Moje przemyślenia

Streamingowy "boom" - bańka czy prawdziwa rewolucja? (felieton)

KK
Konrad Kozłowski
9

Apple, Amazon, Beats, Google - kto jeszcze? Być może juz niedługo poznamy kolejne nazwy firm, które rozważają lub nawet podjęły już pewne kroki ku temu, by uruchomić usługę streamingową. Błyskawiczny i tani dostęp do milionów utworów to coś, co pokochal użytkownicy. Czy nadchodzi czas, by ten biznes...

Apple, Amazon, Beats, Google - kto jeszcze? Być może juz niedługo poznamy kolejne nazwy firm, które rozważają lub nawet podjęły już pewne kroki ku temu, by uruchomić usługę streamingową. Błyskawiczny i tani dostęp do milionów utworów to coś, co pokochal użytkownicy. Czy nadchodzi czas, by ten biznes stał się równie nasycony co pozostałe? Czy jest to długofalowy ruch, czy tylko tymczasowy trend, który zniknie równie szybko jak się pojawił?

Od momentu pojawienia się Deezera w naszym kraju, zacząłem odliczać dni do premiery Spotify. Większość plotek na temat daty debiutu sprawdziła się, a moja niecierpliwość nie wynikała z nie dostosowanej do moich potrzeb oferty francuskiej usługi, lecz dałem się po prostu porwać nakręconej przez wiele osób zielonej karuzeli. Gdy Spotify zawitało nad Wisłę, pozostało nam/mi tylko oczekiwać na Netflix, Pandorę... itd. i tak cały czas ;)

Czy powinniśmy również wyczekiwać premier usług od wspomnianych na początku firm? Z całą pewnością na rynku zrobiłoby się nieco tłoczno, patrząc szczgólnie na to, w jakim stanie (szczególnie w naszym kraju) znajduje się on aktualnie. O wiele ciekawsze od samych premier byłoby jednak to, co staoby się z tymi usługami później - aktualnie i WiMP, i Spotify posiadają darmowe wersje które w zupełności wystarczają sporej ilosci użytkowniów. Czy gdyby te pakiety zniknęły, usługi cieszyłyby się równie sporym zainteresowaniem? Zaryzykuję stwierdzeniem, że nie.

Firmy wydawnicze podpisując z jedną czy drugą usługę umowy doskonale wiedzą na co się piszą, podobnie jak same usługi. Dostrzegam w tym sprytny plan przyzwyczajenia, a wręcz uzależnienia nas od takiego sposobu dostępu do muzyki, by następnym krokiem było odcięcie nas od darmowej subskrybcji, a zostawienie jedynie płatnych pakietów. Wraz z całym bagażem naszych playlist i nawykiem odsłuchiwania dowolnego utworu po jednym czy dwóch kliknięcich pozostanie nam jedynie wybrać jeden z abonamentów i nadal cieszyć się ulubioną muzyką. A jakże.

Czarnowidztwo? To tylko moje przypuszczenia zainspirowane trafnymi komentarzami naszych Czytelników. Czy faktycznie strumieniowana przez Internet muzyka okaże się krokiem porównywalnym do tego, który wykonaliśmy (nie wszyscy oczywiście) porzucając kompakty na rzecz tysięcy plików porozmieszczanych w katalogach na naszych dyskach? Mimo wszystko, brak zaufania i przekonania wobec rozwiązań w chmurze jest nadal obecny u ogromnej liczby ludzi, którzy nie decydują umieścić swoich plików na dyskach internetowych i również do takich usług jak Spotify czy WiMP podchodzą one z dystansem. Czy i kiedy zmienią one swoje zdanie?

Sporym problemem jest również rentowność takich usług - firmy płacą ogromne pieniądze za udostępnienie nam asortymentu muzycznego i każde odsłuchanie ulubionego kawałka, z czego niewiele dociera do samego artysty. Czy jest to wina niewielkiej liczby płatnych subskrybentów, niekorzystnych umów czy pazerności firm wydawniczych? Uważam, że każdy z tych elementów ma spory wpływ na to jak to wszystko aktualnie wygląda i nie zdziwiłbym się, gdybym zajrzał do tekstu za pięć czy dziesięć lat i uśmiechnął się czytając swoje wróżby.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu