Recenzja

Samsung Galaxy S21 FE. Dobry telefon, na razie zła cena.

MM
Mirosław Mazanec
21

Samsung chciałby powtórzyć sukces modelu S20 FE. Ale tym razem może być to trudne, bo kilka rzeczy działa na jego niekorzyść.

Dwa lata temu Samsung stworzył prawdziwy hit. Może trochę przypadkiem, może nie o to mu do końca chodziło, ale fakt pozostaje faktem. Galaxy S20 FE, bo o tym telefonie tu mówimy, zwłaszcza w wersji 4G, był doskonale jak na tą firmę wyceniony – poniżej 3 tys. (wersja z 5G kosztowała od 3399 zł). I zamiast Exynosa miał Snapdragona 865, co było jego dodatkową zaletą. Ważny jest też czas, w jakim się ukazał. Był trzeci kwartał 2020, do debiutu flagowca S21 mieliśmy jeszcze kilka miesięcy. Do dziś smartfon się nie zestarzał i jest godny polecenia, cena zaś spadła i teraz model bez 5G można kupić za mniej niż 2 tys. zł.

Najnowsze S21 FE kosztują dużo więcej. Nie ma już modelu 4G, a za najtańszą wersję trzeba zapłacić 3499 zł. Startowa cena jest o 100 zł wyższa od S20 FE 5G.

Ciekawy jest też koncept linii FE czyli Fan Edition. To smartfony nieco wykastrowane w stosunku do flagowców, zwłaszcza jeśli chodzi o jakość użytych materiałów, za to bardzo wydajne. Taka odpowiedź Samsunga na rosnącą popularność kiedyś Xiaomi a teraz realme, które walczą o rynek głównie ceną i wydajnością. I zaczęły podbierać Samsungowi część klientów.

Zupełnie nie dziwi mnie więc fakt, że Samsung chciałby powtórzyć sukces modelu S20 FE. Ale tym razem kilka rzeczy działa na jego niekorzyść.

Pierwsze to czas i cena. Na dniach poznamy najnowszą flagową linię S22 i ceny zeszłorocznych S21 idą w dół. Dziś za podstawowy model trzeba dać 2999 zł. Czyli mniej niż za S21 FE 5G.

Drugą jest procesor. S20 FE miał sprawdzonego i bezproblemowego Snapdragona 865. S21 FE ma Snapdragona 888. Który się grzeje i nie cieszy specjalnym uznaniem.

Dlatego już na samym starcie S21 FE ma pod górkę. Czy to jednak oznacza, że nie ma szans na powtórzenie sukcesu poprzednika?

Zacznijmy od krótkiego rzutu oka na specyfikację.

  • Wymiary: 75 x 156 x 7.9 mm
  • Waga: 177 g
  • Dual SIM
  • Ekran: Dynamic AMOLED 2X 6.4'', rozdzielczość 2400x1080, 411 ppi
  • Procesor Qualcomm Snapdragon 888
  • GPU Adreno 660
  • RAM 6 GB
  • Bateria 4500 mAh
  • System Android 12, One UI 4.0
  • Aparaty: główny 12 MP, Dual Pixel PDAF, OIS;
  • tele 8 MP PDAF, OIS, 3x zoom optyczny;
  • szeroki kąt 12 MP;
  • selfie 32 MP.

Budowa Samsunga Galaxy S21 FE

Smartfon jest plastikowy, co czuć w ręce i wielu osobom będzie przeszkadzać. Mi nie, zwłaszcza po tym, jak dwukrotnie mi upadł – raz na twardą posadzkę w szatni, raz na drewniany parkiet w domu. Z obu zdarzeń, czy raczej zderzeń, wyszedł bez większego uszczerbku więc ja jak najbardziej doceniam taką budowę.

Pewnie bezpieczniej byłoby, gdybyśmy mogli włożyć S21 FE do jakiegoś etui, ale niestety takich luksusów w pudełku nie znajdziemy. Podobnie jak ładowarki – o obie te rzeczy musimy zatroszczyć się we własnym zakresie.

Ramę wykonano z aluminium, więc tu jest już solidnie i „premium”. Wyspa z oczkami aparatów jest ładnie wtopiona w tył telefonu, oczywiście wystaje, ale niewiele.

Na dolnej krawędzi umieszczono slot na dwie karty SIM. Niestety tym razem nie ma możliwości zainstalowania karty pamięci, co mogliśmy zrobić w starszym modelu. Obok jest wejście USB-C i jeden z dwóch głośników – drugi zintegrowano z głośnikiem do rozmów. Po prawej stronie, na idealnej wysokości, umieszczono przycisk włączania i regulacji głośności.

S21 FE jest wodo i pyło szczelny, spełnia normę IP 68 (zanurzenie do 30 min. do głębokości 1.5 m).

Telefon jest mniejszy i lżejszy od swojego poprzednika, co ja bardzo doceniam, bo brakuje mi na rynku zgrabnych urządzeń. Dobrze leży w dłoni, nie jest śliski, pod względem ergonomii nie mogę mu nic zarzucić.

Wyświetlacz Samsunga Galaxy S21 FE

Panel ma przekątną 6.4 cala i wykonano go w technologii Dynamic AMOLED 2X. Rozdzielczość to FHD+ 1080 x 2400 pikseli, 411 PPI, a proporcje 20:9. Obsługuje HDR10+, odświeżanie może wynosić 60 albo 120 Hz. Brak niestety ustawień adaptacyjnych, co jest moim zdaniem sporą wadą (ale o tym jeszcze za chwilę). Ekran pokryto szkłem Corning Gorilla Glass Victus.

Wyświetlacz niby jest płaski, ale jego boki są minimalnie zakrzywione. Dokładnie na tyle, żeby palec nie zahaczał nam o ostry kant telefonu i łatwiej wykonywało się na nim wszystkie gesty. To bardzo duża dbałość o szczegóły którą ja zawsze doceniam.

Rameczki wokół wyświetlacza są cienkie, dół jest minimalnie grubszy. Jednak chwyt telefonu jest pewny, nigdy nic przypadkiem nie nacisnąłem. Kamerkę do selfie umieszczono centralnie, w średnich rozmiarów otworze.

W ustawieniach wyświetlacza znajdziemy: tryby jasny i ciemny oraz tryb ekranu – żywy i naturalny wraz z ustawieniami balansu bieli i ustawieniami zaawansowanymi RGB.

Widoczność w każdych warunkach jest znakomita. Nie mamy problemów zarówno w mocnym słońcu – to dzięki wysokiej jasności maksymalnej, jak i w ciemnościach – dzięki niskiej jasności minimalnej. Kolory są doskonałe, kąty widzenia również.

Telefon można wygasić i wybudzić dwukrotnym uderzeniem w ekran. Zamiast diody powiadomień jest w pełni konfigurowalny Always on Display z różnymi motywami i pokazujący wszystkie powiadomienia. Mamy możliwość przejścia do nich bezpośrednio z ekranu blokady.

Optyczny czytnik linii papilarnych umieszczono pod ekranem. Nie jest może najszybszy ale w sumie nie mam do jego pracy zastrzeżeń. Trzeba się nauczyć, że należy przytrzymać palec minimalnie dłużej niż w czytnikach ultradźwiękowych. Telefon odblokujemy również za pomocą naszej twarzy, skanowanej przednią kamerką. Procesowi towarzyszy ładna animacja wokół oczka aparatu.

Na ekranie nie ma żadnej folii ochronnej, powłoka oleofobowa spisuje się dobrze, bo śladów palców praktycznie nie ma.

Jeśli miałbym na coś narzekać, to na brak adaptacyjnego odświeżania. Telefon jest niesłychanie płynny przy 120 Hz i różnica po powrocie do tradycyjnych 60 Hz jest wręcz kolosalna. Tyle, że sztywne 120 Hz w każdej czynności mocno drenuje baterię. Prosiłoby się zastosowanie odświeżania adapcyjnego – gdzie urządzenie samo reguluje częstotliwością w zakresie od 1 do 120 Hz. Niestety tu tej opcji nie znajdziemy.

Działanie Samsunga Galaxy S21 FE

Telefon jest napędzany Snapdragonem 888 5G z układem graficznym Adreno 660. Do testów dostaliśmy wersję z 6 GB RAM i 128 GB pamięci wbudowanej. Dostępna jest jeszcze wersja 8/256.

Podstawowe pytanie brzmi – czy telefon się nagrzewa? Tak. W pierwszym teście AnTuTu Benchmark smartfon osiągnął 772284 pkt., w kolejnym 722478. Temperatura procesora skoczyła z 38,8 do 44,4 stopni. Ewidentnie występuje więc zjawisko throttlingu. Telefon po pierwszym teście był ciepły, po drugim – gorący. Dość mocno nagrzewał się również podczas grania (PUBG), choć tu nie zauważyłem by przekładało się to na jakiś spadek wydajności. Wyższa temperatura była również zauważalna podczas kręcenia filmów i intensywnego wykonywania zdjęć. Na szczęście podczas normalnych czynności (przeglądanie Internetu, You Tube, Netflix) telefon nie robił się ciepły.

Oczywiście wzrost temperatury podczas obciążenia przekłada się na szybki spadek baterii. Ale o tym w osobnym akapicie. Trzeba też pamiętać, że urządzenie testowaliśmy w zimie, przy dość niskich temperaturach (zero albo poniżej). Niestety obawiam się, że wakacyjne ciepło nie będzie sprzymierzeńcem S21 FE 5G.

120 Hz odświeżania zapewnia doskonałą płynność telefonu z jednym wyjątkiem. W aplikacji aparatu fotograficznego dość często dawało się zauważyć spore lagi np. po zrobieniu zdjęcia i próbie przejścia na inny obiektyw czy wyjściu z apki.

Telefon doskonale spisuje się w roli nawigacji, błyskawicznie łapie łączność z satelitami, obsługiwane to A-GPS, GLONASS, BDS, GALILEO, i dokładnie prowadzi do celu.

Pakiet komunikacyjny obejmuje 5G, LTE Cat19 1600/200 Mbps, WiFi ax/6, Bluetooth 5.0 i NFC.

Telefon świetnie gra – zarówno na głośnikach zewnętrznych jak i na słuchawkach bluetooth. Dźwięk dostosujemy do swoich upodobań dzięki korektorowi Dolby Atmos.

Jakość połączeń głosowych stoi na bardzo dobrym poziomie.

Oprogramowanie Samsunga Galaxy S21 FE

Urządzenie dostajemy od razu z Androidem 12, za co należą się Samsungowi wielkie brawa. Do tego mamy nakładkę One UI w wersji 4.0.

W porównaniu z 11 wersją systemu mamy bardzo ładne, płynniejsze animacje i nowe widżety. Jest również możliwość dodania skrótów do ekranu blokady – odtwarzacza muzyki, kalendarza albo pogody. Oczywiście sama nakładka również daje nam wiele ciekawych opcji – np. dostosowanie kolorów ikon do wersji firmowej tapety.

Jest oczywiście możliwość zintegrowania telefonu z urządzeniem Windows, odbieranie połączeń i SMS-ów na innych urządzeniach, kontynuacja pracy w aplikacjach na innych urządzeniach, Samsung Dex czyli łączenie się z telewizorem czy monitorem bezprzewodowo albo po kablu.

Jednym z moich ulubionych rozwiązań jest w pełni konfigurowalny pasek boczny, do którego można przypiąć ulubione kontakty, aplikacje, pogodę. To pozwala mieć wszystkie najczęściej używane programy na wyciągnięcie kciuka i zachować porządek na pulpitach.

Zdjęcia i filmy w Samsungu Galaxy S21 FE

Zestaw aparatów jest z jednej strony dobry, ale z drugiej nieco rozczarowujący. Nie różni się on bowiem od tego, co znajdziemy w Samsungu Galaxy S20 FE. To:

  • obiektyw główny 12 MP, f/1.8, 26mm, 1/1.76", 1.8µm, Dual Pixel PDAF, OIS;
  • obiektyw tele 8 MP, f/2.4, 76mm, 1/4.5", 1.0µm, PDAF, OIS, 3x zoom optyczny;
  • szeroki kąt 12 MP, f/2.2, 13mm, 123˚, 1/3.0", 1.12µm;
  • selfie 32 MP, f/2.2, 26mm, 1/2.74", 0.8µm.

Jeśli więc jest jakaś poprawa w jakości zdjęć względem starszego modelu, to może ona wynikać jedynie z zastosowania nowszego procesora.

W aplikacji mamy: jedno ujęcie, tryb portretowy, wideo, AR Doodle, tryb pro dla zdjęć oraz filmów, panoramę, żywność, tryb nocny, wideo portretowe, zwolnione tempo, hyperlapse i podwójne nagrywanie.

Filmy nagramy w najwyższej rozdzielczości 4K 60 FPS z przodu i tyłu.

Jakość zdjęć jest typowa dla Samsunga, czyli bardzo dobra, ale z lekko podkręconą saturacją. Czyli to co widzimy na fotografii będzie się nam podobać, ale odbiega od tego, co widzi nasze oko – kolory będą mocniejsze a kontrast podbity. W ujęciach z głównego aparatu szczegółów jest bardzo dużo, w szerokim kącie jest ich zauważalnie mniej, zwłaszcza na bokach kadru. Godna pochwały jest za to niemal identyczna kolorystyka zdjęć z obu oczek.

3x zoom optyczny jest bardzo dobrej jakości i korzystałem z niego bardzo często. Cieszy mnie też jego wartość. Dość często producenci decydują się na 5x zoom optyczny, ale wtedy zbliżenie jest moim zdaniem mało praktyczne, bo zbyt duże. W S21 FE zoom cyfrowy spisuje się bardzo dobrze i zdjęcia aż do 10x przybliżenia robione przy dobrym oświetleniu spokojnie nadają się do publikacji w portalach społecznościowych. Maksymalny zoom wynosi 30x i jego jakość jest słaba.

 

Telefon doskonale radzi sobie w trybie portretowym. Rozmycie tła robi wrażenie, można je modyfikować już po zrobieniu fotografii, jest bardzo dokładne.

Tryb nocny również nie zawodzi – ładnie rozjaśnia źródła światła, zwłaszcza fotki robione po zmroku przy miejskim oświetleniu mogą się podobać. Selfie też są OK, efektownie wygląda tryb portretowy.

Żeby nie było tak idealnie – zdarzyło mi się kilka zdjęć w których telefon nie poradził sobie z ustawieniem ostrości, co nieco mnie zdziwiło, bo zazwyczaj Samsungi nie mają takich problemów.

Filmy są doskonałej jakości, stabilizacja w każdej rozdzielczości stoi na najwyższym poziomie, ostrość łapana jest błyskawicznie. Głos jest doskonale zbierany.

Bateria Samsunga Galaxy S21 FE

Będę narzekał. Ale nie, nie na baterię. Ta ma pojemność 4500 mAh i jeśli nie obciążamy telefonu grami czy kręceniem filmów, to nawet ze 120 Hz odświeżaniem powinniśmy dotrwać od rana do wieczora czy nawet kolejnego dnia. To osiągi większości telefonów ze Snapdragonem 888.

Ale jeśli wieczorem przyjdzie nam do głowy np. obejrzeć jakiś odcinek ulubionego serialu, to przy 10, 15 proc. lepiej naładować telefon. I tu właśnie pojawia się problem. W topowych telefonach mamy ładowanie 60, 80 czy nawet 120 W. I podładowanie urządzenia zajmuje chwilę. Tymczasem S21 FE 5G możemy ładować z maksymalną mocą… 25W. Czyli trwa to około 1.5 h jeśli chcemy napełnić go do pełna, a około 35 min – do połowy. Jak na dzisiejsze standardy i telefon kosztujący ponad 3 tys. zł – to wręcz nie przystoi. Nie mówiąc już o tym, że oczywiście o ładowarkę musimy zatroszczyć się sami…

Rozumiem, że Samsung ma złe doświadczenia jeżeli chodzi o baterie (Note 7) i woli chuchać na zimne. Ale jednak np. podwojenie mocy ładowania znacznie ułatwiłoby życie użytkownikom. I mam nadzieję, że modele S22 będą obsługiwały szybsze ładowanie.

Telefon można również naładować indukcyjnie (15W), obsługuje też ładowanie zwrotne.

Podsumowanie

Po pierwsze – cena. Po drugie – wolne ładowanie. To moim zdaniem dwie podstawowe wady tego urządzenia. Z tą pierwszą można coś zrobić – już w niektórych sklepach z elektroniką dostaniemy Galaxy S21 FE tańszego o 400 zł w stosunku do ceny wyjściowej, czyli za 3099 zł. Jeśli cena będzie spadać tak szybko – wkrótce powinniśmy dojść do całkiem atrakcyjnych poziomów.

Obawiam się, że z drugą wadą nic nie da się zrobić i z wolnym ładowaniem przyjdzie nam po prostu żyć. Taka uroda tego urządzenia. Zawsze na pocieszenie możemy sobie powtarzać, że dzięki temu bateria pożyje dłużej.

Problemem dla S21 FE 5G są też dwa inne telefony Samsunga. Wciąż bardzo dobry a sporo tańszy w wersji bez 5G S20 FE oraz również lepiej wyceniony a lepiej wykonany flagowy S21.

Jeśli komuś się spieszy z kupnem – te dwie opcje będą dla niego raczej lepsze. Jeśli ma czas, niech poczeka na obniżki S21 FE 5G.

Samsung Galaxy S21 FE - plusy i minusy
plusy
  • Świetny ekran AMOLED
  • Wygodny rozmiar
  • Bardzo dobre zdjęcia
  • Doskonałe filmy
  • Bardzo dobre działanie
minusy
  • Obciążony grzeje się
  • Wolne ładowanie
  • Wysoka cena

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu