37

To dowód, że da się ulepszyć coś prawie idealnego. Sony WH-1000XM4 zostaną moimi nowymi słuchawkami nausznymi

Sony WH-1000XM4
Seria Sony WH-1000X (gdzie cyfry po M to kolejne generacje) cieszy się dużym uznaniem i popularnością od lat. Zastanawiałem się, co jeszcze można poprawić w WH-1000XM3 i z odpowiedzią przyszło Sony wypuszczając WH-1000XM4, które od ponad dwóch tygodni namiętnie testuję, karmiąc je przeróżną muzyką, w tym takim hałasem, że pewnie większości z Was krwawiłyby uszy. I wiecie co? Zdały egzamin celująco.

Jedni stwierdzą, że wygląda to ostatnie na co zwraca się uwagę kupując słuchawki, ale trudno mi się z tym zgodzić. To na tyle duży sprzęt, że nie da się go nie zauważyć i po prostu musi dobrze wyglądać. Chyba mało kto chce żeby ludzie na ulicy oglądali się za nim i zastanawiali z jakiego filmu science-fiction wyszedł i dlaczego w zasadzie słuchawki na jego głowie wyglądają jak hełmofon albo świecą się tęczowymi diodami.

Wizualnie WH-1000XM4 bardzo łatwo pomylić z poprzednią generacją i nie mając jej teraz w rękach naprawdę trudno mi wskazać co w zasadzie się zmieniło. Nauszniki wydają się bardziej miękkie, co w moim przypadku przełożyło się na większy komfort użytkowania. Czarna wersja jest matowa i nie widać na niej odcisków palców, chyba, że te są wilgotne. Trudno mi natomiast ocenić jak będzie z trwałością powłoki, po dwóch tygodniach nie widzę na niej uszczerbku, a nie obchodziłem się ze słuchawkami jak z jajkiem. Wewnętrzną część pałąka pokryto miękką powłoką skóropodobną, zupełnie jak nauszniki. Muszle i pałąk mają jednolity kolor i widać tu tylko delikatne, ciemnozłote akcenty, w tym logo Sony.

Na prawej muszli znalazł się port ładowania USB-C, na lewej przyciski, w tym przycisk uruchamiania oraz złącze mini-jack 3,5 mm. Dodatkowy przycisk „Custom” pozwala kontrolować ANC lub uruchamiać asystenta głosowego.

Fajnym bajerem jest funkcja wyciszania muzyki kiedy rozpoczniecie rozmowę. Tylko trzeba pamiętać, że jak zaczniecie sobie podśpiewywać pod nosem, też zadziała – więc ja akurat z niej nie korzystałem. Korzystałem natomiast często z możliwości wyciszenia muzyki i wyłączenia ANC (czy raczej włączenia trybu przejrzystości) po przyłożeniu dłoni do prawego nausznika. Jeśli więc ktoś bezsensownie (nigdy nie rozumiałem czemu się tak dzieje) zagada Was na ulicy kiedy słuchacie muzyki, funkcja okaże się bardzo przydatna i nie będziecie musieli ściągać słuchawek z głowy. Tu warto zaznaczyć, że kiedy już je ściągniecie, muzyka przestanie grać. I to działa akurat bardzo dobrze.

Skoro o funkcjach mowa – podobnie jak w poprzednim modelu, mamy tu panel dotykowy na muszli. W poziomie zmieniamy utwory, w pionie regulujemy poziom głośności. Działa to świetnie, pauzowanie podwójnym tapnięciem w muszlę potrafi jednak czasem nie zareagować lub działać z opóźnieniem. Mam nadzieję, że da się to naprawić aktualizacją.

Dokładną specyfikację słuchawek WH-1000XM4 znajdziecie na oficjalnej stronie produktu

ANC prawie idealne

Prawie, bo wierzę, że Sony potrafi zrobić je jeszcze lepsze. A to dlatego, że uważane za prawie idealne z WH-1000XM3, w Mark 4 wydaje się być jeszcze dokładniejsze, jeszcze bardziej wyciszające i jeszcze skuteczniejsze. Sony usprawnienie tej funkcji tłumaczy zastosowaniem dwóch mikrofonów w każdym z nauszników. Przechwytują one hałasy z otoczenia i kierują odpowiednie dane do procesora redukcji hałasu QN1 HD. Mamy tu też nowy układ SoC Bluetooth Audio, który wykrywa i koryguje parametry muzyki i hałasu ponad 700 razy na sekundę. Procesor ten stosuje nowy algorytm, który zapewnia redukcję hałasu w czasie rzeczywistym.

Tyle teorii, praktyka pokazuje natomiast, że jest po prostu lepiej i ciszej. Ale żeby było jasne – to nie jest tak, że założycie na głowę WH-1000XM4, włączycie ANC i nagle świat całkowicie przestaje istnieć. Pasywna (nauszniki) i aktywna redukcja hałasu wpuszcza niektóre dźwięki otoczenia, znika to jednak praktycznie całkowicie kiedy dodatkowo uruchomicie muzykę. Nie ma tu też takiego dziwnego, nieprzyjemnego uczucia zatkania uszy, co czasem zdarzało mi się w słuchawkach z ANC. Polecam natomiast sprawdzić ANC Sony na ruchliwej ulicy, bez muzyki. Kojarzycie ten nieprzyjemny, irytujący szum aut – prawda? Po włączeniu ANC jest on praktycznie całkowicie wycięty. Podobnie jak miarowe stukanie w klawiaturę czy dźwięk klimatyzacji. Bajka!

Dodatkiem jest tu funkcja Adaptive Sound Control, która korzystając z lokalizacji, dostosowuje ustawienia dźwięków i ANC do…lokalizacji słuchacza. Kiedy podróżujecie z WH-1000XM4, one uczą się ustawień w konkretnych miejscach, by później zaprezentować Wam je kiedy znów odwiedzicie tę samą lokację. Na pewno będę chciał to mocniej przetestować, bo w pandemii wychodzę z domu zdecydowanie mniej, ale brzmi jak naprawdę fajny bajer.

Nareszcie, dwa urządzenia jednocześnie!

Wiele osób zarzucało Sony, że w poprzednim modelu nie idzie z duchem czasu i nie daje użytkownikowi możliwości sparowania dwóch urządzeń jednocześnie. Japońska firma nie była głucha na prośby i w WH-1000XM4 oferują taką możliwość. Sprawdzałem, działa, słuchawki bez problemu łączą, a potem działają między urządzeniami. Tu też dodam, że sprzęt obsługuje Google Fast Pair i kiedy uruchomicie w aplikacji Sony parowanie na przykład z drugim urządzeniem, smartfon z Androidem sam powiadomi Was o tym, że odnalazł WH-1000XM4.

A jak brzmi muzyka?

Od 5 lat używam Sony MDR1-ABT i zawsze podobało mi się brzmienie oferowane przez słuchawki japońskiej firmy, choć przede wszystkim to ze sprzętów z wyższych półek cenowych. Nie ukrywam jednak, że w tych niższych konkretne modele też potrafiły mnie zaskoczyć. WH-1000XM4 brzmią moim zdaniem świetnie, oferując na tyle wyważone dźwięki, by bez problemu dało się je dostosować korektorem do własnych preferencji. I nawet przy wyższych poziomach głośności bas nie dudni, a góra nie trzeszczy. Wiadomo, że słuchałem na nich przede wszystkim ciężkiej muzyki, ale dla mnie to zawsze bardzo dobry test, szczególnie kiedy słuchacz jest w niej atakowany ścianą dźwięku, która w wielu słuchawkach staje się zwyczajnie nieczytelna. Tu jest natomiast bardzo czytelna, ale WH-1000XM4 potrafią bardzo dobrze wskazać niedociągnięcia w samym nagraniu czy miksie. Jeśli więc ktoś pokpił nagrania lub „kręcenie gałkami”, słuchawki będą bezlitosne i pokażą niedoskonałości miksu. Zdarzyło mi się na WH-1000XM4 posłuchać też sporo synthwave’u (czy raczej newretro) – brzmi świetnie, świetną selektywność dźwięków da się też zauważyć w innych gatunkach muzycznych. Najlepiej oczywiście samemu przetestować najbardziej lubiane przez Was dźwięki i sprawdzić, czy brzmienie (wraz z własną korekcją) będzie Wam pasować. Ja natomiast uspokoję Was już teraz – to dość uniwersalne słuchawki nie skupiające się na żadnym gatunku muzyki, brzmienie będzie więc – kolokwialnie mówiąc – dla każdego.

Słuchawki dobrze sprawdzają się też podczas rozmów telefonicznych. Moi rozmówcy twierdzili, że dobrze i wyraźnie mnie słychać, ja ze swojej strony też nie mam się do czego przyczepić i chętnie rozmawiałem mając WH-1000XM4 na uszach.

Aha, istotna kwestia – nie ma nieprzyjemnego laga podczas oglądania wideo. Jestem na to okropnie uczulony i dyskwalifikuję każde słuchawki, w których występuje ten problem.

Aplikacja Sony

Podobnie jak w innych słuchawkach Sony, mamy tu połączenie z aplikacją Headphones (dostępna na Androida oraz iOS). Za jej pomocą uruchomicie Adaptive Sound Control, podłączycie drugie urządzenie, da się też sterować muzyką. Są ustawienia ANC, optymalizacja ustawień słuchawek, wbudowany korektor dźwięku oraz możliwość uruchomienia dźwięku 360 stopni. Nie testowałem jeszcze tego rozwiązania, ale jak tylko złapię jakieś dostosowane koncerty, na pewno będę chciał to sprawdzić. Aplikacja to też oczywiście wszelkiej maści ustawienia samych słuchawek, w tym aktualizacja ich oprogramowania. Soft działa dużo lepiej niż jeszcze kilka lat temu, jest przejrzysty i spójny – szkoda tylko, że nie znalazłem polskiej wersji językowej.

30 godzin pracy na jednym ładowaniu jest jak najbardziej w zasięgu, choć trzeba pamiętać, że to zawsze wypadkowa ustawień słuchawek i głośności. Sprzęt działa jednak na jednym ładowaniu tak długo, że często zapominałem o konieczności podpinania słuchawek do kabla.

Czy warto kupić Sony WH-1000XM4?

Nie uważam by każda generacja sprzętu musiała wprowadzać rewolucje – czy to w kontekście wyglądu, funkcji czy działania. Od wielu lat nauszne „tysiączki” od Sony uznawane są za najlepsze słuchawki z ANC, nie tylko w swoim przedziale cenowym. Kapitalna redukcja dźwięków otoczenia, świetne brzmienie, duża wygoda i klasyczne, eleganckie wykonanie. W tym roku Sony jeszcze bardziej dopracowało swój produkt i jest on już niemal prawie idealny. To były naprawdę udane dwa tygodnie testów, a Sony WH-1000XM4 w ogóle nie schodziły przez ten czas z mojej głowy.

Czy mając WH-1000XM3 warto się przesiadać? Tu nie mam jednoznacznej odpowiedzi – niby wszystko jest nieco lepsze, ale nie mając bezpośredniego porównania (nie posiadam tego modelu) bardzo trudno mi z perspektywy czasu ocenić czy to zmiany usprawiedliwiające kolejny wydatek – szczególnie jeśli kupiliście trójki w ubiegłym roku.

Natomiast czas testów najlepiej podsumuję zdaniem – moje wysłużone, pięcioletnie Sony MDR1-ABT przechodzą na emeryturę, a nowymi nausznymi słuchawkami zostają Sony WH-1000XM4. To pewne!

Słuchawki wyceniono na 1599 złotych.