12

Potęga Facebooka to nasza wina

Facebook dąży do tego, by (Internetowe) aktywności wszelkiego typu trafiały na nasze profile. Nieważne, czy będziemy słuchać muzyki, biegać czy czytać artykuły w Sieci. Dla niektórych jest to niepodważalna zaleta serwisu, dla innych to coś „strasznego”. Pragniemy uniwersalnego sposobu do komunikacji z większością znajomych, lecz gdy takowy się pojawia i „pochłania” setki miliony użytkowników, zaczyna […]

Facebook dąży do tego, by (Internetowe) aktywności wszelkiego typu trafiały na nasze profile. Nieważne, czy będziemy słuchać muzyki, biegać czy czytać artykuły w Sieci. Dla niektórych jest to niepodważalna zaleta serwisu, dla innych to coś „strasznego”. Pragniemy uniwersalnego sposobu do komunikacji z większością znajomych, lecz gdy takowy się pojawia i „pochłania” setki miliony użytkowników, zaczyna nas to przerażać. Czy aby na pewno wiemy czego chcemy?

Zaczynam wpisywać w Google: „Mark Z”. Autouzupełnienie po raz kolejny mnie nie zawiodło – „Mark Zuckeberg”. Zanim jednak zacząłem wpisywać kolejne litery składające się na poszukiwaną przeze mnie frazę, Google znów użyczyło mi pomocy. Wiele pytań można by zadać na temat twórcy portalu Facebook, ale najwyraźniej Internautów najbardziej ciekawi majątek tego młodego człowieka, jak i jego iloraz inteligencji. Zacząłem więc wypróbowywać przypadkowo wybrane litery, które umieszczałem po imieniu i nazwisku w polu wyszukiwania i przyglądałem się propozycjom. Literka „z” była jedną z tych najciekawszych.

Powyższy akapit to tylko krótka anegdota, zapewne zadajecie sobie pytanie skąd się tutaj wzięła. Od pewnego czasu zacząłem jeszcze uważniej śledzić poczynania twórcy i aktualnych twórców Facebooka, których to wyniki ciężkiej pracy oglądamy każdego dnia. Taka sytuacja nie wynika z wyolbrzymionej akcji IPO, wycofania się mobilnego Facebooka z HTML5 czy braku konferencji f8 tej jesieni.

Nie jestem osobą, która „Facebooka ma od zawsze”. Przez dłuższy okres nie dostrzegałem potrzeby posiadania tam konta i tylko dla jasności dodam, że konta w portalu nk również na ten moment nie posiadałem. Konto „udało” mi się założyć dłuższą chwilę przed tzw. „boomem”, który co ciekawe nie dosięgnął jeszcze wszystkich i tak się nigdy nie stanie. Osoby nieposiadające konta w tym portalu sypią argumentami jak z rękawa – nie neguję tego, każdy ma swój własny światopogląd i tego zmieniać nie chcę i nie będę.

Wizja Zuckerberga odnośnie otwartości ludzi i łatwej komunikacji wydaje się nie słabnąć, a dzisiejsza wizyta w Rosji i spotkanie z premierem Dmitrij Miedwiediewem może być tylko początkiem ekspansji – ekspansji na wschód. Facebook świetnie radzi sobie w Stanach czy Europie. Jednak po drugiej stronie kuli Ziemskiej są takie kraje, gdzie rodzime „interesy” są bliższe ich mieszkańcom.

Wizja Zuckerberga naprawdę mi imponuje. Gdy wysłucha się jego wypowiedzi rzeczywiście do głowy mogą przychodzić ciekawe pomysły, a człowiek zdaje sobie wtedy sprawę, że pomimo ogromnego rozwoju, są nadal pewne „przestrzenie” naszego życia zupełnie przez nikogo i przez nic nie zagospodarowane. Z Markiem jest jak z politykiem – po pewnym czasie zaczynamy mu wierzyć na ślepo i zaczynamy podążać wskazaną przez niego ścieżką, cały czas mając przekonanie o słuszności jego i naszych decyzji.

Z drugiej zaś strony, gdy już moc słów przestała działać zacząłem się zastanawiać – co dalej? Jak wspomniałem, nie ma na to żadnych szans, by Facebook skompletował całą ludzkość. Prawdopodobniejsze jest to, że po Facebooku pojawi się kolejny tego typu serwis, który porwie nas swoją świeżością, lepszym layoutem strony, większymi możliwościami i Bóg wie czym jeszcze. Co wtedy? Nastąpi migracja – nie wiadomo w jakim tempie, ale to nie będzie miało znaczenia. Z ust do ust przekazywana będzie informacja o tym, że jest coś lepszego i najlepiej będzie jak najszybciej założyć tam konto – „nie ma czasu do stracenia”, bo jeszcze coś przegapimy.

Facebook wzbudza we mnie jednocześnie zupełnie skrajne emocje – zafascynowanie i zadowolenie, a także strach i obawę. Zafascynowanie powodzeniem planu Marka i zadowolenie z posiadania tak dobrego sposobu komunikacji, wymiany wiadomości, agregatora newsów. Czuję strach, bo nigdy nie można być pewnym, czy pewnego dnia ktoś nie wyciągnie na światło dzienne naszych prywatnych rozmów i niepublicznych postów. Obawiam się, że dzisiejszy stan Facebooka przerósł ideę przyświecającą Markowi od początku istnienia portalu. Cały plan przeobraził się w wielką korporację z inwestorami za plecami i setkami milionów użytkowników, którym nie sposób dogodzić.

Idąc krok dalej, szalenie poważne zaniepokojenie wzbudzają we mnie filary dzisiejszego społeczeństwa – Internet, elektryczność. Temat utraty tych fundamentalnych dóbr poruszony został w nie do końca udanym serialu Revolution, co wcale nie zmienia faktu, że nie potrafię sobie wyobrazić chwili, w której to wszystko miałoby przestać być dla nas dostępne. Wszystko staramy się „zdigitalizować” by było lepsze, szybsze i bardziej dostępne, czy to słuszne postępowanie?

Facebook wie o nas coraz więcej – logujemy się na wszystkich urządzeniach, korzystamy dosłownie wszędzie, udostępniamy wszelkie informacje. Jego potęga i nasze przywiązanie do niego rośnie z dnia na dzień, a my narzekając bawimy się w to dalej.

Źródła grafik: O.Canada.com, Facebook.com/zuck