176

Volvo się kończy… na 180 km/h. Wielkie oburzenie

W czasach, gdy nawet kompakt klasy średniej spokojnie może pokonać barierę 200 km/h, Volvo decyduje się na radykalny i kontrowersyjny ruch, jakim jest wprowadzenie permanentnego ograniczenia prędkości w swoich autach. Choćbyś miał ponad 400 KM do dyspozycji, auto nie rozpędzi się szybciej jak 180 km/h. Dlaczego? Volvo twierdzi, że wielu kierowców wykorzystywało moc swoich samochodów w nieodpowiedzialny sposób.

Tak się dziwnie składa, że na co dzień jeżdżę „łosiem” („łoś” to Volvo), który spokojnie da radę rozpędzić się szybciej, niż 180 km/h. W legalnych warunkach sprawdziłem, czy rzeczywiście jest w stanie osiągnąć Vmax. Oczywiście, ale przyznam szczerze, że jazda – samochodem, który pięknie trzyma się drogi nawet przy bardzo wysokich prędkościach – jest stresująca. Mając ustawione na tempomacie spokojne 140 km/h na autostradzie czuję się znacznie pewniej, niż prując przed siebie tyle, ile fabryka dała. Ale to przecież normalne – większa prędkość to mniej czasu na reakcję i coraz bardziej nerwowe zachowanie pojazdu.

Pozwolę sobie powołać się na oświadczenie zespołu prasowego Volvo w języku polskim, które dostępne jest pod tym linkiem.

Firma Volvo Cars dotrzymała obietnicy złożonej w ubiegłym roku: wszystkie produkowane odtąd samochody mają elektronicznie ograniczoną prędkość maksymalną do 180 km/h. To działanie, bardziej radykalne niż prawo wielu krajów, jest elementem szerszej strategii. Jest nią walka o ograniczenie śmiertelnych ofiar wypadków drogowych oraz ciężko rannych do zera. (…) Te dwa rozwiązania są czytelnym sygnałem, jak poważnie Volvo Cars podchodzi do problemu, jakim jest przekraczanie prędkości. Nasza firma, lider bezpieczeństwa w naszej branży, nie tylko nie bagatelizuje tego problemu, lecz pokazuje innym firmom jak odpowiedzialnie można zacząć efektywnie z nim walczyć. (…) Problem z przekroczeniem prędkości polega na tym, że powyżej określonych prędkości, technologie bezpieczeństwa w samochodzie i inteligentna konstrukcja infrastruktury drogowej są niewystarczające, aby uniknąć poważnych obrażeń i ofiar śmiertelnych w razie wypadku. (…) Badania pokazują, że ludzie bagatelizują niebezpieczeństwo związane z nadmierną prędkością. W rezultacie wiele osób jeździ zbyt szybko i nie dostosowuje prędkości do sytuacji na drodze.

Volvo

Volvo ma misję

Misją Volvo jest to, by zdarzało się jak najmniej wypadków z udziałem ich samochodów (a najlepiej w ogóle). Mało tego, producent chce, aby nikt nie ginął w ich pojazdach – czy uda się to osiągnąć, zobaczymy. Jestem pewien jednak, że wprowadzenie takiego ograniczenia na pewno przybliży markę do takiego stanu rzeczy. Co jednak chce nam przekazać Volvo w tym oświadczeniu? Że możliwe jest wprowadzenie zaawansowanych systemów bezpieczeństwa, ale te nie będą nas chronić zawsze i wszędzie. To człowiek jest najsłabszym ogniwem tej całej układanki i to on przeważnie odpowiada za to, że na drogach zdarzają się wypadki. Powodem sporej części z nich są lekkomyślność i brawura.

Czytaj więcej: Volvo XC60 T8 AWD – testujemy hybrydę Plug-In

Wiecie, gdybyśmy na drogach jeździli taczkami, to pewnie nikt by się nie zastanawiał nad koniecznością wprowadzania takich ograniczeń. Ale jeździmy autami – ciężkimi maszynami z potężnymi silnikami, które w nieodpowiednich rękach mogą stać się przyczyną śmierci – czy to naszej, czy innego uczestnika ruchu. Systemy bezpieczeństwa nie załatwiają wszystkiego – są tylko pomocą dla kierowcy, wyrazem troski producentów aut o zdrowie: nasze, pasażerów, osób postronnych. Myślicie, że doprowadzając do wypadku z prędkością wynoszącą 200 km/h jakikolwiek system Wam pomoże? Uch, problem byłby już przy 100 km/h – a nawet niżej.

Volvo zasadniczo nigdy nie należało do marek, które miały bardzo mocne aspiracje sportowe. Oczywiście, były takie projekty jak 850 T5-R, było S60 R, były edycje Polestar (a teraz Polestar Engineered. Ale tak po prawdzie, człowiek, który chciał szczególnych wrażeń ze sportowej jazdy wybierał mocniejsze modele Audi, BMW, Mercedesa. Jak chciał praktycznego, wygodnego i bezpiecznego auta, raczej skłaniał się ku Szwedom. Dlatego wręcz irytują mnie stwierdzenia osobników, którzy mają „paliwo w żyłach”, że teraz samochody Volvo będą nudne jeszcze bardziej i na pewno ich nie kupią. Są jeszcze ci, dla których czas się zatrzymał na 5-cylindrowych silnikach Volvo i trójkątnych lampach tylnych. Piękne to były (są) auta, ale świat się zmienia. To nie jest tak, że ogranicznik prędkości, maksymalnie dwulitrowe jednostki cokolwiek Volvo ujmują.

Najgłośniej krzyczą ci, którzy nigdy Volvo nie kupią

Bo BMW nigdy by sobie na coś takiego nie pozwoliło. Audi musiałoby upaść na głowę, by wprowadzić taki ogranicznik. Mercedes, gdyby tak zrobił – przestałby się nazywać Mercedesem. Takie rzeczy już słyszałem na ten temat. I co mogę na to powiedzieć? To proste – nie kupujcie nowych samochodów Volvo. Kupcie sobie cokolwiek innego, co nie ma takiego ogranicznika – w takim aucie będziecie mogli (ale nie powinniście) pruć 2 paki po autostradzie bez obawy o ograniczenie w oprogramowaniu auta. Będziecie absolutnie wolni, żadna maszyna nie będzie Wam dyktować zasad gry.

Tak się zastanawiam przy okazji, czy prędkość maksymalna jest jakimkolwiek wyznacznikiem klasy / przydatności / atrakcyjności auta? Wśród osób, które lubią zasuwać – pewnie tak. Ale większość kierowców zupełnie o tym nie pomyśli. To trochę jak szukanie najszybszego auta na osiedlu uwzględniając takie kryterium jak: „ile ma najwięcej na liczniku?”. Dużo ważniejsze jest to, jak szybko auto się zbiera w pewnych zakresach, czy bardzo trzeba „wajchować” gałką od skrzyni biegów, czy ta automatyczna jest w miarę szybka i dobrze zestrojona. Ja jeszcze cenię sobie ilość miejsca w środku, materiały, wykończenie i ergonomię.

Czy ograniczenia zabierają nam wolność?

Oczywiście, że tak. Przecież możesz jechać 140 km/h na ograniczeniu do 90 km/h, ale musisz liczyć się z tym, że: to niebezpieczne i grozi Ci za to pewna sankcja. Możesz, ale jednak nie możesz. Czy ktokolwiek powinien Ci mówić jak masz żyć?

Ograniczenia zawsze są pewnym „zamachem” na wolność. W teorii możemy robić wszystko. Jeżeli tylko zechcemy, możemy zdzielić przypadkowego faceta kamieniem w głowę. Możemy, ale nie powinniśmy, jest to zabronione i grozi za to sankcja. I to taka, która od takich pomysłów nas odstrasza. Są jeszcze inne mechanizmy, które nas wstrzymują przed popełnianiem takich głupstw, ale nie przecież nie o tym mowa.

Volvo

Ograniczenie, które wprowadziło Volvo jest pewnym zamachem na wolność kierowców. Ale jest to działanie w pewien sposób umotywowane. Volvo dba o bezpieczeństwo swoich klientów i innych uczestników ruchu. Postawiło diagnozę – problemem jest przekraczanie prędkości i zaproponowało własny „lek” na tę przypadłość. Radykalny jak amputacja, ale mimo wszystko skuteczny. A to nie jedyny pomysł Volvo w podobnym tonie – system CarKey pozwala na ustalenie maksymalnej prędkości dla konkretnych użytkowników auta, a w przyszłości pojazdy tej marki mogą samodzielnie ustalać ograniczenia biorąc pod uwagę jakość nawierzchni oraz warunki atmosferyczne.

Dlaczego 180 km/h, a nie mniej?

W większości krajów Europy nie da się przecież legalnie jechać więcej niż 140 km/h. Dlaczego nie ustalić takiego właśnie ograniczenia? Powody są minimum dwa. Klienci mogliby już nie zdzierżyć tak radykalnego kroku producenta. Po drugie… kierowcy i tak przekraczają prędkość. W różnych sytuacjach – być może ten bufor do 180 km/h wynika z tego, że trzeba zapewnić niektórym posiadaczom zapas prędkości do wykorzystania np. przy wyprzedzaniu albo w sytuacjach awaryjnych.

Czytaj więcej: Volvo XC40 Recharge – elektryczny crossover z Androidem na pokładzie

Decyzja Volvo może nie jest najpopularniejsza z punktu widzenia uwielbiających jazdę kierowców, ale ma solidną argumentację w kontekście bezpieczeństwa. Nie warto z jej powodu szczególnie płakać: w końcu i tak dojdzie do tego, że rynek motoryzacyjny wywali nas z fotela kierowcy i odda prowadzenie pojazdu inteligentnej maszynie. Zresztą, to już się dzieje.