Apple

Już niedługo to usługi, a nie iPhone będzie dla Apple największą żyłą złota

PW
Paweł Winiarski
17

To dość ciekawe przyglądać się jak Apple zmienia swoje priorytety. Dotychczas motorem napędowym firmy były smartfony iPhone - ale po tym jak zbudowały ogromną bazę użytkowników, najwięcej pieniędzy będą zarabiać dla firmy usługi online.

Obawy przed spadkami sprzedaży przyspieszyły decyzję Apple

W pierwszym kwartale 2017 roku sprzedaż iPhonów wyniosła 78 milionów sztuk. W obawie przed tym, że takie wyniki mogą się już nie powtórzyć, firma najwyraźniej przyspieszyła decyzję o konkretnym wejściu w usługi online. A było to do przewidzenia, bo przecież na jednym posiadaczu iPhona można zarobić, ale nie w nieskończoność - nie ma też pewności, że będzie chciał kupować akcesoria albo nie ucieknie do konkurencji przy wymianie telefonu. Ale skoro ma już sprzęt, to pewnie zainwestuje w usługi będące częścią applowego ekosystemu. Firma zaplanowała więc sobie, że podwoi przychody ze sprzedaży usług rozkładając to na kilka kolejnych lat (z 25 miliardów do 50 miliardów dolarów). I co? Udało się - wraz z końcem roku finansowego, Apple może się pochwalić 53,77 miliardami dolarów właśnie z abonamentów i usług.

Forbes twierdzi, że Apple w przeciągu najbliższych czterech lat tak rozpędzi swoje usługi, że to nie iPhony będą generować największe pieniądze, ale właśnie subskrypcje i abonamenty. Jest to realne nawet jeśli przyrost sprzedaży usług spadnie z 22% do 11% - a takie wartości można było przez ostatnie lata obserwować. I w sumie brzmi to logicznie - trudno oczekiwać aż tak spektakularnych wzrostów, skoro rynek jest nimi nasycony. Według Frobes, usługi w 2024 roku mają przynieść Applowi zawrotne 81,5 miliarda dolarów, choć nie chodzi wyłącznie o same subskrypcje, ale również pieniądze zarobione na aplikacjach dostępnych w AppStore. Same usługi miałyby zarobić dla firmy w 2024 roku 54 miliardy dolarów, w tym samym roku natomiast sprzedaż iPhona przynieść nieco mniej, bo 53 miliardy.

Masz sprzęt Apple, bierzesz usługi Apple

Kończy mi się właśnie próbny abonament Apple Music - testuję usługę głównie pod kątem zainteresowania pakietem Apple One, który jest już od jakiegoś czasu dostępny w Polsce. I gdybym od prawie 8 lat nie używał Spotify, pewnie bym się na tę usługę zdecydował - działa dobrze, biblioteka jest praktycznie taka sama, dostarcza mi więc dokładnie tego, czego oczekuję - czyli dostęp do muzyki. Sęk w tym, że - przynajmniej dla mnie - Apple Music przegrywa ze Spotify w każdym praktycznie aspekcie. Niewygodne odtwarzanie na PC, brak tak fajnie zrobionych przez użytkowników list odtwarzania. Nawet ten śmieszny Radar Premier, który podrzuca mi czasem różne niezwiązane z moimi zainteresowaniami dziwadła, jest jednak dla mnie w pewnym sensie newsletterem muzycznym. Spotify Connect też nie działa mi idealnie, ale jednak korzystam z niego regularnie. Teraz dodatkowo zmieniłem swój abonament na konto duo, co w zasadzie przypieczętowało decyzję o pozostaniu ze Spotify.

Apple TV+ wreszcie mogę oglądać normalnie na TV, dzięki aplikacji na PlayStation 5 - super, tylko tam nie ma za bardzo treści i nie widać żeby biblioteka rosła mogąc zagrozić jakiemukolwiek innemu abonamentowemu VOD. Część usług, tak jak na przykład Apple Fitness+ nie jest dostępna w Polsce.

Mam więc wrażenie, że wiele osób decyduje się na usługi Apple nie ze względu na to, że są najlepsze - ale z czystej wygody. Wychodzą z założenia, że skoro robi to firma, której sprzęty posiadają, te właśnie usługi będą najlepszym wyborem. I pewnie po części mają rację, widząc zdecydowanie więcej plusów niż ja. Z drugiej strony ludzie donoszą, że działanie Final Cut Pro X (program do montażu wideo od Apple, choć sprzedawany normalnie, a nie abonamentowo jak Premiere Pro od Adobe) działa na procesorze Apple M1 fenomenalnie i mając komputer tej firmy w ogóle nie warto oglądać się na konkurencyjny program.

Koledzy z redakcji żartują, że stałem się w ubiegłym roku fanbojem Apple i kupuję ich produkty bezrefleksyjnie. To duża przesada - tani iPad jest najlepszym tego typu urządzeniem na rynku, AirPodsy Pro to moje ulubione i najwygodniejsze dla mnie małe bezprzewodowe słuchawki. Ale przyglądając się już pierwszym opiniom o AirPods Max jestem niemal pewien, że zostanę przy kapitalnych Sony WH-1000 XM4 i nawet jeśli pierwsi recenzenci wskażą zasadnicze różnice w brzmieniu i ANC (co wydaje mi się jednak nierealne - przynajmniej nie na poziomie, który decydowałby o zmianie słuchawek), to na chwilę obecną uważam, że sprzęt ten jest o tysiąc złotych za drogi, a świetna jakość wykonania - takie typowe premium - to zdecydowanie za mało żeby inwestować w applowskie słuchawki blisko 3 tysiące złotych. Szczególnie, że dołączone do zestawu etui jest prześmieszne i niepraktyczne - nie chodzi mi jednak o typowe memowe porównywanie go do staników.

Patrzą jednak na usługi, jedno Apple moim zdaniem robi świetnie - monetyzuje ogromną bazę użytkowników iPhonów i utwierdza ich w przekonaniu, że najlepsze usługi pochodzą od producenta sprzętu i systemu, które posiadają. Na tym patencie, wspomniane wyżej wzrosty są więcej niż pewne.

źródło

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: