16

Przełom w bateriach coraz bliżej, będzie taniej i bardziej ekologicznie

Rewolucja samochodów elektrycznych mocno przyśpieszyła, ale nie jest dla nikogo tajemnicą, że to baterie ciągle są głównym hamulcowym całego procesu. Do produkcji wymagają metali ziem rzadkich takich jak kobalt, które nie dość, że są drogie, to ich wydobycie nie jest ani ekologiczne, ani.. humanitarne. Każdy, kto czytał o warunkach, w jakich pracują ludzie, w tym dzieci, wydobywający ten pierwiastek w Afryce wie, że pieniądze za niego często trafiają do ludzi, którym uczciwy człowiek nie powinien podawać ręki. Tesla na kilku frontach próbuje zwalczyć te problemy i w efekcie dostarczyć tańszą oraz trwalszą baterię pozbawioną problematycznego pierwiastka. Wygląda na to, że w najbliższym czasie zobaczymy efekty tych działań. 

Magiczne 100 dolarów / kWh

Elon Musk już jakiś czas temu ogłosił plany, dotyczące stworzenia baterii o trwałości miliona mil, której koszt wytworzenia wynosiłby poniżej 100 dolarów za kilowatogodzinę. Ten próg cenowy uznawany jest powszechnie za granicę, po minięciu której pojazdy EV jednoznacznie zdystansowałyby samochody na benzynę i ropę, stając się bardziej opłacalne. Dziś, cały czas nie da się jednoznacznie określić, jak wygląda pod tym względem całkowity bilans obu rozwiązań. Zależnie kto robi, a może bardziej kto płaci, za badania, zwycięzca się zmienia.  

Brak kobaltu = drastyczny spadek kosztów

Najnowsze przecieki mówią o tym, że nową baterię, opracowaną wspólnie z chińskim China Contemporary Amperex Technology  Ltd. (CATL) zobaczymy jeszcze w tym roku i to w praktyce. Miałyby one trafić do produkowanych w Szanghaju Tesli Model 3. Nie wiadomo jeszcze, czy nowy produkt będzie skokiem jakościowym w zakresie trwałości, ale wiemy, że będzie całkowicie pozbawiony kobaltu. Jego cena powinna być nawet niższa niż zakładane 100 dolarów / kWh.

Koszt samych baterii miałby wynieść 60 dolarów / kWh, a całego gotowego zespołu zasilania Tesli około 80 dolarów / kWh. Żeby pokazać skalę usprawnień, jaka miałaby tu miejsce, trzeba zobaczyć jak te wartości zmieniały się w przeszłości. W ciągu czterech ostatnich lat cena ogniw Tesli spadała z około 250 dolarów na początku do około 160 dolarów w roku 2019. Gdyby w tym roku udało się ściąć te koszty o połowę, byłby to bez wątpienia ogromny przełom, który mógłby całkowicie  przemodelować rynek samochodów.

Tesla planowała prezentację nowej technologii na tak zwanym firmowym „Battery Day” jeszcze na kwiecień, ale pandemia pokrzyżował te plany. Termin majowy również okazał się być zbyt optymistyczny. Na chwilę obecną prezentację w formie webcastu zaplanowano na czerwiec, a pokazy na żywo miałyby się odbyć „kilka miesięcy później”.

Szansa na skok do przodu

Dla samej Tesli, w połączeniu z niesamowitym progresem w zakresie szybkości budowy kolejnych fabryk, mogłoby to oznaczać nie tyle dogonienie, co nawet wyprzedzenie pod względem produkcyjno-organizacyjnym potęg w typie Volkswagena. Fabryka Tesli w Chinach powstawała rok, a najnowsze założenia odnośnie do budowy Terafactory w Austin Teksasie mówią o doprowadzeniu jej do stanu operacyjnego przed końcem roku.

Nawet jeśli to tradycyjny, przesadzony optymizm Muska i jakieś opóźnienia nastąpią, to nawet chiński przykład pokazuje, że Tesla jest w stanie coraz szybciej skalować własną produkcję. Budowa niemieckiej fabryki, o ile nie zostanie spowolniona przez pandemię, powinna dać nam podpowiedź, czy te zapowiedzi są realne. Swoją drogą, stan Kalifornia naprawdę ma się czego obawiać. Przy takim tempie budowy, groźby Muska o wycofaniu lub ograniczeniu produkcji w tym stanie, mogą się urzeczywistnić.

Recykling szansą na jeszcze tańsze ogniwa

Wróćmy jednak do baterii, walka o ograniczenie kosztów ich produkcji nie ogranicza się tylko do kwestii opracowania  nowej technologii. Tesla pracuje też nad metodami jeszcze bardziej efektywnego recyklingu zużytych baterii, co pozwoliłoby odzyskiwać większy procent drogich metali ziem rzadkich i w efekcie przełożyło się na dalsze obniżki cen.

Tesla 3 lub Y za 20000 dolarów? Wydaje się, że w takim przypadku firma i tak nie nadążyłaby z budową nowych fabryk. Oczywiście na tym etapie firma zapewne dużą część oszczędności przełożyłaby na początku na zwiększenie marży, a nie obniżkę cen. Tesla na tym etapie musi zwiększać płynność finansową, budować rezerwy i dużo reinwestować. Ale w perspektywie paru lat, obniżki cen mogą stać się znaczące.

Czy na dziś widać jakieś zagrożenia? Właściwie jedno, za to bardzo duże. Samochodowy biznes Muska jest bardzo umiędzynarodowiony, a jedną z ważniejszych odnóg jest ich chiński oddział. Nie wiadomo w jaki sposób narastający konflikt amerykańsko-chiński może się odbić na sytuacji Tesli. Wątpliwe, aby kolejne obostrzenia wprowadzane przez Trumpa nie zahaczyły o interesy Muska, a nawet przy jego nieprzewidywalności trzeba pamiętać, że jego biznesy są na tyle uzależnione od amerykańskiego rządu, że pójście na zwarcie, takie jak ze stanem Kalifornia, może nie być możliwe. W tym kontekście ciekawie może wyglądać choćby sprawa własności intelektualnej nowych baterii opracowanej w kooperacji z chińską firmą.

Źródła: [1], [2], [3]