44

Niebezpieczeństwa jakie niesie „personalizowanie” Internetu. O bańkach z filtrami oraz o tym, że wyszukiwarki pokazują nam to, co chcemy zobaczyć

Jeden z czytelników, Pan Marek Latuszek, podesłał do redakcji Antyweb ciekawy film dostępny na TED pod tym adresem, z prośbą o poruszenie ważnego tematu. Problem faktycznie nie jest błahy i dotyczy wszystkich internautów. Wszyscy bowiem traktujemy Internet jako niezależne źródło informacji. Spodziewamy się, że wszyscy mamy takie same prawa i otrzymujemy takie same wyniki wyszukiwania. Ale czy […]

Jeden z czytelników, Pan Marek Latuszek, podesłał do redakcji Antyweb ciekawy film dostępny na TED pod tym adresem, z prośbą o poruszenie ważnego tematu. Problem faktycznie nie jest błahy i dotyczy wszystkich internautów. Wszyscy bowiem traktujemy Internet jako niezależne źródło informacji. Spodziewamy się, że wszyscy mamy takie same prawa i otrzymujemy takie same wyniki wyszukiwania. Ale czy faktycznie? Okazuje się, że nie. Na co dzień nie zwracamy na to uwagi, bo samemu ciężko to po prostu sprawdzić.

Wszystkiemu winna jest personalizacja sieci. Kontekstowe reklamy są skuteczniejsze i mniej denerwują. Jeśli szukamy noclegu w Ustce, Google będzie nam reklamował takie właśnie noclegi, ewentualnie inne noclegi nad morzem, a nie noclegi w Zakopanem, czy krem przeciwgrzybiczny do stóp. Problem polega na tym, że nie mamy kontroli nad tym dopasowywaniem sieci pod nasze rzekome potrzeby. Wszystko dzieje się poza naszą wiedzą i kontrolą, a personalizacja posunięta jest dalej, niż moglibyśmy przypuszczać. Nie mamy pewności, czy informacje wyświetlają się, ponieważ są najbliżej naszego zapytania do wyszukiwarki, czy są wynikiem zaawansowanego algorytmu dopasowującego treści do naszych upodobań obserwowanych od lat. Już dziś można śmiało powiedzieć, że zdecydowanie przeważa to drugie, czyli algorytm i dopasowywanie treści do odbiorcy.

W wspomnianym na początku przemówieniu umieszczonym na TED, przytoczony jest cytat Zukerberga, który uwidoczniony jest na powyższym zrzucie ekranu. Jest to relatywizm nie do uniknięcia na co dzień, nikt nie jest w stanie zamartwiać się problemami całego świata, jesteśmy zainteresowani głównie sobą i swoim otoczeniem. Jest to też dobry sposób na biznes, dostarczyć ludziom takich informacji, które ich najbardziej interesują, bo są im bliskie. Problem zaczyna się wówczas, kiedy teoretycznie obiektywne media, takie jak wyszukiwarka Google, podają nam tylko i wyłącznie spersonalizowane wyniki. Taki eksperyment został wykonany przez autora przemówienia, który polecił swoim znajomym wyszukać tą samą frazę w Google i przesłać mu zrzuty ekranu z pierwszej wyświetlonej strony. Okazały się one dramatycznie różne.

Wylogowanie się z usług Google, jak się okazuje, nie załatwia sprawy. Google bierze pod uwagę ponad 50 różnych czynników, takich jak lokalizacja bazująca na adresie IP, przeglądarka oraz system jakiego używamy, język itd. W efekcie nie ma czegoś, co można nazwać obiektywnym wynikiem wyszukania danej frazy, każdy dostaje spreparowane specjalnie pod siebie informacje. Dochodzi do tego, że jedna osoba wyszukująca „Egipt” dostaje informacje o panującym tam kryzysie, a druga jedynie opisy wakacyjnych kurortów, tak jakby zupełnie nic się w Egipcie nie działo.

Sytuacja przypomina cenzurę w mediach, tylko tym razem cenzorem jest automatyczny algorytm, który ma na względzie jedynie maksymalną efektywność w generowaniu zysków, która nie ma nic wspólnego z obiektywną informacją. Jeśli firmy potrafią upadać, ponieważ spadły z trzeciej pozycji w wyszukiwarce, na ósmą, lub gorzej, na drugą stronę wyników, nie trudno sobie wyobrazić jak ogromny wpływ mają wspomniane algorytmy jeśli chodzi o kształtowanie obrazu sytuacji na świecie. Jasne jest, że jak ktoś szuka informacji o kryzysie w Egipcie, to ją znajdzie. Pytanie czemu jedna osoba szukająca po prostu informacji o danym kraju dowie się o sytuacji politycznej Państwa, a druga nie? Czy to jest etyczne podejście do dostarczania informacji?

Być może niektóre portale mogą opierać się na tak dalece posuniętej personalizacji, ale z pewnością nie powinny tego robić serwisy mające dostarczać informacji milionom internautów. Nie bez wyraźnej informacji na ten temat, bez możliwości wyboru, czy decydujemy się na dostosowywanie wyników do naszego profilu, czy nie. Okazuje się, że bardzo wiele portali tak postępuje. Facebook wyświetla na naszej ścianie tylko te informacje od znajomych, które pasują do tego czym się interesujemy, bazując na tym jaki linki otwieramy, a resztę, nie pytając nas o to, ukrywa przed naszym wzrokiem. Dotyczy to również serwisów informacyjnych, jak Yahoo News, Huffington Post i wielu innych.

Na koniec dochodzi problem dojrzewania i zmieniających się poglądów. Algorytmy obserwują nas od dawna, notują każdą głupotę jakiej szukamy w internecie i wyciągają wnioski. Zmieniamy się przez całe życie, natomiast wciąż dostajemy informacje bazującą na przeszłości w internecie, kiedy interesowały nas inne rzeczy.

Warto o tym wszystkim pamiętać i nie dać się omamić, że wszyscy widzimy internet w ten sam sposób. Zachęcam do obejrzenia przemówienia na TED w całości. Trwa niecałe 10 minut.