19

Minęło ponad 100 lat, a my wciąż chcemy szybszych koni

Ponad 100 lat temu Henry Ford powiedział: "Gdybym na początku swojej kariery jako przedsiębiorcy zapytał klientów, czego chcą, wszyscy byliby zgodni: chcemy szybszych koni. Więc ich nie pytałem." To straszne, że to powiedzenie pozostaje aktualne do dziś.

Nieukrywaną przyjemnością wynikającą z pracy w Antywebie i tworzenia dla was treści jest możliwość wchodzenia w dyskusję w komentarzach, czytanie ich, analizowania, zgadzanie się bądź nie z odmiennym od mojego punktem widzenia. Bo nikt nie jest alfą i omegą i tworząc tekst często jakiś wątek nie zostanie rozwinięty, jakieś założenie zostanie zgeneralizowane czy też jakaś argumentacja zostanie przestawiona w postaci skrótu myślowego, nie zawsze do końca trafnego. Ale od tego właśnie są komentarze – by dyskutować, rozszerzać treść tekstu, wzbogacać go o dodatkowe punkty widzenia. Oczywiście, jak wszystkie opinie, także komentarze można podzielić na grupy. Trafiają się miłe, ale są i hejterskie. Merytoryczne, ale i takie, które kompletnie zbaczają z tematu. Jednak tym, co chcę dziś poruszyć, jest to, co nieco nieustannie zaskakuje mnie od momentu, w którym mój pierwszy tekst ukazał się na portalu.

Zdajemy się nie zauważać natury postępu, przerabiając tę samą lekcję wciąż i wciąż

Tak już mam, że zastanawiam się „a co by było, gdyby”. Rzadko kiedy myślę o technologii, którą mam w dłoniach, jako o skończonym, nie dającym się już dalej rozwinąć pomyśle. Gdybym miał określić, co sądzę np. o tym, czym są dzisiejsze smartfony, powiedziałbym , że ich obecne stadium rozwoju to okres przejściowy pomiędzy… cóż… kolejnymi okresami przejściowymi. Tak jest ze wszystkim – komputerami, samochodami, oprogramowaniem. Nawet, jeżeli tu i teraz odczuwamy, że mamy do czynienia ze stagnacją („bo tegoroczne smartfony wyglądają jak te z zeszłego roku”), to każda kolejna wersja zawsze przynosi usprawnienia. Linia postępu idzie więc nieubłaganie w jedną stronę i często nie zauważamy, w jaki sposób te małe zmiany wpływają na nasze życie. Tak się bowiem składa, że gdy technologia się rozwija, to pociąga za sobą także inne gałęzie  – gospodarkę, politykę czy prawo.

Gdyby w 2005 r. ktoś powiedział, że za chwile gry będą ważyły 100 GB, wszyscy popukaliby się w czoło. „Przecież to zajmie tyle płyt DVD, że chyba żartujesz!”. Gdyby wtedy ktoś dopowiedział, że nie będziemy gier kupować na DVD czy Blu-Ray, tylko ściągać wszystko z sieci, to już w ogóle by go wyśmiano. Bo kto ma tak szybki internet, żeby pobrać 100 GB? No czyste szaleństwo. A jednak – jesteśmy tu gdzie jesteśmy i gdy takie jak ARK Survival Evolved czy najnowsze Call of Duty istnieją razem z nami i cieszą się dużą popularnością. Tak samo jak streaming czy fakt, że cały system operacyjny również jest tylko w dystrybucji cyfrowej. Po prostu popyt na takie usługi pociągnął za sobą rozwój infrastruktury i obniżył ceny szybkiego internetu. I tak jest z każdym rodzajem postępu – niezależnie czy mówimy o samochodach elektrycznych czy słuchawkach bezprzewodowych. Nawet, jeżeli w momencie swojego debiutu wydają się nie przystawać do rozwiązań oferowanych przez rzeczywistość, to historia uczy jasno, że jeżeli klienci czegoś chcą, to wszystkie niezbędne komponenty do tego, by dane rozwiązanie działało dobrze pojawią się wcześniej czy później.

A jednak – zamiast samochodu wciąż chcemy szybszych koni

Pisząc teksty dotyczące moich pomysłów na bliższą bądź dalszą przyszłość technologii, często odbijam się w komentarzach od tej samej ściany zrobionej z najwyższej klasy betonu. „Rozwiązanie XXX nie ma sensu, bo dziś nie ma tego czy tamtego”. Windows 10 w chmurze nie zadziała, bo nie ma dziś wystarczająco szybkiego internetu, nie pozbędziemy się biletomatów bo dzisiejsze aplikacje do kupowania biletów on-line często są beznadziejne, autonomiczne samochody nie powinny istnieć, ponieważ dziś nie ma rozwiązań prawnych porządkujących to, kto jest winny wypadku. A przecież jeżeli mówimy o przyszłości, to warto wykonać chociaż odrobinę wysiłku umysłowego i spróbować wyobrazić sobie przyszłość, w której dobre strony opisywanych rozwiązań sprawiły, że ludzie zaczęli domagać się, by usunięto im z drogi wspomniane przeszkody. Jeżeli chodzi chmurowy Windows 10, argument związany z internetem w dobie 5G bardzo, bardzo szybko się zdezaktualizuje. Bilety tylko on-line? Ba, ja jestem w stanie wyobrazić sobie świat bez gotówki, więc bilety nie powinny być aż takim problemem. Samochody autonomiczne? Wprowadzenie odpowiednich przepisów to tylko kwestia czasu.

A jednak, pomimo tego, że jesteśmy na portalu o NOWYCH technologiach, wciąż widzę, że duża część z Was ocenia wizję przyszłości tylko i wyłącznie przez pryzmat obecnie istniejących rozwiązań. Tak, jakby były one definitywne i nikt już więcej w ich kwestii nie miał zrobić ani kroku dalej. Nie mówię, że od dziś każdy ma się zgadzać z moją wizją przyszłości jako jedyną słuszną – nie o to mi chodzi. To, do czego chciałbym zachęcić każdego to zastanowienie się, czy nie jesteśmy tymi konsumentami, których Henry Ford nie chciał pytać o zdanie, bo ci nie wyobrażali sobie, jak wóz może się poruszać bez konia. Od tamtego czasu minęło ponad 100 lat, technologia wielokrotnie udowadniała, że to, co jednego dnia jest niemożliwe, za tydzień staje się rzeczywistością. Komputery w domu też przecież miały być mrzonką chorych wizjonerów, bo przecież co można na nich robić? Smartfony natomiast miały być tylko dla biznesu. Przykładów można mnożyć

I tak – rozwój technologii zawsze trzeba kwestionować, zadając trudne i niewygodne pytania, aby ten nie poszedł w kierunku szkodliwym dla ludzi. Jednak, żeby to zrobić warto zadbać, by były to pytania odpowiednie, uwzględniające to, że mówiąc o przyszłościowym rozwiązaniu mówimy o rzeczywistości, która może być delikatnie, bądź bardzo różna od tej, którą znamy obecnie.

Bo przyrównując je do tego co jest tu i teraz pokazujemy tylko, że z tych 100 lat nie wyciągnęliśmy żadnych wniosków.