41

ePUAPka, czyli cyfryzacja po albańsku

Jak zapewne część z Was pamięta, kilka lat temu jednym z popularniejszych mailowych łańcuszków był tzw. wirus albański. Twórcy, nabijając się z zacofania tego pięknego, acz biednego kraju, rozsyłali wiadomość, w której proszono adresata, aby losowo skasował jakiś plik i rozesłał tego maila wszystkim swoim znajomym. Jak się jednak okazuje, nasze nabijanie się z małego kraju na południu Europy, to nawet dziś, w 2020 r. przyganianie przez kocioł garnkowi. Przekonałem się o tym, próbując wyrejestrować sprzedany samochód w serwisie ePUAP - obywatel.gov.pl, co zakończyło się sukcesem po.. ponad dwu latach. 

BMW, o którym mowa, zostało sprzedane w drugiej połowie 2017 r., mniej więcej w czasie, gdy wprowadzano szereg usprawnień i zmian znanych pod nazwą CEPIK 2.0. Próbowano jednocześnie zintegrować go z przeznaczonym dla obywateli i firm systemem ePUAP. Założyliśmy z tej okazji Profil Zaufany dla żony, na którą był zarejestrowany samochód, przebrnęliśmy przez zaprojektowany przez drwala i ciągle wieszający się formularz. Z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku, temat został odłożony do rodzinnych akt jako załatwiony. Tak nam się wtedy wydawało.

Straż Miejska uprzejmie pyta

Na początku tego roku żona otrzymała wezwanie od wrocławskiej Straży Miejskiej, do wskazania kto użytkował „nasz” samochód 20 lipca 2019 o godzinie 19.45. Wszystko oczywiście do zrobienia „na podstawie”, „pod rygorem” i w odpowiednim, terminie. Zalogowaliśmy się na obywatel.gov.pl, weszliśmy na usługę „Mój pojazd” i faktycznie, BMW dalej było tam wykazane jako nasza własność. Po przejrzeniu skrzynki wiadomości w serwisie oraz maili z tamtego roku okazało się, że nie ma ani UPO ani żadnego innego śladu zgłoszenia.

Nie pozostało nic innego jak odesłać skan umowy do Straży Miejskiej i powtórzyć całą procedurę wyrejestrowywania, z nadzieją na jej udane zakończenie. Zeskanowałem umowę, przebrnąłem przez niezmiennie toporny formularz, ale na żadne potwierdzenie ponownie się nie doczekałem. Ponieważ nie miałem wtedy czasu na latanie po urzędach, uznałem, że na razie tak to zostawię. Z tradycyjnej drogi zamierzałem skorzystać, jeżeli po 30 dniach, które urząd ma na rozpatrzenie, auto nie zniknie z systemu.

Ten, kto korzysta z Profilu Zaufanego wie, że panuje tam chaos, każdy element działa po swojemu, w jednej procedurze UPO się generuje, w innej nie, a powiadomienia przychodzą w sposób każący podejrzewać, że za ich rozsyłanie odpowiada maszyna losująca.

To Pani BMW i co nam Pani zrobi

Jak się zapewne domyślacie, po 30 dniach BMW cały czas dumnie widniało na koncie żony.  Od wizyty w urzędzie nie było już ucieczki. Po odczekaniu jakiejś godziny dotarłem do stanowiska A ileś-tam i złożyłem trzecie, tym razem papierowe, zgłoszenie. Zapytałem też, czy w systemie jest jakiś ślad po wcześniejszych cyfrowych wnioskach. Żeby odpowiedzieć na to pytanie urzędniczka, o dziwo, nie pochyliła się nad klawiaturą, tylko wstała i wyszła.

Wróciła po chwili, trzymając pod pachą opasłą teczkę, po której otwarciu, na samym wierzchu… znaleźliśmy wydruki obu moich zgłoszeń, zarówno tego z 2017, jak i z 2020 r. Po chwili niezręcznej ciszy zacząłem dopytywać, po co w ogóle urzędowi wydruki w cyfrowym systemie a skoro są wydruki, dlaczego auto wisi, jak wisiało. I właśnie odpowiedź na to pytanie przywołała wspomnienie z albańskimi hakerami.

Okazuje się, że gdy wyślemy zgłoszenie z obywatel.gov.pl, to nie trafi bezpośrednio do CEPIK, tylko zamelduje się wraz z załącznikiem na skrzynce Kancelarii Ogólnej lokalnego Starostwa. Następnie zgłoszenie jest:

  • drukowane
  • opieczętowane datownikiem
  • skanowane
  • przesyłane mailem do Wydziału Komunikacji i Transportu.

W wydziale komunikacji kolejny urzędnik:

  • drukuje opieczętowany skan zgłoszenia
  • przybija pieczątkę własnego wydziału, 
  • dokłada całość do teczki z historią pojazdu. 

Gdy takich teczek, wymagających zmian, trochę się zbierze, inny urzędnik zabiera ją do stanowiska i ręcznie, dokładnie w ten sam sposób jak załatwiamy to przy okienku, wprowadza zmiany w samym CEPIK-u. Tym oto sposobem, 2 wydziały, 2 systemy informatyczne, 2 drukarki, 3 urzędników, 3 pieczątki i 1 skaner później, sprawa zostaje przez „cyfrowe” państwo załatwiona. Chyba że któreś oczko tego łańcuszka zawiedzie, tak jak w naszym przypadku zdarzyło się to dwukrotnie.

Pewnych rzeczy nie warto naprawiać 

Pora chyba uświadomić sobie, jak bardzo ePUAP i reszta rządowych serwisów jest katastrofalnie zaprojektowana i że daleko na nich nie zajedziemy. Kilka lat temu, po jeden z wielu awarii tego systemu ówczesna minister cyfryzacji, p. Streżyńska powiedziała, że „Gdyby nie środki UE to należałoby go zaorać”. Patrząc na doświadczenia własne i wielu znajomych z tym systemem, wydaje mi się, że kolejne „analogowe” kolanka mające go naprawiać, nie mają sensu.

Tym, bardziej że nawet one robione są zupełnie bez głowy. Patrząc na opisywany tutaj przypadek, czy ktoś z Was ma pomysł, dlaczego zgłoszenia wpadają do ogólnej skrzynki Starostwa, zamiast od razu do Wydziału Komunikacji? A przecież usług, które obsługuje ePUAP przybywa. Któregoś pięknego dnia cały ten bałagan zapadnie się pod własnym ciężarem, a do tego czasu skomplikuje błędami życie wielu ludzi.

A konsekwencje błędów tego typu mogą być bardzo bolesne. Głównym problemem nie jest nawet to, że będziemy musieli tracić czas na wizytę w urzędzie, ale to, że część procedur dotyczących karania właścicieli samochodów jest automatyzowana. Gdyby takie wezwanie ze Straży przyszło w wakacje i nie wyjaśnilibyśmy go w 7-dniowym terminie, to moglibyśmy, zależnie od wagi przewinienia, otrzymać mandat albo wezwanie do sądu.

W tym konkretnym, wrocławskim przypadku sprawa dotyczyłaby użyczenia samochodu osobie będącej pod wpływem alkoholu, która zapewne spowodowała kolizję. W przypadku braku wyjaśnień z naszej strony zachodziłoby domniemanie winy i sprawa mogła skończyć się bardzo nieprzyjemnie. 

Pamiętaj o kafkowskim Józefie K.

A przecież, żeby „podpaść” systemowi, nie trzeba wypadku. Od 2019 r. wprowadzono słuszną, ale źle napisaną ustawę o karaniu kierowców za cofanie liczników. W 2020 r. wprowadzono wysokie kary za nieterminową rejestrację i wyrejestrowanie samochodu. Procedury tych spraw są oparte o dane z CEPIK i niosą zagrożenie, że ewentualne konsekwencje mogą z początku uderzyć kogoś, kto z powodu bałaganu w ePUAP nie został prawidłowo obsłużony. Oczywiście mając umowę sprzedaży ostatecznie w końcu byśmy się wybronili, ale wpadnięcie w tryby polskiego wymiaru sprawiedliwości raczej nie należy do przyjemnych.

Na koniec okazało się jeszcze, że na potwierdzeniu wyrejestrowania urząd przybił informację, że zgłoszenie dotarło w 2020 r. Przezornie poprosiłem o ksero zgłoszenia z 2017, podbitego kolejną urzędową pieczęcią i z takim analogowym UPO wróciłem do domu. Po zalogowaniu się na obywatel.gov.pl z ulgą stwierdziliśmy, że BMW ostatecznie zniknęło z systemu.

Wnioski? Po pierwsze, pozorny rozwój ePUAP powinno się zamrozić a na boku zacząć budować coś naprawdę działającego, nawet gdyby miało to narazić nas na zwrot części środków z UE. Obecny system to dom zbudowany na piasku. Po drugie, niedługo będę musiał zgłosić dziecko do USC i chyba wybiorę drogę tradycyjną. Nie chciałbym się dowiedzieć, przy zapisywaniu córki do przedszkola, że według urzędników, nie istnieje.