4

U Muska tradycyjnie nudy nie ma. Rekordowe wyniki Tesli, znany inżynier chwali model Y a trzeci Starship eksplodował

Każdy kto śledzi działalność Elona Muska, wie że jest to przedsiębiorca i miliarder, u którego zamiast korporacyjnej nudy mamy do czynienia najczęściej z jazdą po bandzie i to bez trzymanki. Jak nie buduje nowej rakiety, to wprowadza do sprzedaży zabawkowy miotacz ognia albo przekopuje Los Angeles przy użyciu maszyny rodem z Tytusa, Romka i A’Tomka. Ostatnimi czasy, po problemach z SEC i obciążeniach związanych z perturbacjami przy produkcji Tesli 3 czystego szaleństwa jest już znacznie mniej, ale na nudę dalej nie można narzekać.

Tesla zaskakuje na plus

Jak wszyscy wiemy, ludzie interesujący się motoryzacją (oraz ci zajmujący się spekulacyjną grą na giełdzie) z wypiekami na twarzy czekają na każdy raport kwartalny tej firmy. Po rekordowych wynikach osiągniętych w Q4 2019, analitycy spodziewali się dość słabych wyników w pierwszym kwartale 2020 r.. Nie tylko z powodu, że jest on tradycyjnie słabszy dla całego samochodowego rynku, ale także z powodu narastającego w jego czasie kryzysu epidemiologicznego. 

Tymczasem firma zaskoczyła wszystkich, dostarczając o ponad 11 tys. więcej samochodów niż przewidywali najbardziej optymistyczni analitycy. Efekt epidemii bardziej widać po liczbie wyprodukowanych samochodów, choć utrzymano ją mniej więcej na poziomie z poprzedniego kwartału, firma spodziewał się osiągnąć znacznie lepszy wynik. Przypomnijmy, że fabryka we Fremont, została całkowicie zamknięta w ostatnim tygodniu Q1 2020, a wcześniej sytuacja w Chinach wpłynęła negatywnie na rozkręcanie produkcji w Gigafactory Shanghai. 

Poniżej pełne zestawienie wyników Tesli:

  • Model S/X – Produkcja: 15390 szt.; Dostarczono: 12200 szt.
  • Model 3/Y – Produkcja: 87282 szt.; Dostarczono: 88400 szt.  

Szkoda tylko, że firma nie rozbija wyników sprzedaży na poszczególne modele. Nie możemy się przez to dowiedzieć się, jak dalece nowy SUV kanibalizuje popyt na Model 3. Tak czy inaczej, akcje skoczyły o 17%, firma ma powody do zadowolenia, grający na akcjach Tesli „na krótko” raczej nie bardzo. Oczywiście jak każdy producent samochodów w USA, Tesla w kolejnym kwartale mocno odczuje sytuacje związaną z blokadą epidemiologiczną, ale bardzo ciekawym zagadnieniem będzie, w jakim stopniu chiński dział firmy jest w stanie zasypać wyrwę powstałą w Stanach Zjednoczonych i Europie. 

Jednocześnie trzeba zauważyć, że model produkcji stosowany przez Muska, gdzie większość elementów produkowana jest na miejscu, może dać mu przewagę w czasie wychodzenia z kryzysu. Konkurencja, bazująca na rozbudowanych łańcuchach dostawców, może wychodzić z problemów znacznie wolniej, kooperanci mogą być w bardzo różnym stanie finansowym i organizacyjnym. 

Model Y poprawia bolączki znane z 3-ki

Każdy nowy model wprowadzany przez Muska skupia na sobie uwagę mediów, analityków oraz inżynierów w znacznie większym stopniu niż jakikolwiek produkt starszych firm motoryzacyjnych. Wszyscy szukają nowinek technicznych, ekscentrycznych rozwiązań i… niedoróbek jakościowych, które co trzeba to uczciwie przyznać, mocno dotykały każdy z modeli w okresie rozkręcania jego produkcji.

 

Wydaje się, że w przypadku modelu Y odrobiono lekcje, szczególnie te, które dostarczyła firmie katastrofa o nazwie „początek produkcji modelu 3”. Za kompletną rozbiórkę zabrał się znany inżynier motoryzacyjny Sandy Munro i na chwilę obecną jego ocena nowego samochodu jest bardzo dobra. Zauważył szereg mniejszych i większych usprawnień w stosunku do Modelu 3, a szczególną atencję wzbudziły u niego poprawki w zawieszeniu i strukturze samochodu. Tesla zlikwidowała w SUV właściwie wszystkie wady zauważone w mniejszym samochodzie. Auto prowadzi się lepiej, zawieszenie powinno być o wiele trwalsze, a jednocześnie użycie wielu części od bratniego modelu powoduje, że produkcja powinna być znacznie tańsza. 

Podkreślono też, że w przeciwieństwie do Modelu 3, tył samochodu opiera się teraz na jednym, wielkim odlewie aluminiowym i nad tym elementem inżynier rozpływał się szczególnie długo. Rozwiązanie z mniejszej Tesli było przedmiotem ostrej krytyki Munro. Krótko mówiąc, osoby niechętne Tesli i doszukujące się jej wad, na razie z modelu Y nie mogą być zadowolone.

Starship na razie ma pod górę…

Żeby nie było tak słodko w królestwie Muska, jest i łyżka dziegciu. Trzeci prototyp statku kosmicznego Starship wyleciał w powietrze, podobnie zresztą jak jego poprzednicy. Firma prowadziła test komory na ciekły tlen i już na jego początku pojawiły się drobne problemy, gdy pozamarzały zawory. Kiedy z tą usterką udało się uporać, rozpoczął się główny test. Przez dłuższy czas wyglądało, że zakończy się pełnym sukcesem, niestety po kilku godzinach jeden ze zbiorników zaczął się rozpadać. To doprowadziło do zniszczenia całego korpusu i jego upadku.

Na szczęście cała infrastruktura potrzebna do testów nie ucierpiała  i jest gotowa do testu budowanego właśnie Starshipa SN4. Trzeba przyznać, że tempo, w jakim SpaceX wypuszcza kolejne egzemplarze, jest jak na tę branżę wręcz zawrotne. Same wypadki też nie powinny nikogo martwić, firma Muska testuje najczęściej bardzo nietypowe rozwiązania, co musi na etapie prototypów powodować nie mało wypadków. Część z Was pamięta pewnie zabawny film SpaceX pokazujące serię katastrof prowadzących do pierwszego udanego lądowania Falcona. Zresztą, co tu dużo mówić, przykład samolotów Boeinga pokazuje, że lepiej zniszczyć 10 prototypów niż 2 gotowe produkty z ludźmi na pokładzie. Kolejnej próby możemy spodziewać się w ciągu kilku najbliższych tygodni, o ile planów nie pokrzyżuje pandemia.