11

Tłumaczenie wpisów na Google+ jednym kliknięciem

Filozofia kręgów w Google+ sprawiła, że większośc z nas obserwuje aktywność użytkowników z różnych zakątków świata. Nic w tym dziwnego – globalny charakter internetu sprawia, że ich wpisy są dla nas równie (a być może nawet bardziej) ciekawe, co te opublikowane przez rodaków. Czasem jednak przed odpowiednim odebraniem komunikatu stoi bariera w postaci nieznajomości jakiejś […]

Filozofia kręgów w Google+ sprawiła, że większośc z nas obserwuje aktywność użytkowników z różnych zakątków świata. Nic w tym dziwnego – globalny charakter internetu sprawia, że ich wpisy są dla nas równie (a być może nawet bardziej) ciekawe, co te opublikowane przez rodaków. Czasem jednak przed odpowiednim odebraniem komunikatu stoi bariera w postaci nieznajomości jakiejś frazy lub kluczowego słówka w obcym języku. Tutaj z pomocą przychodzi wtyczka dla Chrome’a o nazwie Google Translate for Google+.

Jej działanie jest banalnie proste. Po zainstalowaniu w prawej kolumnie na samym dole znajdziemy odnośnik służący do przełtumaczenia wszystkich wpisów w strumieniu na nasz rodzimy język (podobne polecenie umieszczono też pod każdym z nich, dzięki czemu możliwe jest tłumaczenie tylko wybranych postów). W każdej chwili możemy oczywiście szybko wrócić do domyślnych języków, w jakich przygotowano wpisy. Przetłumaczone wpisy wyglądają następująco.

„Efekty” pracy translatora każdy widzi, zatem chwała za to, że po najechaniu kursorem na daną frazę wyświetli się ramka z oryginałem, co na pewno ułatwi poprawne zrozumienie komunikatu.

Wtyczka posiada również własny ekran ustawień, w którym możemy wybrać język, na który będą tłumaczone wszystkie wpisy oraz kolor podświetlenia. Dostępna jest też opcja „ręcznego” aktywowania tłumacza po kliknięciu w przycisk na belce z ikonkami, co może być przydatne, gdy obawiamy się o prędkość wczytywania stron serwisu (choć ja nie zaobserwowałem żadnej różnicy).

Tłumacz dla Google+ będzie nieocenionym narzędziem dla osób, które mają w swoich kręgach dużą liczbę osób „nadających” w innych językach. Jest to o wiele wygodniejsze rozwiązanie, niż funkcja wbudowana w menu kontekstowe przeglądarki. Osobiście jednak zostanę przy tej ostatniej – przeczytanie kilku zdań po angielsku każdego dnia to raczej nie problem, a 7 MB pamięci RAM, które pochłania plugin, piechotą nie chodzi.