Gry

W co warto grać na PS Vita - część szósta

Kamil Świtalski
4

Pozwolę sobie ostrzec, że w związku ze specyfiką platformy — na poniższej liście nie uświadczymy pakietu tzw. blockbusterów i gier AAA z miejskich plakatów. Na platformę często decydują się publikować mniejsze studia (indie), ponadto znajdziemy tu spory zestaw portów z innych konsol, a tym często to...

Pozwolę sobie ostrzec, że w związku ze specyfiką platformy — na poniższej liście nie uświadczymy pakietu tzw. blockbusterów i gier AAA z miejskich plakatów. Na platformę często decydują się publikować mniejsze studia (indie), ponadto znajdziemy tu spory zestaw portów z innych konsol, a tym często towarzyszą charakterystycznych dla japońskiego rynku tytuły — m.in. visual novel. Mimo wszystko każdorazowo postaram się wymieszać na tyle rozważnie, abyście niezależnie od gustów, w każdym z zestawień każdy mógł znaleźć coś dla siebie!

La Mulana EX

Niech nie odstrasza was wygląd tej produkcji. To prawda, nie da ona pokazuje na co stać moc drzemiącą w przenośnej konsolce Sony, ale zabieg ten był jak najbardziej celowy. Twórcy obrali sobie za cel wystylizowanie gry tak, jakby była żywcem wyjęta z MSX. I nie da się ukryć, że zadanie to zostało spełnione w stu procentach. Ale nie tylko wyglądem gracz żyje, zatem czego możemy się tam spodziewać poza zestawem pikseli?

Doskonałej, przemyślanej, wymagającej (miejscami nawet bardzo!) rozgrywki. Jest to przedstawiciel gier platformowych, które w dzisiejszych czasach określamy mianem Metrodvanii. Zabawa osadzona została w dwóch wymiarach i choć jest platformówką, to do dyspozycji mamy cały otwarty świat. Świat, który powoli zaczyna odkrywać przed nami swoje kolejne sekrety. Podczas naszej przygody zdobywamy nowe umiejętności, które pozwalają nam zbadać czy dostać się do niedostępnych wcześniej miejsc. Oprócz tego zyskujemy też nowe bronie, które pozwalają nam się efektywnie rozprawiać z napotkanymi przeciwnikami. Jest to schemat, który mimo upływu lat wciąż doskonale sprawdza się w akcji!

Twórcy jednak postanowili zostać w przeszłości na tyle głęboko, że nie pokusili się o żadne podpowiedzi czy mapy z oznaczeniami gdzie musimy udać się dalej. W La Mulana EX zmuszeni jesteśmy non-stop czytać uważnie wskazówki, ale i te bywają dość mdłe i niejednoznaczne. Przygotujcie się zatem na to, że wielokrotnie się tam zgubicie. Ginąć w tej grze także nie jest wstydem, także spokojnie. To jedna z gier, która w stu procentach oddaje ducha dawnych lat!

La Mulana EX to tytuł, który zdecydowanie nie przypadnie do gustu każdemu. Gra jest wymagającą, momentami nawet trudną — a małpia zręczność z naszej strony okaże się tam obowiązkiem! Mimo wszystko jest jedną z perełek, które pod niepozornymi szatami skrywa od groma doskonałej zabawy!

Tokyo Twilight Ghost Hunters: Daybreak Special Gigs

Ostatnie tygodnie dla PS Vita są wyjątkowo fortunne w kwestii visual novel. O ile przez wiele lat szczędzono nam gatunku na Zachodzie, o tyle ostatnio pojawiają się jak grzyby po deszczu. A przenośna konsola Sony dostaje je w najlepszych z możliwych wersji: dopieszczonych i przenośnych. Bowiem nie ma co się oszukiwać, ze spędzanie przed ekranem telewizora by poznać historię od początku do końca potrafi się dać we znaki.

Dzisiejsza produkcja jest jednak wyjątkową na tle całej reszty. Dlaczego? Twórcom w zręczny sposób udało się ze sobą połączyć elementy gry przygodowej, duże ilości visual novel, a także elementów strategii. Wynika to z fabularnych zawiłości, które prawdopodobnie przyciągną uwagę wszystkich miłośników serii "Pogromcy Duchów” — bo chyba wszyscy znający markę zgodzą się, że trudno jej nie skojarzyć, kiedy zagłębimy się w świat gry.

Oto po raz kolejny wcielamy się w rolę typowego, japońskiego, licealisty. Tokio we współczesnych czasach to żaden nowy obraz w grach wideo, ale widziane oczami Ryusuke, głównego bohatera, nabiera nieco więcej barw. Okazuje się bowiem, że ten widzi więcej, niż lwia część jego mieszkańców. Tym więcej, są zamieszkujące je… duchy!

Tym razem jednak zamiast zaserwować nam jedną, ciągniętą przez cały czas trwania zabawy, historię, twórcy zaserwowali nam zestaw luźno ze sobą powiązanych opowieści. I to zdecydowanie wyszło jej na dobre, tym samym bowiem nie zdążyła się nabawić przypadłości wielu z konkurencyjnych produktów: wydłużania. I tak oto Ryusuke wraz ze swoją kompanką o podobnym talencie zabiera się za walkę z nieproszonymi, złośliwymi, gośćmi. W grze napotkamy masę stereotypowych, pasujących niemalże do schematu każdego szkolnego anime, bohaterów. Jednak tytułowi trudno odmówić uroku, a także różnorodności.

Tamtejsze opowieści w głównym wątku są miłe, nie za długie i angażujące. Ale tym co zdobywa serca graczy, są przemyślane zagadki i elementy strategiczne, których nie brakuje przy zastawianiu pułapek na duchy. Warto także dodać, że za muzykę w grze odpowiedzialny jest sam Nobuo Uematsu (m.in. serial Final Fantasy od startu, do jedenastej odsłony włącznie). I chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że i tutaj wykonał on kawał doskonałej pracy. Umilające nasze przygody dźwięki szybko wpadają w ucho i jest to niewątpliwie bardzo mocny aspekt całej tej produkcji.

Tokyo Twilight Ghost Hunters: Daybreak Special Gigs nie jest rzeczą wybitną. Klimatem zabawa przypomina serię anime o nienagannym scenariuszu. Interaktywne elementy wzbogacają rozgrywkę i dają zabawie dużo kopa — takiego miksu gatunkowego jeszcze długo nie zobaczycie, dlatego tym bardziej powinniście dać grze szansę!

Trails of Cold Steel 2

Nie dajcie się zwieść chłodowi w tytule — to jedna z najgorętszych pozycji, jakie w tym roku dostanie Europa w kwestii RPG! O pierwszej części pisałem w trzeciej odsłonie cyklu, i to pisałem bardzo dobrze. Bo Trails of Cold Steel to kompleksowa, przemyślana, znakomicie napisana i rozbudowana gra, która świeci przykładem tego, jak powinien wyglądać przedstawiciel gatunku z prawdziwego zdarzenia. I tak się dobrze składa, że jego kontynuacji niczego nie brakuje — powiem więcej. Jeżeli spędziliście tych kilkadziesiąt godzin przy pierwszej części, zapoznanie się z drugą powinno być obligatoryjne!

…i problem zaczyna się już na początku. Bo jeżeli planujecie zagrać w pierwszą odsłonę, to rozpoczęcie swojej przygody od dwójki zdradzi wam masę tajemnic. A czy można wskoczyć od razu do drugiej części i tak zacząć poznawać ten świat? Myślę, że tak — choć musicie być przygotowani na to, że sporo szczegółów najzwyczajniej w świecie wam umknie! Scenarzyści prowadzą fabułę i dialogi między bohaterami tak, aby wszystkie znaki zapytania zniknęły możliwie jak najszybciej — trudno jednak mówić o tym, by wspominek było specjalnie dużo. To my musimy wykazać się zmysłem obserwatorskim i poskładać to wszystko w jedną, logiczną, całość.

No i właśnie, fabuła Trails of Cold Steel 2 rozpoczyna się w kilka tygodni po zakończeniu wydarzeń, które obserwowaliśmy w jedynce. Niezbyt komfortowa sytuacja w którą wpakował się główny bohater nie napawa optymizmem, ale nie jest to dobry moment na to, aby się poddać. Dlatego bierzemy się w garść i staramy się doprowadzić wszystko do ładu. Brzmi to może nieco enigmatycznie, ale wdawanie się w jakiekolwiek szczegóły popsułoby sporo frajdy wszystkim, którzy chcą rozpocząć przygodę od początku.

W zabawie powraca znany z poprzedniej odsłony turowy system walki. Jednak gdybyśmy dostali to samo, kropka w kropkę, pewnie czulibyśmy się nieco zawiedzeni. Dlatego też został on wzbogacony w Overdrive, które pozwala wykonywać potrójne akcje w jednej turze. Wracają też walki wielkich robotów. Jednak, pomijając wszystko co dzieje się w fabule, cała reszta pozostała bez zmian: to wciąż ten sam silnik, delikatnie podrasowany system walki i te same wrażenia wizualne.

Legend of Heroes: Trails of Cold Steel 2 to po prostu kontynuacja historii. Trudno mi mówić tutaj o sequelu, bowiem w kwestii rozgrywki zmian jest jak na lekarstwo! Niech was to jednak nie zniechęca, bowiem tak jak wspomniałem już wcześniej: scenariusz w grze jest na tyle dobrze napisany, że trzyma w napięciu do samego końca. System walki nie zestarzał się ani trochę, a oprawa… ta może i nie wygląda idealnie, produkcja w ogrywanej przeze mnie wersji dla PS Vita w bardziej dynamicznych sekwencjach po prostu nie wydala, ale to na pewno nie jest pretekst, aby przejść obok niej obojętnie!

Zobacz też:

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: