Akcesoria PC

Recenzja myszy Steelseries Aerox 5 Wireless. Waga piórkowa i ogrom możliwości

TP
Tomasz Popielarczyk
2

Steelseries Aerox 5 Wireless waży zaledwie 74 gramy, a oferuje wszystko, co powinna posiadać topowa mysz dla graczy. A w dodatku działa bezprzewodowo (w dwóch trybach) i działa bardzo długo na baterii. Czy zatem ta mysz ma jakieś wady? A i owszem.

W świecie gamingowych myszy obserwuje się dwa podejścia. Jeszcze do niedawna na rynku królowały modele, które wręcz specjalnie dociążano ukrytymi w obudowie metalowymi odważnikami, aby ważyły więcej. Dziś coraz popularniejsze są myszy lekkie niczym piórko – takie, którymi gracz może poruszać bez wkładania najmniejszego wysiłku. Zupełnie tak, jakby poruszał po blacie samą dłonią. I taka właśnie jest Steelseries Aerox 5 Wireless.

Opisywany gryzoń należy do najnowszej serii Aerox, w skład której wchodzi aż 5 modeli – dwa przewodowe (Aerox 3 i Aerox 5) oraz trzy bezprzewodowe (Aerox 3 Wireless, Aerox 5 Wireless oraz Aerox 9 Wireless). Najcięższa z tych myszy (model z numerem 9) waży 89 gramów. Najlżejsza (Aerox 3) ma natomiast wagę 59 gramów. To bez wątpienia waga piórkowa wśród myszy dla graczy.

Aerox 5 Wireless – konstrukcja i design

Gram na bezprzewodowej Steelseries Aerox 5 już od kilku tygodni. Mysz jest stosunkowo duża – 129 × 68 × 42 mm. Co jednak nie wpływa na jej wagę – 74 g. Jest to z całą pewnością zasługa specjalnej konstrukcji z otworami. Otóż niemal cała górna (i większość dolnej) powierzchnia myszy ma formę siatki. Wykorzystany do produkcji szorstki, matowy plastik nie jest generalnie najwyższych lotów, ale z drugiej strony do solidności całej konstrukcji trudno mieć jakiekolwiek zastrzeżenia. Nie zaobserwowałem żadnych poluzowań, chybotania ani uginania się komponentów pod ciężarem dłoni.

Warto tutaj podkreślić, że mysz posiada certyfikat odporności na zachlapanie i kurz IP54. Jakim cudem? Steelseries nazywa tę autorską technologię AquaBarrier. Ma ona chronić wnętrze myszy przed kurzem, potem, tłuszczem (?) i innymi zewnętrznymi czynnikami. Przyznam szczerze, że nie próbowałem zalewać urządzenia żadną z tych substancji, ale brzmi to dość optymistycznie.

Kształt Aerox 5 pozwala do używania myszy w chwycie palm oraz claw grip. Trzeba przy tym tutaj podkreślić, że z racji na rozmiary obudowy, raczej potrzebne są tu średnie lub duże dłonie. Posiadacze tych mniejszych pewnie wygodniej będą się czuli z jakąś mniejszą myszą.

Co z podświetleniem? Te jest dość skromne i sprowadza się właściwie do 5 diod LED RGB umieszczonych na spodzie wnętrza myszy. Dzięki zastosowanej siateczce ich efekty są dość dobrze widoczne… dopóki nie położymy na mysz dłoni, która niemal kompletnie zakrywa cały efekt. Na dobrą sprawę więc równie dobrze możemy je wyłączyć.

Mysz wyposażono w aż 9 w pełni konfigurowalnych przycisków. Na górze mamy cztery: dwa główne, jeden w rolce oraz lakierowany na połysk przycisk przełączania DPI (lub czegokolwiek innego, co tutaj sobie ustawimy).

Pozostałe przyciski mamy pod kciukiem. Mocno w czy rzuca się tutaj duży szary guzik, do którego sięganie wymaga naprawdę długiego palca… Wyżej mamy ponownie lakierowane dwa przyciski dalej/wstecz, a nad nimi wyraźnie bardziej wypukły guzik pełniący rolę swoistej dźwigni. Naciskając go od góry, uzyskamy inną akcję, a inną kiedy odchylimy go kciukiem od dołu. Wymaga to trochę wprawy i wyrobienia pamięci mięśniowej. Ja początkowo przypadkiem zawsze wciskałem dwa przyciski na dole.

Na spodzie mamy trzy białe ślizgacze z tworzywa PTFE oraz sensor TrueMove Air, o którego walorach za chwilę. Tuż obok znajduje się też trzystopniowy przełącznik. Przesunięcie go w lewo aktywuje tryb łączności Bluetooth 5.0, a w prawo natywną komunikację 2,4 GHz opartą o autorską technologię Steelseries Quantum 2.0 Wireless. Niezależnie od tego, którą opcję wybierzemy, mysz działa stabilnie i bezproblemowo. Przynajmniej tak było u mnie.

Jak zdążyłem już wspomnieć, mysz wyposażono w autorski sensor optyczny TrueMove Air o maksymalnej rozdzielczości 18 000 DPI, 400 IPS i przyspieszeniu 40 G. Wspiera go mechanizm Tilt Tracking zapobiegający śledzeniu. Jest to konstrukcja zaprojektowana we współpracy z PixArt i obecna w praktycznie wszystkich myszach Steelseries. Sensor jest precyzyjny, czuły, świetnie wypada w jakichkolwiek testach syntetycznych i gwarantuje maksymalny możliwy komfort gry. Zresztą z tych myszy korzystają też zawodowi gracze – nie bez powodu.

Złącze USB-C do ładowania myszy tradycyjnie znajdziemy na przedniej krawędzi. W swoim stylu producent umieścił je we wgłębieniu o charakterystycznym kształcie, co utrudnia dobranie alternatywnego kabla do ładowania. Postarajcie się więc nie zgubić tego dołączonego do zestawu. Co ciekawe, dongle do połączenia Quantum 2.0 ma wtyczkę USB-C, a żeby podłączyć go do USB-A, musimy skorzystać z przejściówki. Na szczęście też dołączono ją do zestawu.

Zastosowana we wnętrzu Aerox 5 bateria ma pozwolić nam na aż 80 godzin grania przy połączeniu 2,4 GHz lub 180 godzin przy połączeniu Bluetooth. Są to maksymalne wartości, a więc, aby je uzyskać, konieczne będzie wyłączenie podświetlenia. Warto tutaj dodać, że funkcja szybkiego ładowania pozwala w 15 minut uzyskać dodatkowe 40 godzin grania.

Do sterowania parametrami myszy, podświetleniem oraz funkcjami przycisków służy dobrze już znane użytkownikom oprogramowanie Steelseries GG. To jedna z lepszych aplikacji tego typu na rynku. Pozwala nam kontrolować właściwie każdy aspekt działania myszy – od DPI, przez akcelerację czy próbkowanie, a na takich fundamentalnych sprawa, jak efekty świetlne czy czas przejścia w tryb uśpienia skończywszy. Całość jest przy tym dość prosta i intuicyjna. Dla każdej gry możemy sobie stworzyć osobny profil. A bardziej zaawansowani mogą skorzystać z edytora makr.

Jak się gra z Aerox 5 Wireless? Jestem przyzwyczajony do lekkich myszy, bo moim podstawowym gryzoniem do zabawy jest ważąca 80 gramów Logitech G Pro. Steelseries jest zauważalnie większa, co lepiej pasuje do moich dużych dłoni. Zastosowana siateczka pełnie też trochę rolę wentylacyjną, co zdecydowanie poprawia komfort podczas kilkugodzinnych sesji z grami.

Główne przyciski są sprężyste, dość twarde i mają wyraźny skok, a to sprawia, że mysz świetnie nadaje się do FPS-ów. Wątpliwości budzi tutaj blok przycisków pod kciukiem. O ile duży szary guziczek jeszcze się przydaje, to pozostałe są zbyt blisko siebie i w ferworze walki trudno mi było się nie pomylić. Osobiście preferuję mniej przycisków, ale łatwiej dostępnych niż ogrom możliwości, z których korzystam tylko w mniej dynamicznych sytuacjach.

Steelseries Aerox 5 Wireless – czy to dobra mysz?

Nie mam wątpliwości, że Aerox 5 to świetna mysz. Jak jednak każdy produkt, tak i ten nie jest adresowany do wszystkich. Najwięcej satysfakcji z niego będą mieli posiadacze większych dłoni, którzy najwygodniej będą się tutaj czuli. Trzeba też dodać, że mysz jest przeznaczona wyłącznie dla osób praworęcznych.

Aerox 5 nie ma zbyt wielu wad. Największą dla mnie był niezbyt ergonomiczny układ dodatkowych przycisków pod kciukiem. Być może to się zmienia po kilku miesiącach regularnego grania, kiedy palce przyzwyczają się do myszy. Dla mnie ich użyteczność była dość ograniczona wskutek zbyt wielu pomyłek przy wciskaniu. Innym problemem może być podświetlenie – jeżeli szukacie choinki RGB, nie jest to gryzoń dla Was.

Zalet jest znacznie więcej. Przede wszystkim są to oczywiście niska waga i świetny design. Zastosowanie siatkowanej obudowy niesie za sobą ogrom korzyści, jak chociażby lepszą wentylację dłoni. Precyzyjny sensor, wytrzymałe przełączniki, solidny czas pracy na baterii i dwa tryby łączności – wszystko to sprawia, że to solidny i wszechstronny produkt gamingowy. Co niestety idzie też w parze ze zwalająca z nóg ceną, bo wynosi ona 749 złotych. Marka Steelseries już przyzwyczaiła wszystkich do żądania wysokich kwot za swoje produkty i nie inaczej jest tym razem. Czy warto? O to pewnie każdy będzie musiał zapytać swój portfel. Jedno jest pewne - nie ma zbyt wielu tak dobrych, dużych myszy gamingowych na rynku w kategorii piórkowej.

 

Steelseries Aerox 5 Wireless
plusy
  • Solidna, ergonomiczna i przemyślana konstrukcja
  • Waży zaledwei 74 g
  • Topowy sensor optyczny
  • Dwa tryby łączności - Bluetooth i 2,4 GHz
  • Długi czas pracy na baterii
  • Bardzo rozbudowane oprogramowanie
minusy
  • Mało wygodne ułożenie przycisków pod kciukiem
  • Podświetlenie RGB jest raczej skromne i łatwo zakryć je dłonią
  • Cena trochę zwala z nóg

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu