Startups

Kraków odwiedził Sam Altman - młody Amerykanin, który trzęsie startupową Doliną Krzemową

MS
Maciej Sikorski
5

Na co powinien zwracać uwagę startup? Na swój produkt. Niby oczywiste, ale wiele osób chyba o tym zapomina, myślą o rozwijaniu zespołu, zwiększaniu skali, pozyskiwaniu inwestora, a zapominają o najważniejszej rzeczy: by stworzyć coś, co ludziom przypadnie do gustu. To jest prosta droga na startupowe wysypisko, bo biznes bez świetnego produktu nie poradzi sobie nawet z olbrzymim wsparciem inwestorów - życie w końcu to zweryfikuje. Zgadzam się z tą opinią, a wyraził ją Sam Altman, szef Y Combinator, który kilka dni temu pojawił się w Krakowie. Gospodarzem spotkania był znany krakowski startup Estimote.

Y Combinator to marka świetnie znana w startupowym środowisku i to na całym świecie. Biznes powstał w połowie poprzedniej dekady i od tego czasu udzielił wsparcia szerokiemu gronu przedsiebiorców - to przeszło tysiąc biznesów. Te ostatnie zgłaszają się do Y Combinator na wczesnym etapie rozwoju, inkubator oferuje 120 tysięcy dolarów za 7% udziałów w firmie. Oczywiście na kasie sprawa się nie kończy - to ta mniej istotna część. Akcelerator służy wsparciem merytorycznym, pomaga rozwijać interes i przygotowuje startupy do spotkania z inwestorami, którzy wyłożą znacznie większe pieniądze. Jak się to sprawdza?

Y Combinator i jego młody szef

Wśród firm, którym Y Combinator udzielił wsparcia znajdziemy naprawdę znane marki: Airbnb, Dropbox, Reddit, Coinbase czy Stripe. Łączna wycena wspartych przez inkubator przedsiębiorstw to dzisiaj ponad 70 mld dolarów, na liście nie brakuje jednorożców, czyli firm wycenianych na ponad miliard dolarów. To chyba najlepsza reklama. Warto przy tym podkreślić, że inkubator rozwija też inne projekty, w tym przedsięwzięcia non profit, którym poświęcę więcej miejsca w kolejnym wpisie - miałem okazję rozmawiać z szefem akceleratora i warto zamieścić ją w osobnym tekście.

Za sterem biznesu od dwóch lat stoi Sam Altman. Postać ciekawa i inspirująca/deprymująca - zależy, jakie kto ma podejście. Altman ma niewiele ponad 30 lat i pełni funkcję szefa w tak potężnym biznesie. Robi wrażenie. Studiował na Stanfordzie, ale rzucił uczelnię, rozwijał startup o nazwie Loopt. W roku 2012 sprzedał go za ponad 40 mln dolarów. A dwa lata później stał na czele wspomnianego Y Combinator - szybko wdrapał się naprawdę wysoko. Nie dziwi, że przez Forbesa został uznany w ubiegłym roku za jednego z najlepszych inwestorów przed trzydziestką, a BusinessWeek nazwał go jeszcze w poprzedniej dekadzie jednym z najlepszych młodych przedsiębiorców w branży technologicznej.

Z pewnością jest to gość, któremu warto poświęcić czas, więc nie zdziwiło mnie, że do siedziby Estimote przybyły tłumy, które chciały posłuchać Altmana (albo załapać się na darmowe przekąski). Jedni tylko słuchali, drudzy zadawali pytania, jeszcze inni próbowali zagaić rozmowę o swoim startupie czy pomyśle. Albo zrobić sobie fotkę z Amerykaninem - na Facebooku w gronie znajomych z branżuni może ona zrobić wrażenie. A o czym Altman mówił odpowiadając na pytania zadawane przez Jakuba Krzycha, szefa Estimote?

Dobry produkt przede wszystkim

Szef Y Comninator kilka razy podkreślił, że najważniejszy jest produkt. Banał? Może i tak, ale część przedsiębiorców albo tego nie rozumie albo traci z oczu cel, jakim jest zadowolony klient. Amerykański biznesmen przekonywał, że tworząc własny biznes nie można ulegać pokusom stania się celebrytą (niedawno była o tym mowa pod jednym z moich wpisów) - zamiast walczyć o zdjęcie w gazecie i wywiad albo znalezienie się w zestawieniu młodych i zdolnych, trzeba pracować i udoskonalać swoje dzieło. PR czy marketing to dalszy plan, podobnie jest z braniem udziału w przeróżnych wydarzeniach, konferencjach, na ktorych można się pokazać. Liczy się produkt, produkt i jeszcze raz produkt. Gdy on będzie dobry, ludzie go polubią, powiedzą znajomym i lawina sama ruszy.

Nie przesadzaj z rozbudową zespołu

Kiedy należy rozbudowywać zespół pracujący nad produktem? Dopiero wtedy, gdy stanie się jasne, że ludzi polubili produkt i biznes rośnie w szybkim tempie. Wcześniej nie ma to większego sensu, bo im większa ekipa, tym większy kłopot - zdecydowana większość czasu tych ludzi zostanie zmarnowana na niepotrzebne procesy. Im mniejszy zespół, tym łatwiej określić, co jest priorytetem i jak się do tego zabrać. Im więcej ludzi, tym większa szansa, że będą się zajmować zadaniami pozbawionymi sensu. Efektem może być rozmycie priorytetów - wracamy do poprzedniego akapitu. A skoro już o problemach mowa, to należy pamiętać, że nie ma jednego powodu, dla którego biznes się nie udaje - zazwyczaj składa się na to pakiet pomyłek i niedociągnięć, pasmo błędnych decyzji. Nie ma sensu tłumaczyć porażki jedną kwestią. Jednocześnie nie należy się jej wstydzić - rozumieją to w Dolnie Krzemowej, rozumieją to w Izraelu, o czym pisałem jesienią.

Nie startuj z prostym biznesem - idź pod prąd

Czy jest sens wprowadzać na rynek rozwiązanie podobne do już istniejących, zajmować się tematem, który wydaje się prosty i jest już eksplorowany przez innych? Może i jest, pewnie część biznesów wypali idąc tym tropem. Ale Altman radzi zająć się czymś trudnym, bo wtedy zostanie się zapamiętanym i zauważonym (a i konkurencja znacznie mniejsza). Jako przykład przywoływał sytuację na rynku energetycznym - mnóstwo firm pracuje nad projektami w ramach OZE, a niewiele poświęca uwagę energii atomowej w nowym wydaniu. Altman dostrzegł dwa biznesy działające na tym polu i postanowił je wesprzeć. Bo się wyróżniły, ich twórcy nie poszli prostą drogą, nie ścigali się w peletonie i nie próbują pozyskać energii słonecznej - szukają w zupełnie innym miejscu.

Sprzedawaj historię sukcesu, a nie zagrożenia

Szef Y Combinator podjął też temat różnic między amerykańskimi i europejskimi startupami, między przedsiębiorcami z tych regionów. W jego ocenie podstawowy problem ludzi ze Starego Kontynentu to skupianie się na zagrożeniach. Tutejsi inwestorzy chcą je dokładnie poznać, a przedsiębiorcy zaczynają prezentacje od tego, dlaczego firmie może się nie udać. Sęk w tym, że to nie sprawdzi się za Oceanem - tam ludzie z kasą chcą usłyszeć, kiedy firma będzie warta 100 mln dolarów, kiedy miliard i jak szybko uda im się zrobić wielkie pieniądze na pomyśle. Jeżeli ktoś zaczyna prezentację od opowiadania o tym, dlaczego noga może mu się powinąć i jakie są szanse na to, że biznes padnie, to ich entuzjazm szybko znika - portfela raczej nie otworzą. Jeżeli zatem ktoś chce szukać kasy w Dolinie Krzemowej, musi przede wszystkim podkreślać swoje mocne strony i przekonywać wszystkich, że ten biznes musi wypalić, że jest skazany na sukces. Na dzień dobry mówisz, kiedy będziesz wart miliard dolarów.

Jest miejsce dla nowych firm. Dużo miejsca

Wspominałem, że Y Combinator do tej pory wsparł tysiąc firm. I trwało to dekadę. Ale plan jest bardziej ambitny - Altman mówi o nawet tysiącu firm wspieranych w każdym roku. Na pytanie czy nie jest to przesada i czy rynek przyjmie taką liczbę, odpowiedział m.in., że dużo startupów jest w USA, w Dolinie Krzemowej, ale w skali globalnej nadal widać duże pole do rozwoju. Trzeba przy tym podkreślić, że projekty stają się coraz bardziej ambitne i ludzie nie skupiają się już tylko na aplikacjach mobilnych. Część biznesów może oczywiście wyrosnąć przez przypadek - jak Airbnb, którego podłożem był... całkowity brak kasy twórców. Jedyne co mieli, to kawałek podłogi, na którym mogli przenocować człowieka za niewielką opłatą. Po latach zamieniło się to w wielki serwis łączący rzesze ludzi na świecie i wyceniany na grube miliardy dolarów.

Przy okazji rozmowy o Dolinie Krzemowej i reszcie świata, warto wspomnieć o kwestii, na którą zwrócili uwagę przedstawiciele Estimote: Kraków jest miastem porównywalnym do San Francisco, gdy mowa o liczbie ludności. Jasne, cała Dolina jest znacznie większa, ale serce to nie wielomilionowa metropolia. Kraków ma potencjał, ponieważ koszty życia i funkcjonowania firmy są tu znacznie (!) niższe niż w San Francisco. Jednocześnie nie brakuje studentów, w tym świetnych inżynierów oraz korporacji, w których mogą oni zdobywać doświadczenie. To są "zasoby", z których można sporo wykrzesać, jest szansa na tworzenie dobrych startupów.

Estimote może być miejscem, w którym wyklują się kolejne pomysły - ich pracownicy mogą w końcu pójść na swoje i będziemy obserwować proces, który w Colinie Krzemowej trwa od lat. Wychodząc od historii i wychowanków np. HP, można prześledzić, jaką ścieżkę rozwoju uruchomiła ta firma. U nas może być podobnie. Ale jak zatrzymać tych ludzi na miejscu? Odpowiedzią paradoksalnie może być wyższy standard życia w Polsce - coraz częściej zwraca się uwagę na to, że koszty utrzymania w Kalifornii rosną i inżynierów nie stać na luksusy w tym regionie. Może się okazać, ze lepiej zostać na Starym Kontynencie. Zwłaszcza, gdy będzie się pracować nad czymś naprawdę ciekawym i uzyska się sporą swobodę działania, jednocześnie pozyskując inwestora.

Na tym na razie zakończę - w kolejnej części napisze m.in. o dochodzie podstawowym, sztucznej inteligencji oraz polskich programistach, z których możemy być dumni.

Zdjęcia: Estimote

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

y combinatorestimote