Felietony

LG i szalone decyzje. Kto je podejmuje i czemu są tak złe?

AL
Albert Lewandowski
31

LG to idealny przykład na to, że nawet duża korporacja może mieć w swoich obszarach dział, w którym większość decyzji opiera się chyba na rzucie kostką i wiarą w ślepy los. Inaczej nie jestem w stanie odnieść się do tego, co teraz robi LG w segmencie mobilnym.

Więcej, więcej, więcej

Samsung doskonale nauczył się tego, że wcale nie liczy się sama liczba oferowanych urządzeń, ponieważ w pewnym momencie wprowadza to tak duży chaos w ofercie, że już nikt nie będzie w stanie go pojąć, a sami klienci mogą tym się tylko zniechęcić. Finalnie udało się Koreańczykom ograniczyć swoje portfolio. Na podobnym etapie jest teraz Huawei, choć u nich i tak panuje lepszy porządek. Natomiast LG podchodzi do tematu jeszcze inaczej. Mianowicie tworzą jeden model w różnych wariantach na różne rynki i o ile w niektórych przypadkach dałoby się to sensownie uzasadnić, o tyle u nich nie da się znaleźć takich sytuacji. Najczęściej to kwestia nadmiernego cięcia kosztów.

Szczególnie ciekawie prezentuje się to w przypadku najnowszego LG G8 ThinQ. Mianowicie nie wszystkie państwa otrzymają do sklepu telefon z potrójnym modułem aparatu i w sumie trudno to jakkolwiek uzasadnić, bo brzmi to absurdalnie. Kto na tym zyska? Przypomina to LG G6. Ten model występował w odmianach bez i z Quad DAC, przekładającym się na słyszalną różnicę w jakości dźwięku na słuchawkach, i mógł mieć moduł do ładowania bezprzewodowego. Finalnie wszystkie połączono w wariancie Plus. Genialne.

Do tego teraz Koreańczycy chcą wprowadzić zabawny zabieg w swojej ofercie. Linia V ma oferować same sprzęty z obsługą sieci 5G, natomiast G - 4G. Nie zdziwię się jednak, jak za kilka miesięcy naszym oczom ukaże się LG G8 ThinQ 5G z potrójnym aparatem za absurdalnie wysoką cenę. To brzmi najbardziej realnie.

Odgrzewanie pomysłów

Do tego dochodzą mało ciekawe rozwiązania. W LG ktoś odkrył gesty bezdotykowe i uznał, że świetnie sprawdzą się jako realna korzyść z zastosowania kamerki ToF z przodu, ale już kiedyś sprawdzano, czy użytkownicy chcieliby tak używać telefonu i rynek jasno pokazał, że nie. Po prostu nie daje to szczególnych zalet czy też nie przyspiesza czegokolwiek. Z kolei przy V50 ThinQ postanowiono pójść za modą. O ile G8 ThinQ to takie delikatne retro z ekranem z prostokątnym wcięciem, o tyle V50 chce być cool i dlatego ktoś uznał, że musi być składanym smartfonem. Podłączane akcesorium z drugim ekranem nie wygląda szczególnie atrakcyjnie, a takie połączenie wzbudza bardziej uśmiech politowania, jeżeli miało się już do czynienia z Samsungiem Galaxy Fold czy Huaweiem Mate X.

Wisienką na torcie dla LG mogą być również aktualizacje. Niby wybudowano specjalne centrum w Korei, odpowiedzialne tylko za ten aspekt, ale na razie efektów nie widać i Koreańczycy z pozycji firmy, która w miarę dbała o aktualizację, spadła na sam dół tabeli. Nie wspominając tu o problemach z ich wyświetlaczami w, m.in. Huawei Mate 20 Pro, zbyt dużo zużywającymi prądu panelami we własnych high-endach czy awaryjnych starszych flagowcach z lat 2013-2015. LG, co się stało?

Żal wspominać o budżetowcach. Kilka lat temu najpierw seria L, a potem K były wyjątkowo ciekawe na niskiej półce, a teraz ich następcy wypadają naprawdę mało ciekawie i ratowane są tylko obniżkami cen. Dodając do tego fakt, że dział mobilny LG przynosi straty, trudno wierzyć w poprawę sytuacji, mimo że sam mam sentyment do firmy przez genialne G2, G Flex czy V10. Widać, że kiedyś był pomysł na własną osobowość, ale teraz z tego pozostała już chyba tylko chęć do pozostania na rynku za wszelką cenę przy minimalnym wysiłku.

źródło: xda-developers

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: