Motoryzacja

Volkswagen obiecuje ładowanie tak szybkie jak tankowanie, w 2026

KP
Kamil Pieczonka
5

Volkswagen powoli ujawnia karty dotyczące przyszłości elektrycznych samochodów ze swoim znaczkiem. Platforma MEB w tej chwili spisuje się całkiem nieźle, ale jej następca, który pojawi się w 2026 roku będzie pod wieloma względami znacznie lepszy.

Projekt Trinity wchodzi w kolejną fazę

Nowa platforma, która znana jest obecnie pod kryptonimem Projekt Trinity ma dosyć oczywisty cel. Pierwszym samochodem, który zostanie na jej podstawie zbudowany będzie luksusowy sedan z bardzo mocno rozwiniętymi funkcjami związanymi z autonomiczną jazdą. Trudno nie odnieść wrażenia, że niemiecka firma zamierza wreszcie wprowadzić do oferty prawdziwą konkurencję dla Tesli Model S, a pewnie również Lucid Air. Problem tylko w tym, że za 5 lat rynek może wyglądać całkiem inaczej.

Volkswagen wydaje się tym jednak nie przejmować, bo ma w zanadrzu kilka asów. Pierwszym z nich jest technologia ładowania, która ma pozwolić na uzupełnienie energii w porównywalnym czasie jak tankowanie pojazdu spalinowego. Już dzisiaj nie jest to science-fiction, bo kilka modeli samochodów można ładować z mocą ponad 300 kW, czyli odzyskać teoretycznie 50 kWh w czasie 10 minut, ale to nadal nie 1-2 minuty jakie spędzamy przy dystrybutorze. Rekordowy ma też być zasięg, choć oficjalnie nikt o żadnych liczbach nie wspomina.

Jak widać na załączonej grafice, nowy model będzie też bardzo niski, szeroki i opływowy, a do tego wykonany z lżejszych materiałów, co przełoży się na zasięg. Szersze nadwozie pozwoli też wygospodarować więcej miejsca dla pasażerów, w sam raz na długie podróże, które ma zapewnić pojemna bateria. Szczerze powiedziawszy trudno nie mieć skojarzenia z Lucir Air, ale pewnie do 2026 roku sporo się jeszcze zmieni.

Oprogramowanie będzie odgrywać kluczową rolę

Volkswagen chce też znacznie przyśpieszyć prace nad oprogramowaniem swoich samochodów. To było największym problemem w czasie premiery modelu ID.3, która została opóźniona właśnie przez źle działający software i brak kluczowych funkcji. W projekcie Trinity wszystko ma być dopięte na ostatni guzik, a firma z Wolfsburga chce zostać jednym z liderów oprogramowania. O to może być jednak trudno, bo już teraz mówi się, że Trinity będzie oferował tylko autonomię poziomu drugiego. Zostanie co prawda wyposażony w sprzęt pozwalający na osiągnięcie poziomu czwartego, czyli samodzielnej jazdy niemal w każdych warunkach, ale tutaj najwięcej będzie zależało od ustawodawców w poszczególnych krajach.

Oprogramowanie ma też w dużym stopniu odpowiadać za uproszczenie procesu produkcji. Volkswagen już dzisiaj planuje, że większość opcji dodatkowych będzie dostępna w formie subskrypcji lub dodatkowo płatnych rozszerzeń. Dzięki temu linia produkcyjna będzie jedna, powstaną na niej takie same samochody, a dodatki będzie się włączało przy pomocy oprogramowania. Ma to być tańsza opcja, niż konieczność dokładania dodatkowych elementów w fabryce. Ten trend też obserwujemy już od kilku lat i wygląda na to, że tylko się w przyszłości nasili. W gruncie rzeczy to może być ciekawa strategia, a klienci nie będą musieli czekać kilku miesięcy na swój samochód, bo wszystko będzie dało się zaprogramować...

źródło: AutoExpress

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu