Spotify

Streaming muzyki to kpina. Największa muzyczna premiera jest tego idealnym dowodem

Kacper Cembrowski
Streaming muzyki to kpina. Największa muzyczna premiera jest tego idealnym dowodem
91

Sytuacja w ostatnią sobotę pokazała mi, jak bardzo wadliwy i irytujący potrafi być streaming muzyki. Festiwal żenady i śmianie się w twarz użytkownikom.

Nikt nie był gotowy na powrót Kanyego Westa… dosłownie

Kanye West w sobotę powrócił z nowym wydawnictwem po blisko trzech latach nieobecności. Wszyscy zapewne wiedzą, że od premiery Dondy sporo się wydarzyło w życiu rapera — i były to pewne paskudne incydenty, których nie da się bronić. Kanye jednak przepraszał i wyszedł z tego dołka, lecz, tak czy siak, nie na tym się dziś skupiamy. W sobotę rano naszego czasu premierę miała nowa płyta rapera we współpracy z Ty Dolla $ign o tytule Vultures 1. Jeśli korzystacie ze Spotify, jak ogrom ludzi na świecie, to niestety musieliście poczekać z odsłuchem do późnego wieczora.

Źródło: Spotify / ¥$, Kanye West, Ty Dolla $ign

Nie będę ukrywał, że jestem wielkim fanem Kanyego Westa — wszystkie albumy Ye znam na pamięć i śledzę większość jego ruchów, zarówno muzycznych, jak i tych w świecie mody. W związku z tym premiera nowego albumu była dla mnie wielkim wydarzeniem; i nie jestem w żaden sposób wyjątkowy, bo w chwili pisania tego artykułu Vultures 1 jest najpopularniejszym albumem w 104 krajach na świecie na Apple Music (w tym w Polsce), a Kanye West i Ty Dolla $ign zajmują kolejno pierwsze i drugie miejsce jeśli chodzi o najpopularniejszych artystów na świecie na Spotify (pokonując, o ironio, Taylor Swift). Do tego 12 lutego o 15:30 6 na 10 utworów w TOP 10 Global na Spotify to również piosenki z Vultures 1. Skali tego, jakie to jest wydarzenie, nie muszę już więc dłużej przedstawiać. W czym był jednak problem?

Spotify poszło spać w najważniejszy dzień tego roku jeśli chodzi o premiery muzyczne

X (dawniej Twitter) w sobotę oszalał — i słusznie. Vultures 1 zadebiutowało na Apple Music, Deezerze, Tidalu, Amazon Music, a nawet pojawiło się na chińskiej platformie DSP. I to wszystko przed tym, jak album pojawił się na Spotify. Tak, na tym Spotify, które jest największą platformą do streamowania muzyki i które niedawno samo chwaliło się następującymi wynikami:

Miesięczna liczba aktywnych użytkowników wzrosła o 23% r/r do 602 mln, o 1 mln przekraczając prognozy. Liczba przyłączeń na poziomie 28 mln stanowiła drugi co do wielkości wynik przyłączeń w czwartym kwartale w naszej historii. Liczba abonentów wzrosła o 15% rok do roku do 236 milionów. Liczba przyłączeń była o 1 mln wyższa od prognoz. 10 mln przyłączeń w czwartym kwartale przyczyniło się do rekordowego wyniku 31 mln przyłączeń w całym roku.

Źródło: Depositphotos

Absurdalne dla mnie jest to, że płacąc za Premium w największej aplikacji do streamowania muzyki, i to wcale nie za jakieś małe pieniądze miesięcznie, nie mogłem legalnie odsłuchać tego albumu do późnego wieczora. Wszystkie inne aplikacje — co zrozumiałe — wymagały zakupu osobnej subskrypcji, co po prostu było z mojej perspektywy bezsensowne. Byłem tym prawdziwie oburzony, podobnie jak kilkaset tysięcy ludzi, patrząc po samych tweetach, i musiałem czekać kilka dobrych godzin, żeby zabrać się za wysłuchiwany odsłuch płyty.

Kiedy wieczorem Vultures 1 wreszcie zostało dodane na Spotify, to i tak album można było znaleźć tylko poprzez wyszukiwanie go w aplikacji. Z jakiegoś powodu nie pojawiał się ani na profilu Kanyego czy Ty$, a w końcu profile artystów się wysypywały, kiedy użytkownicy wchodzili w stronę z całą dyskografią. Pojawiał się błąd i konieczne było odświeżenie aplikacji. Całość więc pojawiła się ze znacznym poślizgiem, a w dodatku profile artystów zaczęły płatać figle. Trudno traktować to poważnie.

Źródło: X (dawniej Twitter) / @DailyRapFacts

Apple Music grało z użytkownikami w kotka i myszkę

Apple Music, chociaż od razu opublikowało album, również nie ominęło wtopy. Po pierwsze, najpierw pojawił się album Vultures, a chwilę później Vultures 1 z jednym dodatkowym utworem (lecz finalnie normalną tracklistą). Były więc dwie różne wersje płyty, a wkrótce pierwszy z nich został usunięty. Do tego jednak i tu i tu brakowało oznaczenia Explicit content, a wydawnictwo było początkowo podpisane jako ¥ zamiast YZY cz Yeezy, co wprowadzało ludzi w konsternację. W sieci pojawiło się więc sporo głosów, że album może być fałszywy i wrzucony przez kogoś innego, bo całość wyglądała jak lepiona na kolanie.

Przez chaos całej sytuacji Kanye ze swoim sztabem musiał wszystko tłumaczyć w mediach społecznościowych i próbować publikować album jeszcze raz. Żeby było zabawniej, Apple Music (chociaż Vultures 1 absolutnie przejęło platformę do streamowania muzyki giganta z Cupertino) nie polecało płyty w swoich kaflach na głównej stronie. Zamiast tego wszędzie mogliśmy zobaczyć informacje, że nowy krążek wydał Usher. Jeśli macie wątpliwości, która premiera była ważniejsza, to wyniki mówią same za siebie.

Źródło: Instagram / Kanye West

To jest po prostu kpina. Kpina, że płacąc za usługi największego serwisu streamingowego, nie mogę odsłuchać tak wielkiego albumu w premierę i muszę czekać kilka dobrych godzin, kiedy użytkownicy wszystkich innych platform mają to na wyciągnięcie ręki. Kpina, że wchodząc na Apple Music, nie mam żadnej informacji o tym, że Kanye wydał nowy krążek, który od samego początku robi niesamowite liczby i dominuje platformę w ponad 100 krajach. Streaming zawiódł tutaj na całej linii, ze Spotify na czele.

Grafika wyróżniająca: Depositphotos

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu