Twitter

Dezinformacja nigdy nie była tak prosta. Płatna weryfikacja na Twitterze otworzyła puszkę Pandory

Patryk Koncewicz
16

Multikonta Elonów Musków, fałszywy prezydent i chaos na giełdzie. Twitter nie panuje nad zalewem dezinformacji, a internauci łykają każdą bzdurę.

Co się stanie, gdy niemalże każdy będzie mógł podszyć się pod dowolną osobę lub organizację za kilka dolarów miesięcznie? Co się stanie, jeśli fejkowe konta będą mogły zapłacić za weryfikację i bez konsekwencji wprowadzać w błąd opinię publiczną? Cóż, nie musimy gdybać, bo to już się wydarzyło. Elon Musk i jego nowy pomysł na biznes zamiast maszynki do zarabiania pieniędzy, okazał się wymarzonym narzędziem wszelkiej maści trolli i oszustów. A konsekwencje? Mogą okazać się naprawdę poważne.

Internet naiwny jak dziecko

W ubiegłym tygodniu subskrypcja Twitter Blue trafiła do pierwszych użytkowników. Za 8 dolarów miesięcznie każdy zainteresowany może wykupić weryfikację konta i popisywać się zbitkiem pikseli pośród swoich równie snobistycznych znajomych z Internetu. W teorii brzmi to jak świetny sposób na wyciąganie pieniędzy od użytkowników z przerośniętym ego i okazja do wyprowadzenia platformy z kryzysu finansowego. W praktyce jednak abonament otworzył drogę do dezinformacji, która w mgnieniu oka przyniosła rezultaty.

Źródło: Depositphotos

Nie oszukujmy się, przeciętny internauta posiada żenujące umiejętności weryfikowania informacji. Na Twitterze wyprowadzenie kogoś z równowagi lub wciśnięcie mu dowolnej bzdury jest prostsze niż zabranie dziecku cukierka. I to bezlitośnie wykorzystują scamerzy podszywający się pod znane firmy lub osobistości.

Tym oto sposobem doczekaliśmy się byłego prezydenta USA, który tęskni za „zabijaniem Irakijczyków”, lub obecnego, który chwali się… sami z resztą zobaczcie czym.

Jednak o ile wysyp Elonów Musków i Papierzy Franciuszków – piszących totalne bzdury – może wydawać się śmieszny, tak w momencie gdy ktoś podszywa się pod ważne korporacje medyczne i militarne, sytuacja przestaje być zabawna.

Miliony dolarów straty przez fałszywy tweet

Eli Lilly and Company to amerykańskie przedsiębiorstwo farmaceutyczne, odpowiedzialne między innymi za masową produkcję insuliny. Problem z cukrzycą w USA jest bardzo poważny, nie tylko z uwagi na dużą liczbę chorych, ale także na absurdalnie wysokie ceny ratującej życie substancji. Dlatego też tak wiele zamieszania wywołał tweet fałszywego (ale zweryfikowanego) konta Eli Lilly and Company, który szumnie ogłosił, że insulina będzie darmowa.

Post szybko okrążył Internet, zbierając tysiące interakcji i udostępnień. Jednak to, co było radością dla chorych, niekoniecznie spodobało się inwestorom. Krótko po opublikowaniu tweeta akcje przedsiębiorstwa spadły o 4.5%.

Sytuacja jeszcze mocniej pogorszyła się po niefortunnym oświadczeniu firmy z oficjalnego konta, w którym przedsiębiorstwo uspokaja, że informacja była fałszywa, a za insulinę wciąż trzeba będzie płacić.

Paradoksalnie firma oświadczeniem strzeliła sobie w kolano, a internauci zaczęli zarzucać korporacji, że zarabia krocie na lekach, które miały być powszechnie dostępne za grosze.

Podobna sytuacja spotkała korporację militarną Lockheed Martin, po tym jak na Twitterze ogłosiła wstrzymanie dostaw sprzętu do USA, Izrael i Arabii Saudyjskiej za łamanie praw człowieka. Oczywiście post ponownie został opublikowany przez fałszywe konto z subskrypcją Twitter Blue, ale kto by tam zwracał na to uwagę. Akcje pokolorowały się na czerwono, a firma musi pogodzić się teraz z wielomilionową stratą.

I teraz zadajmy sobie pytanie. Czy winny jest Elon Musk? Czy winny jest Twitter i nowa subskrypcja? A może winna jest bezgraniczna ufność gawiedzi do wszystkiego, co zobaczą w sieci? Trollowanie i podszywanie się pod firmy i ważne osobistości to zjawisko równie stare co sam Internet. Musk po prostu wręczył śmieszkom nową zabawkę, pozwalającą na skuteczniejsze kpienie. Ale powiedzcie mi, czy naprawdę tak ciężko zwrócić uwagę na podejrzaną nazwę konta? Czy nikogo nie zdziwiło Lockheed Martini (sic!)?

Światowe mocarstwa inwestują miliardy w propagandę i jak widać zupełnie niepotrzebnie. Aby wykiwać internautów wystarczy jedynie niebieska ikonka na Twitterze. Biada nam, oj biada…

Stock image form Depositphotos

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu