Mobile

Nadchodzą chińskie "rakiety". Realne zagrożenie dla Samsunga?

MS
Maciej Sikorski
20

Firmy Huawei, Lenovo oraz ZTE łączy sporo: to chińscy gracze działający w branży IT, posiadający ugruntowaną pozycję na rodzimym rynku i spore ambicje w zakresie globalnego rozwoju. Segment sprzętu ultramobilnego skupiającego smartfony i tablety nie jest dzisiaj podstawą ich biznesu, ale producenci...

Firmy Huawei, Lenovo oraz ZTE łączy sporo: to chińscy gracze działający w branży IT, posiadający ugruntowaną pozycję na rodzimym rynku i spore ambicje w zakresie globalnego rozwoju. Segment sprzętu ultramobilnego skupiającego smartfony i tablety nie jest dzisiaj podstawą ich biznesu, ale producenci robią wiele, by to się zmieniło. I nic nie wskazuje na to, by niedługo mieli odpuścić.

Jakiś czas temu pisałem o korporacji Lenovo, która jest dzisiaj liderem rynku PC i zarabia na nim pokaźne sumy, a mimo to, w znacznej mierze skupia swą uwagę na sektorze mobilnym. Znamienne jest to, że producent czerpiący zyski przede wszystkim ze sprzedaży komputerów, coraz częściej mówi o erze post PC (w ich wydaniu to PC Plus). Czy to powinno dziwić? Tylko wtedy, gdy uznamy, że producent nie powinien się rozwijać i skupić na utrzymaniu tego, co już osiągnął. Jeśli jednak firma chce rosnąć w siłę, to musi poszerzać swoje udziały w segmentach smartfonów i tabletów – rynek PC nie będzie już dynamicznie rósł (czekają go dalsze spadki) i można tam coś ugrać wyłącznie przez wyrugowanie konkurencji (co zapewne uda się Lenovo).

Chińska korporacja postanowiła powalczyć o udziały w smartfonowym biznesie m.in. za pomocą legendarnej amerykańskiej marki – kilka miesięcy temu dowiedzieliśmy się o ich transakcji z Google. Stało się wówczas jasne, że Chińczycy chcą wejść do Europy i USA tylnymi drzwiami. Czy to jednak oznacza, że firma porzuci własny brand? Nie, jego prestiż nadal będzie budowany, ponieważ zwiększa to szanse na ostateczny sukces. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że zarówno Lenovo, jak i Huawei oraz ZTE poświęcają coraz więcej uwagi swoim topowym smartfonom, które mają stanowić ich wizytówkę i lokomotywę ciągnącą resztę składu, czyli inne smartfony z oferty.

Usilne dążenie do zaistnienia na rynku z topowym smartfonem może się wydawać wielu osobom błędną taktyką: po co walczyć o szczyt, skoro jest już zajęty i wiadomo, że nie będzie dynamicznie rósł? W takim przypadku rozsądniejsze wydaje się skupienie się na średniej i niższej półce cenowej, na rynkach wschodzących, bo to tam dzisiaj najszybciej rośnie popyt na smartfony. Sporo w tym racji, ale... No właśnie: jest jakieś "ale". Aby zarabiać duże pieniądze na sprzedaży tańszych smartfonów, należy je sprzedawać w olbrzymich nakładach. W przypadku tego sprzętu marża jest niska, więc zwrot kosztów poniesionych na projekt, produkcję czy marketing nastąpi, gdy na rynek trafi naprawdę pokaźna liczba tanich słuchawek.

Wspomniani chińscy gracze sprzedają na rodzimym rynku wiele tanich urządzeń, ale kokosów na tym nie zarabiają. Te pojawią się wtedy (przynajmniej mogą się pojawić), gdy producent zaistnieje na rynku globalnym i tam sprzeda olbrzymia liczbę słuchawek. Najlepszym przykładem jest tu Samsung – sprzedają na całym świecie setki milionów smartfonów w ciągu roku i zarabiają na tym miliardy dolarów. Co złożyło się na ich sukces? Trudno odpowiedzieć na to pytanie w jednym zdaniu, akapicie czy nawet artykule, ale nie ulega wątpliwości, że sporą rolę odegrała linia topowych smartfonów: Galaxy S. To one zbudowały markę Samsunga w tym biznesie i ułatwiły firmie wysoką sprzedaż produktów z niższych półek cenowych. Wypada w tym miejscu wspomnieć, że na chińskim rynku smartfonów liderem nie jest lokalny producent, lecz właśnie Samsung – rozpoznawalność marki zrobiła swoje nawet w napchanym lokalnymi firmami Państwie Środka.

Producenci chcą zatem wybić się z topowym produktem, by napędzał on sprzedaż innych urządzeń. Nie można przy tym zapominać, że dobra sprzedaż flagowca sama w sobie też jest celem wartym zachodu – przecież to na topowych produktach zarabia się najwięcej. Apple zarabia krocie na sprzedaży iPhone’a nie tylko dlatego, że dostarcza go na rynek w dziesiątkach milionach sztuk, ale też dlatego, że może się pochwalić wysoką marżą i każda sprzedana słuchawka to niezły grosz trafiający do kasy firmy. W tym przypadku gra nie toczy się o dolara zarobionego na jednym smartfonie, lecz o dziesiątki, a może nawet setki dolarów.

Nie dziwi zatem, że chińscy producenci chcą się przebić na rynku z modelami z górnej półki. Póki co próby te nie przyniosły spodziewanych efektów, ale trzeba też zaznaczyć, iż przywołane firmy nie dostarczyły na rynek produktów, które mogłyby zmieść konkurencję lub przynajmniej z nią współzawodniczyć. Zdarzały się wpadki, popełniano kardynalne błędy, padało sporo deklaracji, ale ostatecznie niewiele z tego wynikało. Zakładam, że te kilka lat zbierania doświadczenia w końcu zaprocentuje i Chińczycy mocniej zaakcentują nie tylko swoje aspiracje, ale też możliwości.

Niedawno Jan pisał o smartfonie Lenovo Vibe Z2 Pro, który ma się stać rzeczoną wizytówką chińskiego producenta. Model Vibe Z był ciekawą propozycją, ale niepozbawioną wad. Zresztą, to sprzęt przecierający szlak – porzekadło głosi, że nie od razu Kraków zbudowano i warto o tym pamiętać. Możliwe, że dopiero przy trzeciej albo czwartej odsłonie tego projektu uda się osiągnąć biznesowy sukces. Podobnie sprawy wyglądają w przypadku firm ZTE i Huawei – obie szykują topowy sprzęt, który poznamy już niedługo, ale przebić się z nim do świadomości globalnego, masowego klienta będzie bardzo trudno.

Korporacja Huawei zaplanowała na 24 czerwca premierę smartfonu Honor 6. Jakiś czas temu pisałem o przeciętnych słuchawkach Honor oznaczonych numerem 3. Czy między tymi propozycjami znajdują się numery 4 i 5? Otóż nie – Chińczycy postanowili przeskoczyć te dwie cyfry i skupić się na szóstce (grafika tytułowa). Powód? Po pierwsze, ma to związek z pozycjonowaniem produktu we własnej ofercie – nadchodzi model topowy, znacznie bardziej rozwinięty niż Honor 3, więc trzeba go jakoś wyróżnić. Po drugie, i to wydaje się szczególnie interesujące, może chodzić o lokowanie sprzętu na tle konkurencji – szóstka jest w tym przypadku nawiązaniem do iPhone’a 6 oraz Galaxy S6. Huawei chce jasno pokazać, z kim zamierza walczyć o klienta i dla jakich produktów alternatywę stanowi ich propozycja.

Na temat przywołanego modelu pisał już wczoraj Tomasz, ponieważ sprzęt doczeka się nowego, ośmiordzeniowego układu Kirin 920 (do niedawna smartfon funkcjonował pod nazwą Mulan, więc część z Was mogła już o nim słyszeć). Produkt posiada 5-calwoy wyświetlacz o rozdzielczości 1920x1080 pikseli, 3 GB pamięci operacyjnej oraz 16 GB pamięci wbudowanej. Do tego rozwinięty aparat oraz Android 4.4 KitKat, a wszystko podobno w dość atrakcyjnej cenie poniżej 500 dolarów. Jest zatem topowa propozycja, ale nie za takie pieniądze, jakich domagaliby się Apple i Samsung.

Z jednej strony, wydaje się to logiczne: jeśli Huawei chce się przebić na rynku, to nie może szarżować z ceną, zresztą, nie wiadomo, czy ich produkt będzie wart tych niespełna 500 dolarów. Z drugiej strony, nie można wykluczać, że w przypadku sukcesu komercyjnego tego sprzętu, jego następcy będą już wyceniani wyżej. Chińczycy chcą, by ich marki zyskały na prestiżu i jeśli do tego dojdzie, to pewnie odpowiednio ów prestiż wycenią. Na razie nie mają do tego podstaw, ale to może się przecież zmienić. Zobaczymy, co z tego będzie – Huawei już niejednokrotnie zarzucało linę, by wspiąć się na szczyt (smartfony z linii Ascend) i póki co niewiele z tego wynikało.

Oprócz modelu Honor 6 powinniśmy niedługo poznać smartfon Nubia Z7 – tym razem mowa o produkcie z logo ZTE. To słuchawka z 5-calowym wyświetlaczem o rozdzielczości 1920x1080 pikseli, czterordzeniowym procesorem Snapdragon 805, 3 GB pamięci operacyjnej oraz aparatem 16 Mpix. Cena? Prawdopodobnie będzie podobna do tej, jaką Huawei zaproponuje za Honor 6. Mechanizm jest zatem podobny.

Warto dodać, że ZTE zamierza nie tylko wprowadzić do sprzedaży nowy produkt z topowymi podzespołami i w atrakcyjnej cenie, ale też podnieść wydatki na marketing. Pojawia się zatem kolejny element, który umożliwił Samsungowi wdrapanie się na branżowy szczyt i trwanie tam do dnia dzisiejszego. Huawei i Lenovo zapewne postąpią podobnie – inaczej walka o dobre wyniki może już na wstępie okazać się wysiłkiem pozbawionym sensu. Jeśli jednak chińscy producenci w końcu wcielą swoje zapowiedzi w życie i nie popełnią przy tym kardynalnych błędów, to niedługo przybędzie nam ciekawych smartfonów z górnej półki oraz firm stanowiących realne zagrożenie dla Samsunga. Do detronizacji lidera szybko jednak nie dojdzie...

Źródła informacji oraz grafik: news.mydrivers.com, hi-tech.mail.ru, globalnerdy.com

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu