Felietony

Canon RP: system dla bogatych albo lubiących przejściówki. Żegnam, będę tęsknił

Kamil Świtalski
46

Bez przejściówki - ekstra, ale drogo. Z przejściówką taniej, ale... mniej wygodnie. Canon jasno dał do zrozumienia, że chce monopolu na obiektywy do swojego systemu RF. Dlatego z bólem serca się z ich systemem pożegnałem.

Na łamach AntyWeb wielokrotnie wspominałem już o moich amatorskich perypetiach fotograficznych. Najpierw przy okazji wrażeń z użytkowania Viltrox 85 mm. Kilka dni temu podzieliłem się też swoimi rozterkami przy okazji informowaniu, że obiektywy producenta znikają z oferty RF i tracę nadzieję na jakiekolwiek tanie alternatywy dla nowego systemu Canon. Planując kilkudniowy wyjazd, od polskiego oddziału Canon wypożyczyłem dwa obiektywy - nowiutki, pachnący świeżością, 24-70 f/2.8 RF oraz nieco starszy — drugiej generacji 70-200 f/2.8. I z obu korzystało mi się przemiło, ale były to już moje ostatnie chwile z własnym aparatem Canon.

Pożegnałem aparat z rozmachem, korzystając z dwóch fantastycznych obiektywów

70-200 z założenia nie jest dobrym reprezentantem w kwestiach ergonomii. To po prostu wielki, ciężki, obiektyw. Dołączony do niewielkich rozmiarów aparaciku - robi jeszcze większe wrażenie. A kiedy trzeba go przepuścić przez adapter, całość robi się jeszcze bardziej kuriozalna. Zobaczcie sami.

No ale wiedziały gały co brały - jako że chciałbym takie szkło kiedyś mieć we własnej kolekcji, z przyjemnością wybrałem się z nim na spacer i... nie ukrywam, byłem bardzo pozytywnie zaskoczony tym jak działa. Szybko, sprawnie, celnie, bezproblemowo — oczywiście na ile pozwala mu też puszka, która nie jest profesjonalnym sprzętem z najwyższej półki — i nie była nim też w czasie swojej premiery. To kolejny ze stary obiektywów z jakiego korzystałem przez adapter (wcześniej była jeszcze m.in. Sigma 105mm, najtańsza, klasyczna, pięćdziesiątka i kilka innych rozmaitości) — i jak cała reszta, problemów technicznie rzecz biorąc nie było żadnych. No, poza tym, który miałem z samym faktem dodatkowego przedmiotu który niezbędny jest do działania obiektywu, kilkuset gramów więcej w całej konstrukcji — no i wydłużenia aparatu o kolejne centymetry. Wiedziałem już, że inwestując w kolejne obiektywy, najzwyczajniej w świecie zostają mi RF — bo nie chcę półśrodków, a sam tak właśnie traktowałem przejściówkę. Oto kilka przykładowych kadrów ustrzelonych podczas wspomnianego spaceru.

No bo właśnie, 24-70 f/2.8 RF to szkło, które kupiło mnie od wejścia. Jakością obrazka, uniwersalnością, właściwie... wszystkim czym tylko się dało (w portfolio Canona bardziej to już urzekło mnie tylko RF 28-70mm f/2L, pomijając jego wagę ;). Nie bez powodu to właśnie te obiektywy są podawane jako najbardziej uniwersalne i są jednymi z niewielu, których fotografowie zawsze potrzebują. Taki trochę szwajcarski scyzoryk. Minus? Jest jeden - cena. W oficjalnym sklepie Canona kosztuje 11 289,99 zł. A tańszych alternatyw (z AF i bez adapterów) brak. I tak jak ostatnio wspominałem - uważam, że jeżeli dla kogoś to narzędzie pracy, to cena jest jak najbardziej w porządku (zresztą u konkurencji FE 24-70mm F2.8 gm II jest ponad 100 zł droższy, to taki rodzaj produktów). Z perspektywy hobbysty-amatora jest ona dla mnie dość wysoka, a brak tańszych alternatyw (przez które trzeba godzić się na rozmaite kompromisy, wiadomo) — nie do zaakceptowania.

Ostatnie dni z Canonem i tymi dwoma szkłami utwierdziły mnie tylko w przekonaniu, że chciałbym wyłącznie obiektywów bez przejściówek. A te są najzwyczajniej w świecie drogie — i nic nie wskazuje na to, by w najbliższym czasie coś miało się w temacie zmienić. Dlatego przestałem się łudzić i przeskoczyłem do systemu konkurencji. W mojej opinii — na produkt znacznie mniej przyjazny użytkownikowi, ale dzięki kilkuset obiektywom do wyboru — bardziej łaskawy  kieszeni takich użytkowników jak ja. Sony Alfa 7 III może nie jest najnowszym sprzętem na rynku, ale technicznie rzecz biorąc jest wciąż lepszy niż EOS RP, a skompletowanie szklarni będzie po prostu tańsze. A co ciekawe - nawet 24-70 f/2.8 Sigmy jest dla niego o 100 złotych tańsze w oficjalnym sklepie producenta, niż wariant pod (stare) Canony. Za rozwiązaniami poprzednika już tęsknię, ale nie można mieć ciastka i zjeść ciastka. Nowe Canony są systemem dla bogatych, albo tych, którym adaptery nie wadzą. Czyli nie dla mnie (i nie dla mnie).

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu