0

Znak czasów – sąd ogłasza wyrok śmierci przez Zooma

Epidemia koronawirusa zmienia świat na wiele sposobów. Do sieci przenosi się biznes, oświata, w jakimś stopniu medycyna. Także instytucje państwowe zostały zmuszone do przyśpieszenia procesów cyfryzacji swoich usług. Pomimo że coraz więcej rzeczy można załatwić w ten sposób, w Polsce kojarzymy tę metodę raczej z realizowaniem zadań o niskim ciężarze gatunkowym.

Tymczasem w Azji wygląda to zdecydowanie inaczej. Wysoko rozwinięte państwa z tego rejonu jeszcze przed epidemią miały usługi tego typu na znacznie wyższym poziomie. Teraz zaczynają załatwiać w ten sposób nawet sprawy „życia i śmierci”… i to dosłownie. Singapurski Sąd Najwyższy właśnie przeprowadził cyfrowo rozprawę, która zakończyła się ogłoszeniem wyroku śmierci.

Wirtualny proces, rzeczywista kara

Singapur od pewnego czasu notuje ponowny wzrost zakażeń, w związku z czym zdecydowano się zaostrzyć środki bezpieczeństwa. Na ten okres była wyznaczona rozprawa obywatela Malezji, oskarżonego o handel heroiną, co w Singapurze, stosującym politykę zera tolerancji dla handlarzy, zagrożone jest karą śmierci. W związku z tym Sąd Najwyższy zdecydował, że dla bezpieczeństwa wszystkich uczestników procesu zostanie on przeprowadzony w formie wideokonferencji przy użyciu Zooma. Prawnicy oskarżonego nie wnieśli sprzeciwu i w efekcie w rozprawie, w której wirtualnie uczestniczyli przedstawiciele sądu, zespół obrońców oraz sam oskarżony, zapadł wyrok śmierci. 

Singapur nie boi się Zooma

Co ciekawe, będący w czołówce najbardziej zinformatyzowanych krajów świata, a jednocześnie mocno kontrolujący własne społeczeństwo Singapur, nie miał oporów przed korzystaniem z Zooma, który w krajach „zachodu” ma kiepską prasę. W części krajów został zakazany, w innych jest traktowany z nieufnością, będąc oskarżanym o słaby poziom zabezpieczeń i niejasną sytuację z wysyłaniem danych na chińskie serwery.  Można z dużą dozą prawdopodobieństwa założyć, że służby informatyczne Singapuru dokładnie sprawdzają oprogramowanie używane w instytucjach rządowych, co może świadczyć o tym, że szereg zmian, jakie wprowadził Zoom po wybuchu afery z zabezpieczeniem wideo-rozmów, załatał tę usługę. 

Sądownictwo on-line? Brzmi ciekawie

To bezprecedensowe wydarzenie wywołało u mnie pewną refleksję na temat usprawnień, jakie nowoczesne technologie mogłaby wprowadzić w Polsce. Nie chcę tu dyskutować, czy o sprawach sądowych tej wagi, tego typu droga powinna być możliwa, ale na pewno w szeregu spraw cywilnych, można uprościć wszystkim życie. Sądownictwo on-line mogłoby zlikwidować lub ograniczyć instytucję „sądu właściwego do rozpoznania sprawy”, a to z kolei mogłoby zmniejszyć obłożenie części sądów, przez przekazywanie spraw tam, gdzie są większe „moce przerobowe”.

Dziś, jeśli dwie strony z różnych rejonów kraju wejdą w spór, jedna z nich musi jeździć na rozprawy do wyznaczonego sądu właściwego. Jeśli dałoby się przygotować w budynkach urzędów kilka salek do telekonferencji, można by prowadzić rozprawy wirtualnie. Każda ze stron u Siebie, a sędzia mógłby być wyznaczony tam, gdzie najszybciej da się znaleźć wolny termin. Weryfikacją zajmowaliby się adwokaci stron i zaprzysiężeni pracownicy sądów.

Przy okazji takie coś mogłoby rozwiązać problem niesławnych rozpraw zaocznych. Jeśli chcesz się przed nimi uchronić, dołączasz zgodę na powiadomienia o wirtualnych rozprawach Ciebie dotyczących przez ePUAP, mDokumenty lub maila. Dzięki temu zobowiązujesz się do uczestnictwa w rozprawie wirtualnej i nie grozi Ci niewiedza o procesie Ciebie dotyczącym. 

Zagrożenia

Pomimo że taka wizja wydaje mi się bardzo kusząca, trzeba też wspomnieć o możliwych niebezpieczeństwach. W sprawach cięższej wagi, jak morderstwa, gwałty fizyczna obecność sędziego, obserwowanie przez niego postawy zeznających wydaje się niezbędna. Kamera pod tym względem nie jest w stanie przekazać całego obrazu. 

Na pewno taki system wymagałby dużo lepszych zabezpieczeń, niż nasze systemy mają obecnie. Na rozprawach ujawniane są dokumenty i padają wypowiedzi, które sali sądowej opuszczać nie powinny. Na pewno trzeba byłoby zbudować nowoczesną bazę cyfrowych akt, aby sądy z innej lokacji mogły szybko zapoznać się z przydzieloną sprawą.

Rozmarzyłem się, oczywiście takie rzeczy będą pewnie możliwe za jakiś czas, ale w Singapurze czy Korei Południowej. U nas takie wdrożenie skończyłoby się pewnie tak, jak moja próba wyrejestrowania samochodu w ePUAP, jeszcze większą ilością papierów i biurokracji oraz niedopełnieniem obowiązków… tylko że w sprawie większej wagi skończyłbym w areszcie, a nie z wezwaniem od straży miejskiej.