1

To oni zyskują na pandemii najwięcej

E-sport i streaming to jedne z niewielu branż, które zyskują bardzo dużo na trwającej pandemii koronawirusa. Pytanie, które pozostaje otwarte to ile z tych wzrostów im zostanie, gdy nasze życie wróci do normalności?

Swego czasu pisałem o tym jak to e-sport zyskuje opierając się jedynie na obserwacji tego co się w dzieje w świecie tego fizycznego, „prawdziwego” sportu. Kluby piłkarskie, serie wyścigowe, wszyscy zwrócili swoje oczy na elektroniczne rozgrywki, aby zapewnić swoim wiernym kibicom przynajmniej skromny substytut emocji których obecnie tak bardzo brakuje.

Pandemia koronawirusa otwiera e-sport na ludzi, którzy kiedyś o nim nie myśleli, a nawet nie słyszeli. Ci, którym najbardziej brakuje niedzielnego wyścigu czy meczu, szukają czegoś co pozwoli im zaspokoić swój głód. Pytanie jak to się przedstawia na coś namacalnego i widocznego?

Czy e-sport naprawdę tak rośnie?

To jest chyba najważniejsze pytanie. Jeśli wierzyć liczbom to odpowiedź brzmi tak…oj tak i to bardzo. Jak donoszą StreamElements i Arsenal.gg, na przełomie marca i kwietnia sektor live-streamingu wzrósł o 45%. A jak to wygląda rok do roku? To porównywanie jest dużo bardziej imponujące. W tym wypadku wzrost wynosi aż 99%! 

Oczywiście, co raczej nikogo nie dziwi, największym zwycięzcą całej tej sytuacji jest Twitch. To niekwestionowany król streamingu w tej dziedzinie i raczej nikt mu szybko nie zagrozi. Dlaczego? Na to pytanie doskonale odpowiedział Grzesiek w swoim felietonie. My wróćmy do samego e-sportu i Twitcha. Jego wzrost na przełomie marca i kwietnia wyniósł blisko 50%, a rok do roku 101%. Przekłada się to na 1.645 biliona godzin miesięcznie. Absurdalnie duża liczba.

Zdjęcie: André Luis Rocha

Zdjęcie: André Luis Rocha

Chociaż żeby być fair to trzeba mieć na uwadze, że wirus nie jest jedynym koniem pociągowym obecnych wzrostów Twitcha. Bez wątpienia król streamingu zyskuje bardzo dużo dzięki najnowszej grze Valorant. Ogromna akcja marketingowa za którą idą równie duże pieniądze, napędza zarówno graczy jak i widzów. Dysproporcja jest porażająca, tylko wczoraj okoła południa ilośc osób oglądających rozgrywki w Valorant wynosiła ponad 220 tysięcy. W przypadku drugiej gry co do ilości oglądających, Warzone, było to „zaledwie” 65 tysięcy. Zupełnie inna liga.

Nie tylko Twitchem człowiek żyje

Jak wiemy, na rynku jest więcej podmiotów, które próbują ugrać kawałek tortu dla siebie z różnymi skutkami. Z mojej perspektywy są oni lata świetlne za Twitchem. Jednak przyjrzyjmy się liczbom. Facebook Gaming odnotowało 72-procentowy wzrost między marcem, a kwietniem i astronomiczny skok o 238% rok do roku.

YouTube Gaming radzi sobie już dużo słabiej. Wzrost na poziomie 16% na przełomie marca i kwietnia wygląda na śmiesznie niski na tle konkurencji. 65-procentowy wzrost rok do roku w normalniej sytuacji mógłby cieszyć. Jednak obecny czas jest daleki od normalnego i musimy na ten skok patrzeć przez pryzmat konkurencji, która go po prostu miażdży. Tak dochodzimy do największego przegranego całej tej potyczki. Usługi, która dla wielu miała zniszczyć Twitcha, tego, który miał wywrócić cały sektor do góry nogami…Mixer. Marzec-kwiecień to wzrost o 15%, a rok do roku to pomijalne 0.2%.

Teraz trzeba tylko zadać sobie jedno pytanie. Ile z tych mniej lub bardziej imponujących wzrostów zostanie kiedy wrócimy do normalności. Z oczywistych względów aktualne liczby są sztucznie napompowane, mamy tu w końcu do czynienia z nową widownią, nowymi eventami, a także z innymi nawykami użytkowników spowodowanych izolacją. Co z tego zostanie, gdy na boiska znów wyjdą piłkarze, a na tory wyścigowe znów wyjadą samochody? Tego nikt nie wie, ale na pewno będzie ciekawie.