36

Facebook nie sprzedał się Yahoo, a teraz nie kupił Snapchat. Historia zatoczy koło?

Kiedyś, w zamierzchłych czasach Internetu łupanego, kiedy jeszcze w kraju nad Wisłą pisaliśmy do siebie na GG, za oceanem raczkował Facebook z kilkoma milionami użytkowników. Yahoo dostrzegło w serwisie potencjał, ale Zuckerberg nie chciał nikomu oddawać nad nim kontroli. Teraz to Mark rządzi w sieci, ale konkurenci zaczynają powoli podgryzać mu kostki, a na dodatek […]

Kiedyś, w zamierzchłych czasach Internetu łupanego, kiedy jeszcze w kraju nad Wisłą pisaliśmy do siebie na GG, za oceanem raczkował Facebook z kilkoma milionami użytkowników. Yahoo dostrzegło w serwisie potencjał, ale Zuckerberg nie chciał nikomu oddawać nad nim kontroli. Teraz to Mark rządzi w sieci, ale konkurenci zaczynają powoli podgryzać mu kostki, a na dodatek jego wzorem gardzą miliardowymi propozycjami.

Jak informuje WSJ Snapchat (o którym pisał już dawno Jan) odrzucił propozycję kupna przez Facebooka opiewającą na $3 mld. Portal, który obecnie ma chyba największe w całej sieci problemy z monetyzacją swojego ruchu uważa, że w przyszłości będzie wart jeszcze więcej, a być może zrzuci z tronu panującego nam miłosiernie Zuckerberga.

Szczerze mówiąc to wcale się mu nie dziwię – wystarczy garść statystyk, które nie pozwolą nam na postawienie (jakże klikalnej) tezy, że Facebook umiera, ale powoli traci swoje wpływy. Tren ten jest zwłaszcza widoczny wśród młodych adeptów sieci – pokolenia Y i jego przełomu z generacją Z. Jakby ich nie nazywać, ludziom tym coraz mniej odpowiada filozofia fejsa.

Business Insider wskazuje, że w USA najwięcej nastolatków jako najważniejszy serwis społecznościowy wskazuje Twittera (26 %). A dopiero na drugim miejscu znalazł się ex eaquo z Instagramem, właśnie Facebook (po 23 %).

Mimo, że jego dochody rosną współmiernie do liczby użytkowników (już 1,2 mld), to są to przeważnie ludzie, którzy już na dobre wsiąkli przed kilkoma laty w social media. Natomiast nowe, wschodzące pokolenie, urodzone na przełomie mileniów, woli szukać dla siebie jakiejś alternatywy. Bardziej kameralnego, choć niekoniecznie spokojniejszego miejsca do wymiany emocji z grupą znajomych.

Mimo, że od kilku lat lansuje się tezę o upadku wśród społeczeństw internetowych potrzeby prywatności, to właśnie jej namiastka jest siłą Snapchata, gdzie zdjęcie domyślnie może być wyświetlane tylko przez kilka sekund. Wydaje mi się także, że ten serwis znacznie lepiej odpowiada potrzebom użytkowników (abstrahując od sextingu…) zmęczonych nawałem przytłaczającej treści.

Patrzymy przez kilka sekund… znikło… przychodzi następne… kilka sekund… Można kompletnie wyłączyć myślenie i selekcję informacji, bo w końcu nawet na śmieciowe treści tracimy tylko kilka sekund…

Zanik wartości samodzielnego, krytycznego myślenia jest jednak znakiem naszych czasów. Ale na pewno nie można go odmówić twórcy Snapchata, który zapewne szczerze wierzy, że za kilka lat to Facebook znajdzie się na miejscu Yahoo, a on na tronie, gdzie obecnie miejsce grzeje Zuckerberg.

Foto