Smartfony

Sprawdziliśmy, jakie zdjęcia robi Xiaomi 12S Ultra

MM
Mirosław Mazanec
4

Xiaomi 12S Ultra jest najpotężniejszym w tym momencie smartfonem tej firmy. Którego niestety nie zobaczymy ani w Europie, ani w Polsce.

Decyzja Xiaomi jest o tyle dziwna, że Ultra to pierwsze, od dawna wyczekiwane dziecko związku z Leica. Niemiecki fotograficzny gigant jest świeżo po oficjalnym rozwodzie z Huawei, z którym przez lata tworzył bardzo udany związek. Dzięki tej współpracy smartfony chińczyków wskoczyły na najwyższy poziom i to one przez wiele lat wyznaczały trendy w mobilnej fotografii.

Tylko dla Chin

Teraz na to samo liczy Xiaomi. Jakość zdjęć jest jednym z ostatnich (oprócz oprogramowania) elementów, które może jeszcze poprawić. Technicznie nie brakuje już niczego, ale pod względem „softwarowym” jest pole do popisu.

Nic więc dziwnego, że wszyscy z napięciem czekali na premierę 12S Ultra. Ta miała miejsce w Chinach, zazwyczaj kolejnym krokiem było zaprezentowanie globalnej wersji. Tymczasem w tym przypadku wszystkich spotkało bardzo niemiłe zaskoczenie. Firma zdecydowała o tym, że Ultra będzie dostępna jedynie w ojczyźnie.

Trudno powiedzieć, czym taka decyzja została podyktowana. Być może chodziło o wzmocnienie firmy, bo na gigantycznym w końcu rynku Xiaomi przegrywa ostatnio nie tylko z OPPO i vivo ale również z idącym jak burza Honorem. W grę mogła również wchodzić niewielka dostępność podzespołów, kłopoty w łańcuchu dostaw, powodów mogło być mnóstwo. Fakt pozostaje faktem, Xiaomi 12S Ultra u nas w sklepach nie zobaczymy.

Xiaomi 12S Ultra w naszych rękach

Dzięki uprzejmości polskiego oddziału Xiaomi mieliśmy jednak możliwość krótkiego zapoznania się z tym modelem. Firma sprowadziła jeden egzemplarz – oczywiście na chińskim sofcie. Trudno więc oceniać oprogramowanie czy działanie. Ale można coś powiedzieć o zdjęciach.

Zacznijmy od przypomnienia, z jakim zestawem kamer mamy do czynienia.

  • obiektyw główny 50.3 MP, f/1.9, 23mm, 1.0", 1.6µm, Dual Pixel PDAF, Laser AF, OIS;
  • obiektyw tele 48 MP, f/4.1, 120mm, 1/2.0", 0.8µm, PDAF, OIS, 5x optyczny zoom;
  • szeroki kąt 48 MP, f/2.2, 13mm, 128˚, 1/2.0", 0.8µm, Dual-Pixel PDAF;
  • TOF 3D;
  • selfie 32 MP, f/2.4, 25mm, 0.7µm.

Obiektywy z tyłu zostały umieszczone w charakterystycznym okręgu, a na wyspie umieszczono logo Leica.

Zaczynając od obiektywu głównego. Przede wszystkim smartfon doskonale sobie radzi w sytuacjach kontrastowych, czyli ujęciach z obszarami mocno nasłonecznionymi i zacienionymi. Potrafi wyciągnąć z takich zdjęć mnóstwo szczegółów w ciemniejszych partii i nie przepalić tych jasnych. Kolory za każdym razem trafione były w punkt.

W smartfonie w ustawieniach mamy dwie opcje kolorów Leica – nasycone i naturalne. Obie działają… dobrze. Nie ma mowy o jakichś przekłamaniach czy „sztuczności” w opcji kolorów nasyconych. Opcja naturalna jest odrobinę bardziej „podkręcona” niż np. w aparatach Sony, dzięki czemu sprawia przyjemniejsze wrażenie w odbiorze.

Bardzo dobrze wypada również spójność kolorów w zdjęciach z szerokiego kąta, głównej matrycy i teleobiektywu. Do tego w szerokim kącie mamy sporo szczegółów. Można się jednak dopatrzeć minimalnego „zagięcia” na bokach kadrów.

5x zoom jest bardzo dobrej jakości, w wykonywaniu takich zdjęć pomaga optyczna stabilizacja obrazu i tu nie mam żadnych uwag. Maksymalne przybliżenie wynosi 120x i oczywiście jakość jest słaba, ale może się to przydać np. do odczytania jakiegoś napisu. Natomiast 20x przybliżenie wykonane w dość ciemnym pomieszczeniu miało już zaskakująco akceptowalną jakość.

Fantastycznie wychodzą zdjęcia portretowe. Rozmycie tła jest doskonałe, a odcięcie pierwszego planu bardzo dokładne (choć z pewnością pomógł tu fakt, że nasz model nie miał włosów).

Również zdjęcia wykonywane z bliskiej odległości mają świetnie wyglądające, mocne rozmycie tła.

Rozczarowujący jest za to brak 4K w filmach wykonywanych przednią kamerą. Z tyłu mamy maksymalnie 8K, podczas nagrania w 4K można się przemieszczać między obiektywami, bardzo ładnie wygląda nagranie z 5x zoomu, gdzie mamy tak optyczną jak i elektroniczną stabilizację.

Niestety, z przyczyn wiadomych nie byłem w stanie sprawdzić zdjęć nocnych.

Jakość bez kompromisów

Wracając jeszcze do moich ogólnych wrażeń. Plecki Xiaomi 12S Ultra wykonano z „ekologicznej skóry”. To przyjemny w dotyku materiał na którym nie zbierają się odciski palców i dzięki któremu telefon bardzo pewnie leży w dłoni.

Doskonale prezentuje się również ekran, którego jasność maksymalna może dochodzić do 1500 nitów. Rozdzielczość to 1440 x 3200 pikseli przy 522 PPI. Nie jest jednak płaski ale ma lekko zakrzywione na boki krawędzie i to nie każdemu musi się podobać. Waga jest spora – 225 g. Warto również wspomnieć, że urządzenie spełnia oficjalną normę IP 68, co w przypadku Xiaomi jest wyjątkiem i bardzo miłą niespodzianką. Mamy również ładowanie bezprzewodowe o maksymalnej mocy 50W. Ładowanie „po kablu” może się odbywać z mocą 67W a bateria ma pojemność 4860 mAh.

W końcu jest klimat

Podsumowując. Godzinna zabawa smartfonem i wykonanie kilkudziesięciu zdjęć oczywiście nie pozwala na wydanie jakiejkolwiek kategorycznej opinii. Ale moje wrażenia są jak najbardziej pozytywne i wydaje mi się, że kooperacja z Leicą wyjdzie Xiaomi na dobre. Fotografie są nie tylko bardzo dobre technicznie, ale mają również swój klimat i charakter, czyli to, czego do tej pory brakowało. Dlatego tym bardziej żałuję, że nie dostaniemy Xiaomi 12S Ultra poza Chinami. Pozostaje nam czekać na kolejny smartfon, obowiązkowo z logo Leica.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

Recenzjarecenzje