nam długo służyć.

Ekran genialnie reaguje na dotyk, ja ustawiłem sobie wysoką częstotliwość odświeżania (od 1 do 120 Hz). Mamy możliwość wyboru wielu wzorów AoD, pokazują się powiadomienia ze wszystkich aplikacji.

W wyświetlaczu jest rewelacyjny czytnik linii papilarnych – szybki i bezbłędny. Odblokowanie twarzą również działa doskonale, a wygasić bądź wybudzić naszego OnePlusa możemy dwukrotnym uderzeniem w ekran. Oczywiście wybudza się on również po podniesieniu urządzenia.

Niewiadomą jest norma IP 68, na stronie OnePlus nie mamy jej wymienionej. Ale ponoć ma ją wersja przeznaczona dla T-Mobile na rynek USA, która… technicznie nie różni się niczym od innych wersji. W każdym razie w slocie na karty uszczelka jest.

OnePlus 10 Pro – działanie

Po dwóch dniach złego słowa nie powiem. Oczywiście największa obawa to przegrzewanie (drugi najczęstszy motyw żartów po łamaniu się urządzenia). Jak na razie – nagrzewania nie zaobserwowałem. Telefon był nieco cieplejszy podczas fotograficznego spaceru, ale podczas codziennego używania – jest normalnie. A na pewno chłodniej niż w Xiaomi 12 Pro.

Rozmowy telefoniczne stoją na doskonałym poziomie, z nawigacją również wszystko jest w najlepszym porządku. NFC działa od pierwszego strzału. Dźwięk stereo na głośnikach zewnętrznych jest OK. Dół gra głośniej i ma basy, góra zintegrowana z głośnikiem do rozmów to tony wysokie. Na słuchawkach Bluetooth jest zdecydowanie lepiej – to solidny flagowy poziom z korektorem Dolby Atmos.

OnePlus 10 Pro – oprogramowanie

OxygenOS miał się skończyć, zamiast niego miał być ColorOS od OPPO. Na szczęście zostało po staremu i dzięki temu mamy moim zdaniem fantastyczną nakładkę. Leciutką, logicznie poukładaną, z   kilkoma fajnymi bajerami, np. podręcznym skrótem do najważniejszych funkcji czy aplikacji wyciąganym z prawego górnego rogu. Jest Work-Life Balance z trybami Praca oraz Życie, trzy poziomy trybu ciemnego, rewelacyjna galeria, gesty. I co najważniejsze – wszystko działa idealnie – jak na razie nie natknąłem się na najmniejszy  choćby błąd, czy jakiekolwiek zamyślenie. Po droższym smartfonie który ostatnio testowałem to bardzo miła „odmiana”.

OnePlus 10 Pro – zdjęcia

Najpierw cyferki:

  • obiektyw główny 48 MP, f/1.8, 23mm, 1/1.43", 1.12µm, multi-directional PDAF, Laser AF, OIS;
  • obiektyw tele 8 MP, f/2.4, 77mm, 1.0µm, PDAF, OIS, 3.3x optyczny zoom;
  • szeroki kąt 50 MP, f/2.2, 14mm, 150˚, 1/2.76", 0.64µm, AF;
  • selfie 32 MP, f/2.2, (wide), 1/2.74", 0.8µm.

Oczywiście wszystko jest „dostrajane” przez Hasselblad.

Za mną na razie dwa krótkie fotograficzne spacery, niestety przy brzydkiej pogodzie. Ale już wiem, że z chęcią wybiorę się na kolejne. Bo jak na razie zdjęcia bardzo mi się podobają. Są bardziej w stylu Pixela niż Samsunga – czyli naturalne a nie podkręcone. To sprawia, że czasem a pierwszy rzut oka nie wyglądają tak efektownie. Ale po pierwsze – ich jakość jest znakomita, bo szczegółów jest mnóstwo w każdym obiektywie a rozpiętość tonalna jest doskonała. A po drugie – wystarczy wejść w edycję zdjęć i kliknąć w „automatyczne dostosowanie” i już mamy podbite kolory, zwiększony kontrast i zdjęcia żywcem wyjęte z najnowszych samsungowych Galaktyk.

Doskonale działa obiektyw tele, dzięki niemu świetnie wypada również rozmycie tła w sytuacjach, w których nie możemy podejść bliżej do obiektu. A przy okazji jest ono dokładne i wygląda bardzo efektownie.

Szeroki kąt potrafi to co realme GT2 Pro – czyli po wejściu w odpowiedni tryb zrobi zdjęcia nawet w 150 stopniach. Tryb nocny również jest OK, działa we wszystkich obiektywach, selfie jeszcze nie robiłem. Podobnie jak nie kręciłem filmów, ale to uzupełnię po dwóch tygodniach i po pełnych testach smartfonu. Generalnie – zdjęciowo na razie jest bardzo dobrze.

OnePlus 10 Pro – bateria

Ogniwo ma 5000 mAh i starcza mi na półtora dnia. A są to moje początki z urządzeniem i wiadomo że sięgam po nie częściej, więc z czasem powinno być jeszcze lepiej. W nocy telefon nie traci energii i jest to kolosalna różnica w stosunku do flagowych smartfonów Xiaomi które używałem/używam. 12 Pro tracił około 17 proc., zwykłej 12 ubywa około 10 proc.

Ładowanie 80W jest bardzo szybkie, bo trwa około 25 min od 10 do 100 proc. Szybko jest też bezprzewodowo, jeśli dysponujemy 50W ładowarką.  I świetnie, że telefon takie ładowanie obsługuje.

OnePlus 10 Pro – podsumowanie

Dwa dni to nie dwa tygodnie. Ale już wiem, że jak dla mnie OnePlus 10 Pro to najlepszy flagowiec w ostatnim czasie jaki testowałem. Wyżej postawiłbym jedynie Samsunga Galaxy S22 Ultra. Nie mam z nim absolutni żadnych problemów, a jakkolwiek by to dziwnie nie zabrzmiało, wśród tegorocznych topowych smartfonów to niestety rzadkość. Zobaczymy, jak będzie dalej.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu