9

Integracja Google+ z YouTube oraz dwa nowe rozszerzenia dla Chrome

O Google+ można powiedzieć jedno – integracja postępuje, czy nam się to podoba (dokumenty, poczta), czy nie (Reader). Przyszła kolej na YouTube oraz rozszerzenia dla Chrome. Nowe propozycje nie są kontrowersyjne, u jednych się przyjmą, a inni po prostu nie będą z nich korzystać. Jeśli chodzi o rozszerzenia to umożliwiają one śledzenie powiadomień G+ oraz […]

O Google+ można powiedzieć jedno – integracja postępuje, czy nam się to podoba (dokumenty, poczta), czy nie (Reader). Przyszła kolej na YouTube oraz rozszerzenia dla Chrome. Nowe propozycje nie są kontrowersyjne, u jednych się przyjmą, a inni po prostu nie będą z nich korzystać. Jeśli chodzi o rozszerzenia to umożliwiają one śledzenie powiadomień G+ oraz plusowanie i udostępnianie, bez względu na to, czy mamy otwartą jakąś kartę zawierającą usługę Google, czy nie. Integracja z YouTube oznacza łatwy dostęp do filmów z poziomu serwisu społecznościowego oraz automatyczne generowanie playlist.

Zacznijmy od YouTube. Kiedy jesteśmy na stronie Google+, z prawej strony wyświetla się małe logo serwisu z filmami. Kiedy najedziemy na nie myszką naszym oczom ukaże się pasek wyszukiwania. Kiedy wpiszemy weń jakąś frazę, wyskoczy osobne okno, w którym zacznie się odtwarzać film najlepiej odpowiadający naszym kryteriom. Pewną nowością jest fakt, że zostanie wygenerowana automatycznie cała playlista, która odpowiada naszemu poszukiwanemu hasłu.

Jeśli wpiszemy „Cure” playlista będzie zawierać piosenki tego zespołu. Widać, YouTube pozazdrościł rozmaitym odtwarzaczom, które wykorzystują go jako bazę wszelkiej maści muzyki. Można tu chociażby wspomniec działający na podobnej zasadzie Yopler, projekt naszego redakcyjnego kolegi Gniewomira Świechowskiego.

Zwykle automatycznie generowane playlisty zadziwiająco dobrze spełniają swoje zdanie. Wystarczy wpisać nazwę zespołu, a to co będzie leciało z głośników w pełni nas usatysfakcjonuje. Było tak w przypadku wspomnianego Cure czy Warpaint. Jednak przy tak ogromnej ilości rozmaitych filmów, jakie posiada YouTube pewne wpadki są nieuniknione. Po wpisaniu Metallica, większość playlisty nie stanowiły utwory muzyczne, tylko rozmaite wydarzenia związane z zespołem, jak choćby wiadomość dotycząca odwołania koncertu. Wielokrotnie również powtarzały się najbardziej znane piosenki.

O dziwo automatycznie generowana playlista radzi sobie czasem całkiem nieźle również z hasłami nie dotyczącymi muzyki. Wpisałem w pole wyszukiwania „bike” mając na myśli jakieś wyczyny rowerowe. Jako pierwszy wyświetlił się film z rowerami DH na naszej polskiej Wierchomli. Jak widać Google naprawdę zna się na wyszukiwaniu i potrafi zrobić użytek z informacji, jakie zebrał na nasz temat ;-) Częściowo omawiałem tę kwestię w artykule: „Niebezpieczeństwa jakie niesie “personalizowanie” Internetu. O bańkach z filtrami oraz o tym, że wyszukiwarki pokazują nam to, co chcemy zobaczyć

Najważniejsze jest jednak to, że jeśli zdecydujemy się udostępnić publicznie, lub w kręgach, film który akurat najbardziej nam się spodobał, udostępnimy również całą playlistę. Każdy kto trafi na nasz wpis w strumieniu może sam zdecydować czy chce obejrzeć konkretny film, czy zapuścić całą listę. Google również umożliwi wyszukiwanie udostępnionych przez użytkowników playlist.

Na koniec tylko dodam, że choć filmy i cała lista wyświetlają się w osobnym, mniejszym oknie, które prawdopodobnie wyląduje gdzieś w tle, przysłonięte przez główne okno przeglądarki, to w każdej chwili możemy wstrzymać lub wznowić odtwarzanie z poziomu małej ikonki umieszczonej w G+.

Jedynym problemem pozostaje dziwaczne hasło mające zachęcić do korzystania z nowej funkcji. Brzmi ono; „W co chciałbyś zagrać?” Nie kojarzy się ono ani z filmami, ani z muzyką. Sugeruje raczej jakiś rodzaj gry, popularnej w portalach społecznościowej. Użytkownicy nieczytający bloga Google, mogą w pierwszej chwili nie zorientować się  do czego służy nowa funkcja.

Jeśli chodzi o rozszerzenie dla Chrome, sprawa jest prosta, jedno odpowiada za powiadomienia serwisu G+, które normalnie wyświetlają się na czerwonym tle, zaraz obok miniaturki naszego awataru, na czarnej belce. Dzięki temu, nawet jeżeli aktualnie nie mamy otwartej żadnej karty z usługą Google, otrzymamy stosowną informację, że coś się w serwisie dzieje.

Drugie rozszerzenie to po prostu przycisk +1 umieszczony na górnej belce Chrome. Dzięki niemu możemy łatwo udostępnić w swoim strumieniu dowolna stronę internetową bez konieczności kopiowania linku.

Ponieważ niemal zawsze mam otwartą kartę z jakąś usługą Google, zwykle z pocztą, albo nieszczęsnym czytnikiem, rozszerzenia nie robią na mnie większego wrażenia. Natomiast trochę mnie rozbawił tekst na blogu Google:

Of course, if you don’t use Chrome, then you can use Google Toolbar for Internet Explorer. The new version—also rolling out today—includes these same sharing and notification features.

Jeśli nie używamy przeglądarki Chrome, to oczywiście możemy skorzystać z Google Toolbar dla IE ;-) Tak jakby inne przeglądarki nie istniały. Nie mam żalu do Google, że robi rozszerzenia do własnej przeglądarki, nie ma w tym nic dziwnego. Natomiast mówienie, że jak nie Chrome, to zawsze jest jeszcze Explorer jest trochę lakonicznym podejściem do sprawy. Może Firefox traci udziały w rynku, ale np. w Polsce wciąż jest najpopularniejszą przeglądarką WWW.