Mobile

Facebook nie mógł lepiej wydać pieniędzy inwestorów

KK
Karol Kopańko
10

Nie wyszło ze Snapchatem, ale udało się z WhatsApp. Tym zakupem Mark Zuckerberg dywersyfikuje swoje portfolio, realizując cel połączenia swoją siecią wszystkich ludzi i chcąc trafić do każdej grupy społecznej. Właściciel Facebooka utracił jednak swoje wizjonerskie spojrzenie z połowy ubiegłej dekady...

Nie wyszło ze Snapchatem, ale udało się z WhatsApp. Tym zakupem Mark Zuckerberg dywersyfikuje swoje portfolio, realizując cel połączenia swoją siecią wszystkich ludzi i chcąc trafić do każdej grupy społecznej. Właściciel Facebooka utracił jednak swoje wizjonerskie spojrzenie z połowy ubiegłej dekady. Teraz działa się już bardziej zachowawczo i siłą rozpędu Facebooka stara się pozbyć konkurentów. Następny może być WeChat.

19 miliardów dolarów to z pewnością ogromna kwota jak za prosta aplikację służącą tylko komunikowania się. Ale to właśnie prostota w obecnym skomplikowanym i przeładowanym informacjami świecie jest kluczem do sukcesu. Spójrzmy tylko na niebywały sukces ostatnich dni – prymitywną zręcznościówkę Flappy Bird.

$4 mld w gotówce, $12 mld w akcjach i kolejne 3 w akcjach o ograniczonej zbywalności dla pracowników WhatsApp jeśli najbliższe 4 lata utwierdzą Marka w przekonaniu, że dobrze wydał sumę równą dziesiątej części kapitalizacji giełdowej Facebooka – to cena jaką należy zapłacić za bazę 450 mln telefonów. W przeliczeniu na jeden numer daje to od 30 do 40 dolarów (w zależności czy bierzemy wszystkich użytkowników, czy tylko aktywnych i czy doliczamy dodatkowe $3 mld).

Jest to kwota porównywalna do tej jaką Facebook zapłacił za jednego użytkownika Instagrama, kiedy przejmował serwis za $1 mld. Wtedy ta aplikacja była zainstalowana na ok. 30 milionach telefonów, więc przeciętnie wypadało $33 za konto. Skala przejęcia jest więc zupełnie inna, także dlatego, że prawdziwym sukcesem Facebooka może być dopiero połączenie numerów telefonów z kontami swoich użytkowników.

Wg zapewnień twórców WhatsApp, Amerykanina Briana Actona oraz Ukraińca Jana Kouma ich aplikacja będzie niejako niezależnym bytem wewnątrz Facebooka i przynajmniej w niedługim czasie nie będą jej czekały duże zmiany. Oznacza to, że cały czas, po roku użytkowania jeśli przekonamy się do ich usług, to będziemy musieli wykupić roczny abonament za $1. Wydaje mi się, że właśnie ten moment, kiedy większości nowych użytkowników skończy okres próbny będzie kluczowym czasem dla WhatsApp, a także sprawdzianem odmiennego modelu biznesowego dla Marka Zuckerberga.

Zakup ten wydaje się także przemślaną inwestycją w przyszłość. W końcu nastaną bowiem takie czasy, kiedy każdy z nas niezależnie od położenia będzie miał dostęp do Internetu. Oznaczało to będzie koniec smsów, ale także rozmów telefonicznych. A już teraz użytkownicy WhatsApp wysyłają do siebie 200 milionów wiadomości głosowych.

Przejęcie to pokazuje także, że Mark Zuckerberg nieco boi się innowacji w swoim głównym produkcie. Po wejściu na giełdę inwestorzy skwapliwie patrzą mu na ręce, a on sam boi się ryzyka we wprowadzaniu wielkich zmian. Sparzył się już raz przy okazji Home, a teraz woli raczej przenosić uwagę na satelitarne aplikacje takie jak Paper.

Interesująco zapowiada się także konkurencja ze strony chińskiego WeChat. Baza użytkowników Tencenta, który jest właścicielem tego komunikatora także już przekroczył już miliard użytkowników. Jednak o ile WhatsApp skupiał się na utrzymaniu prostoty, to Chińczycy dodają do swojej usługi także gry i mobilne płatności, nie stroniąc przy okazji od bombardowania użytkowników reklamami:

Na koniec zerknijcie jeszcze na twitt założyciela WhatsApp, który kiedyś starał się o pracę w Twitterze i Facebooku:

 

 Źródła grafik: 1, 2, 3

Foto

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu