6

Volkswagen obiecuje ładowanie tak szybkie jak tankowanie, w 2026

Volkswagen powoli ujawnia karty dotyczące przyszłości elektrycznych samochodów ze swoim znaczkiem. Platforma MEB w tej chwili spisuje się całkiem nieźle, ale jej następca, który pojawi się w 2026 roku będzie pod wieloma względami znacznie lepszy.

Projekt Trinity wchodzi w kolejną fazę

Nowa platforma, która znana jest obecnie pod kryptonimem Projekt Trinity ma dosyć oczywisty cel. Pierwszym samochodem, który zostanie na jej podstawie zbudowany będzie luksusowy sedan z bardzo mocno rozwiniętymi funkcjami związanymi z autonomiczną jazdą. Trudno nie odnieść wrażenia, że niemiecka firma zamierza wreszcie wprowadzić do oferty prawdziwą konkurencję dla Tesli Model S, a pewnie również Lucid Air. Problem tylko w tym, że za 5 lat rynek może wyglądać całkiem inaczej.

Volkswagen wydaje się tym jednak nie przejmować, bo ma w zanadrzu kilka asów. Pierwszym z nich jest technologia ładowania, która ma pozwolić na uzupełnienie energii w porównywalnym czasie jak tankowanie pojazdu spalinowego. Już dzisiaj nie jest to science-fiction, bo kilka modeli samochodów można ładować z mocą ponad 300 kW, czyli odzyskać teoretycznie 50 kWh w czasie 10 minut, ale to nadal nie 1-2 minuty jakie spędzamy przy dystrybutorze. Rekordowy ma też być zasięg, choć oficjalnie nikt o żadnych liczbach nie wspomina.

Jak widać na załączonej grafice, nowy model będzie też bardzo niski, szeroki i opływowy, a do tego wykonany z lżejszych materiałów, co przełoży się na zasięg. Szersze nadwozie pozwoli też wygospodarować więcej miejsca dla pasażerów, w sam raz na długie podróże, które ma zapewnić pojemna bateria. Szczerze powiedziawszy trudno nie mieć skojarzenia z Lucir Air, ale pewnie do 2026 roku sporo się jeszcze zmieni.

Lucir Air

Oprogramowanie będzie odgrywać kluczową rolę

Volkswagen chce też znacznie przyśpieszyć prace nad oprogramowaniem swoich samochodów. To było największym problemem w czasie premiery modelu ID.3, która została opóźniona właśnie przez źle działający software i brak kluczowych funkcji. W projekcie Trinity wszystko ma być dopięte na ostatni guzik, a firma z Wolfsburga chce zostać jednym z liderów oprogramowania. O to może być jednak trudno, bo już teraz mówi się, że Trinity będzie oferował tylko autonomię poziomu drugiego. Zostanie co prawda wyposażony w sprzęt pozwalający na osiągnięcie poziomu czwartego, czyli samodzielnej jazdy niemal w każdych warunkach, ale tutaj najwięcej będzie zależało od ustawodawców w poszczególnych krajach.

Oprogramowanie ma też w dużym stopniu odpowiadać za uproszczenie procesu produkcji. Volkswagen już dzisiaj planuje, że większość opcji dodatkowych będzie dostępna w formie subskrypcji lub dodatkowo płatnych rozszerzeń. Dzięki temu linia produkcyjna będzie jedna, powstaną na niej takie same samochody, a dodatki będzie się włączało przy pomocy oprogramowania. Ma to być tańsza opcja, niż konieczność dokładania dodatkowych elementów w fabryce. Ten trend też obserwujemy już od kilku lat i wygląda na to, że tylko się w przyszłości nasili. W gruncie rzeczy to może być ciekawa strategia, a klienci nie będą musieli czekać kilku miesięcy na swój samochód, bo wszystko będzie dało się zaprogramować…

źródło: AutoExpress