Recenzja

Recenzja Nothing Phone (1). Miłe zaskoczenie (i świeci)

Tomasz Popielarczyk
16

Nothing Phone (1) to pierwszy od bardzo dawna powiew świeżości na rynku smartfonów. Z jednej strony mogłoby się wydawać, że nic w nim specjalnego oprócz LED-ów na tyle obudowy. Z drugiej jest to jednak smartfon aspirujący do znacznie wyższego segmentu niż ten, w którym się znajduje. Zobaczcie dlaczego.

Za Nothing Phone stoi Carl Pei – ta sama osoba, która stworzyła OnePlusa. Dziś ten ostatni jest dużym brandem rozwijanym przez duży koncern Oppo należący do jeszcze większego koncernu BBK. Na tym tle Nothing jest maleńki. Firma dotąd wypuściła na rynek jedynie słuchawki bezprzewodowe ze średniej półki cenowej, które względnie nieźle się przyjęły.

Nothing Phone (1) nie jest pokazem siły. To typowa średnia półka. Smartfon ma trafiać w gusta osób, które szukają czegoś oryginalnego (jak np. świecąca obudowa), ale niekoniecznie chcą wydawać na to 9000 zł (jak np. za Galaxy Folda 4).

Za Nothing Phone 1 w najtańszym wariancie zapłacimy zaledwie 2299 zł, co jak na dzisiejsze warunki nie jest wcale taką złą ceną. Niemniej trzeba podkreślić, że znajdziemy na rynku też tańsze telefony ze Snapdragonem 778G i podobną specyfikacją.

Płaskie i smukłe pudełko, w które zapakowano smartfona, wydaje się przemawiać: „nie znajdziesz tu ładowarki”. I rzeczywiście ten niby kiedyś niezbędny, a dziś stanowiący „opcjonalne” akcesorium dodatek musimy kupić osobno za 169 złotych. Dedykowane oficjalne etui kosztuje natomiast 119 złotych. Cóż, czasy, kiedy producenci hojnie dorzucali akcesoria do zestawu minęły bezpowrotnie. Chociaż są jeszcze wyjątki od tej reguły, jak chociażby ostatnio recenzowany przeze mnie Zenfone 9.

Konstrukcja i design

Sądzę, że Nothing Phone 1 to smartfon wyjątkowo urodziwy. I nie mam tutaj jedynie na myśli podświetlenia o zmyślnej nazwie Glyph na tyle, a całokształt konstrukcji. Zadbano tu o detale – np. o to, żeby wyświetlacz był idealnie równo osadzony w obudowie, a więc ramki po bokach, u góry i na dole mają tę samą grubość. Zadbano tez o subtelnie wkomponowany obiektyw przedniego aparatu w lewym górnym rogu (czego nie potrafiono zrobić chociażby w przypadku OnePlusa 10T). Nie zabrakło starannie zaprojektowanej i zaokrąglonej aluminiowej ramki (tu też patrzę w stronę znacznie droższego OnePlusa, gdzie ramka jest plastikowa). To zdecydowanie konstrukcja klasy premium, a przynajmniej do takiego statusu aspirująca.

Do sprzedaży trafiły dwie wersje kolorystyczne – biała i czarna. Moim zdanie, to ta pierwsza prezentuje się znacznie ciekawiej. Tylny panel to tafla szkła, pod którą częściowo widzimy jakby „wnętrzności” smartfona.

Pomiędzy nie wkomponowano wspomniane już wcześniej podświetlenie Glyph. Jego rola nie sprowadza się jedynie do efekciarskiego świecenia „na zawołanie”. Światełka mogą pełnić rolę diody powiadomień, a także współpracować z niektórymi funkcjami systemowymi. Finalnie trzeba oczywiście przyznać, że jest to jedynie gadżet i właściwie nie odgrywa większej roli, jeśli chodzi o użyteczność Nothing Phone’a. Ma jednak kilka zastosowań, co nie czyni go jedynie sztuką dla sztuki.

W lewym górnym rogu w oczy rzucają się dwa obiektywy aparatu. Są przy tym zaskakująco kompaktowe jak na dzisiejsze standardy, co z punktu widzenia praktycznego należałoby uznać za zaletę. Pytanie, czy nie odbyło się to kosztem możliwości fotograficznych urządzenia. Tuż obok aparatów mamy diodę doświetlającą LED oraz dodatkowy, trzeci mikrofon.

Drugi z mikrofonów umieszczono na górnej krawędzi smartfona. Natomiast na dolnej tradycyjnie mamy głośniczek multimedialny (dość mierny), złącze USB-C (w wersji 2.0), szufladkę na dwie karty nanoSIM i, rzecz jasna, pierwszy, podstawowy mikrofon służący do rozmów.

Na prawej stronie umieszczono dwa przyciski do regulacji głośności (co jest ciekawe, bo 99 proc. smartfonów ma dziś jeden dwustopniowy guziczek). Na lewej mamy natomiast przycisk zasilania.

Na każdej krawędzi w oczy rzucają się też plastikowe wstawki pełniące funkcję anten. Łącznie naliczyłem ich tu aż siedem.

Zarówno tył jak i front są zabezpieczone szkłem Corning Gorilla Glass 5, co powinno zabezpieczyć Nothing Phone’a przed większością wyzwań dnia codziennego. Nie zabrakło też wodoszczelności, choć tylko na poziomie IP53, więc nie poszalejemy z fotkami w basenie.

Ogólnie muszę przyznać, że obudowa robi na mnie duże wrażenie na plus. O ile w przypadku opisywanego nie tak dawno OnePlusa 10T miałem wrażenie, że mam do czynienia z typową średnią półką, o tyle tutaj wyczuwam zupełnie inne standardy. Tej konstrukcji nie powstydziłyby się znacznie droższe telefony.

Wyświetlacz

Nothing Phone (1) posiada wyświetlacz OLED o przekątnej 6,55 cala i rozdzielczości 1080 x 2400 px (20:9, 402 PPI). To panel o maksymalnej jasności na poziomie 500 nitów (1200 nitów w szczytowym punkcie) oraz odświeżaniu 120 Hz.

To solidny ekran o bardzo dobrych parametrach. Przyzwoite odwzorowanie barw, świetna ostrość i (jakżeby inaczej) fenomenalny kontrast sprawiają, że na Nothing Phone dobrze prezentują się zarówno treści multimedialne jak i gry.

Można się spierać nad zasadnością stosowania paneli 4K w telefonach. Osobiście zawsze priorytetem jest dla mnie czas pracy na baterii, a więc rozdzielczość Full HD, która zapewnia wystarczającą szczegółowość. Przy czym już z odświeżania 120 Hz zrezygnować o wiele trudniej. Kto raz doświadczył płynności działania na takim poziomie już nigdy nie będzie chciał patrzeć w 60-hercowe ekrany, zaręczam.

W dolnej części pod ekranem ukryto czytnik linii papilarnych. Działa on jak najbardziej poprawnie i dość precyzyjnie. Może nie jest to najszybszy odczyt, jaki kiedykolwiek widziałem, ale w zupełności wystarcza.

Oprogramowanie i wydajność

Nothing Phone (1) pracuje pod kontrolą Androida 12. Producent zastosował tutaj autorską nakładkę graficzną, ale nie jest ona zbyt inwazyjna. Zamiast ładować tony nikomu niepotrzebnych ficzerów, skupiono się na optymalizacji i szybkości działania. I zdecydowanie wyszło to temu smartfonowi na dobre, bo działa znakomicie.

Z drugiej strony ten minimalizm miejscami poszedł ciut za daleko, bo zabrakło kilku użytecznych rzeczy, które u konkurencji są standardem. Mam tutaj na myśli m.in. przycisk szybkiego zamykania wszystkich aplikacji, tryb jednoręczny, gesty czy skróty ekranu blokady.

Zamiast tego mamy natomiast panel kontrolny podświetlenia Glyph, które właściwie przez większość czasu będzie nam służyło jako dioda powiadomień, albo wskaźnik naładowania. Oczywiście mamy tutaj tez mało użyteczne rozwiązania, jak automatyczne świecenie po odwróceniu telefonu, ale traktowałbym je raczej jako gadżet. W planach jest dodanie natomiast świecenia w rytm odtwarzanej muzyki, co może wyglądać naprawdę nieźle. Same LED-y świecą oczywiście tylko na biało. Użytkownik za pomocą paska może ustawić poziom intensywności i to w zasadzie tyle.

Sama nakładka miejscami wymaga też ciut dopracowania. Miejscami brakuje tłumaczenia na język polski, a czasem napisy nie mieszczą się na przyciskach, brakuje polskich znaków diakrytycznych itp. Większość to raczej drobne niedoróbki.

Na pokładzie mamy Snapdragona 778+ z 8/12 GB pamięci RAM i 128/256 GB pamięci wewnętrznej. W praktyce daje nam to wydajność na poziomie topowych smartfonów sprzed ok. 2 lat. O ile płynność działania systemu i aplikacji nie budzi żadnych zastrzeżeń, to w niektórych grach może być już gorzej. Ja testowałem na Nothing Phone (1) Diablo Immportal, Asphalt 9 i Call of Duty Mobile. Wszystkie działały płynnie I poprawnie.

Na osobny punkt zasługuje przyzwoita kultura pracy. Smartfon nie nagrzewa się zbyt mocno podczas grania w gry czy realizowania bardziej wymagających zadań. To dobry znak. Nie zaobserwowałem też, żeby procesor cierpiał na dokuczający throttling.

Aparat

Nothing Phone (1) ma dwa tylne aparaty o następujących parametrach:

  • Matryca 1/1.56" o rozdzielczości 50 Mpx, f/1.9, kąt widzenia 24mm, piksele 1.0µm, PDAF, OIS
  • Matryca 1/2.76" o rozdzielczości 50 Mpx, f/2.2, kąt widzenia 114˚ (ultraszerokokątny), piksele 0.64µm, AutoFocus

Główny aparat jest dość przyzwoity. Zdjęcia nim wykonane są dobrze ostrzone, mają przyzwoite kolory i zadowalającą szczegółowość. Ta ostatnia gubi się mocno w zaciemnionych miejscach, co sugerowałoby na pewne braki w algorytmach odpowiadających za HDR. Bardzo przeciętnie działa też tryb portretowy, który miewa problemu z efektywnym wykrywaniem krawędzi. Najgorzej jest jednak po zmroku – wtedy potrafi się zgubić zarówno autofocus jak i cała ta szczegółowość kadrów.

Na tym tle zaskakująco nieźle wypada obiektyw szerokokątny, który nie odstaje zbyt mocno zarówno na papierze, jak i w rzeczywistości. Fotografie właściwie cierpią tutaj na te same bolączki, co w przypadku głównego aparatu (problemem jest po prostu software). Sam aparat świetnie się natomiast odnajduje w przestrzeniach miejskich i przy fotografowaniu krajobrazów, gdzie uzyskujemy naprawdę przyzwoite rezultaty. Obiektyw szerokokątny pokazuje też pazurki przy fotografiach makro, gdzie potrafi zaserwować naprawdę solidny poziom detali.

Smartfon nagrywa wideo 4K w 30 kl/s i robi to niezłym rezultatem. Do plusów zaliczyłbym niezłe kolory, dobrą stabilizację i przyzwoitą szczegółowość. Minusem jest autofocus, który lubi się czasem pogubić podczas nagrywania. Nothing Phone (1) niezbyt dobrze radzi sobie też z nagrywaniem wideo po zmroku – sam tryb nocny wydaje się w tej sytuacji bardziej szkodzić niż pomagać.

Z przodu zastosowano natomiast kamerkę 16 Mpx z przysłoną f/2.5 i matrycą o rozmiarze 1/3.1" i pikselach 1.0µm. Jest ona w stanie rejestrować wideo 1080p w 30 kl/s. Tu właściwie trudno się do czegokolwiek przyczepić – jak na tę półką cenową daje przyzwoite rezultaty.

Bateria

Zastosowana bateria to litowo-polimerowe ogniwo o pojemności 4500 mAh. W zupełności wystarcza ono na cały dzień pracy przy SoT na poziomie 6-7 godzin. Oczywiście, w zależności od intensywności użytkowania może to być dłużej lub krócej. Niemniej sądzę, że na tym polu Nothing Phone raczej nie ma powodów do wstydu.

Nieco gorzej smartfon wypada w kwestii ładowania. Mamy bowiem tutaj wsparcie dla Power Delivery 3.0 i Quick Charge 4.0 na poziomie 33W, a to oznacza, że w połowie baterię napełnimy w ok. 30 minut, a od zera do pełna w nieco ponad 70 minut. Nie są to złe wyniki, ale na rynku są już znacznie szybsze rozwiązania.

Nothing Phone wspiera też ładowanie bezprzewodowe, ale jest ono dość wolne (15W). Nie zabrakło też odwróconego ładowania bezprzewodowego o mocy 5W, co może się przydać, gdy w najmniej odpowiednim momencie padną nam słuchawki lub smartwatch wspierający technologię Qi.

Podsumowanie

Trudno oprzeć się wrażeniu, że Nothing Phone (1) to smartfon z podzespołami ze średniej półki zaprojektowany i wykonany jak urządzenie z absolutnego topu. Na tym jego zalety się nie kończą. Świetny ekran, lekki i efektywnie wykorzystujący dostępną moc obliczeniową system, a także przyzwoity czas pracy na baterii sprawiają, że w swojej kategorii cenowej to naprawdę atrakcyjna propozycja.

Oczywiście nie wszystko wyszło tak idealnie. Zastosowane w Nothing Phone (1) aparaty są zwyczajnie przeciętne – zarówno pod względem fotografowania jak i wideo. Dobre wrażenie psuje trochę też głośnik multimedialny i parę drobnych (aczkolwiek nie wpływających znacząco na komfort użytkowania) błędów w oprogramowaniu.

Jak na pierwszy smartfon Nothing jest zatem naprawdę dobrze. Pozostaje mieć nadzieję, że na tym nie koniec i kolejne urządzenia będą trzymały ten sam wysoki poziom. Sam niewątpliwie chciałbym zobaczyć jakiś model z parametrami flagowca, który zaskoczy ceną i napsuje trochę krwi czołowym markom na rynku (jak niegdyś OnePlus). Obym się doczekał.

Nothing Phone (1)
plusy
  • Wykonanie i design klasy premium
  • Świeci
  • Rewelacyjny wyświetlacz
  • Szybki i żwawy system
  • Solidny czas pracy na baterii
minusy
  • Parę niedoróbek w oprogramowaniu
  • Zaledwie przeciętne aparaty

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu