Recenzja

POCO M5, czyli jak tani może być Twój telefon

Mirosław Mazanec
3

Producenci albo podnoszą ceny, albo, by je utrzymać, kastrują smartfony z różnych funkcji. POCO M5 to ten drugi przypadek.

Smartfon kosztuje 849 (4/64) bądź 899 zł (4/128). Jest urządzeniem budżetowym, do podstawowych zastosowań. I do filozofii marki POCO pasuje jak pięść do nosa.

Czym POCO było…

Smartfony POCO mały być z założenia urządzeniami oferowanymi w korzystnej cenie, których najważniejszą cechą jest wydajność. Nie zdjęcia, nie wideo, nawet nie jakość wykonania, ale moc. Takie były pierwsze POCO, taki był, czy wciąż jest POCO F2 PRO, POCO F3, podobnie z F4. Nawet POCO F4 GT mieści się w tej konwencji, bo cena poniżej 3 tys. zł za smartfon typowo gamingowy, z wbudowanymi triggerami i utrzymany w agresywnej stylistyce wciąż jest OK.

Co ważne, mówimy tu o telefonach pracujących na topowych procesorach Qualcomma z serii 8. Zapewniających doskonałą wydajność, nawet po latach.

Ale POCO nie zatrzymało się na tej półce. Wprost przeciwnie, firma wypuszcza też na rynek stosunkowo tanie smartfony z linii M i X, oczywiście w różnych wersjach. I tu zaczynają się schody. Bo żeby producent stawał na głowie, to ciężko o wysoką wydajność, gdy mówimy o telefonach kosztujących tysiąc złotych. Oczywiście papier, a teraz Internet, wszystko przyjmie, ale potem smartfon dostaje się w ręce użytkownika, który mówi „sprawdzam”.

… a czym jest

Największym problemem będzie pogodzenie wydajności z ceną. Trudno bowiem oczekiwać, by procesor z niższej półki szokował jakością działania. Będzie działał raczej tak samo, jak w smartfonach innych producentów. Albo nawet gorzej. Bo do gry wkracza również oprogramowanie. Przepis na sukces brzmi: im mniej, tym lepiej. Ale POCO wyznaje zasadę wprost przeciwną. I daje mnóstwo preinstalowanych dziwnych aplikacji, jakieś gry, zmieniające się tapety itp. itd. Założę się, że większość użytkowników nawet nie spojrzy w ich stronę. System jest jednak obciążony i w porównaniu do czystego Androida działa po prostu gorzej. Więc gdy smartfony firm, które się nie silą nie wiadomo na co, mają szansę działać dobrze, POCO będzie działać raczej źle. I nie pomoże tu nawet podwyższone odświeżanie ekranu. Jasne – czasem będzie płynnie i szybko, ale czasem będzie rwać i szarpać na potęgę.

Drugą sprawą jest cena. Jeszcze w zeszłym roku w okolicach tysiąca złotych można było dostać całkiem udany smartfon. Teraz to już praktycznie się nie zdarza. Producenci podnoszą ceny, a tysiąc złotych wystarcza raczej na urządzenie budżetowe. Co to oznacza? Najczęściej słaby ekran, słabe zdjęcia, brak szerokiego kąta i kiepskie działanie.

Wojna w półce budżetowej

Wrześniowa premiera POCO M5 i M5s zbiega się też dość ciekawie z premierą w Polsce marki Infinix. Producent tanich z  założenia smartfonów widzi w naszym rynku potencjał, dziś zdradzi ceny swoich najnowszych urządzeń, czyli Note 12 Pro i Note 12 Pro 5G. I właśnie budżetowe POCO będą chyba jego największym konkurentem. Zwłaszcza, że Infinix chce pozycjonować te modele jako tanie smartfony idealne do grania. Czyli mniej więcej takie, jak POCO M i M5s… Może ich premiera to taki „cios wyprzedzający”, który ma utrudnić życie nowej marce?

W każdym razie. Gdyby ktoś był jeszcze ciekaw, jak używa się POCO M5 – zapraszam do krótkiej recenzji. Zobaczmy, z czego zrezygnował producent, by uzyskać tak niską cenę.

POCO M5 – budowa, wyświetlacz

Smartfon jest duży i ciężki. Dokładne wymiary to 164 x 76.1 x 8.9 mm, waga – 201 g. Czyli jest to kawał ciężkiego telefonu i to mimo zastosowania plastikowej ramy i obudowy. Pozytywnie oceniam plecki, które przypominają z wyglądu i w dotyku skórę, nie brudzą się i nie rozbiją, jeśli urządzenie na upadnie. Całkiem sensownie działa czytnik linii papilarnych z prawej strony – jest stosunkowo szybki i celny. Także odblokowanie urządzenia twarzą jest bezproblemowe – tu nie ma na co narzekać. Z dodatkowych zalet – jest wejście mini-jack na słuchawki a oprócz dwóch kart SIM mamy miejsce na kartę pamięci. Może się przydać, zwłaszcza a wariancie 64 GB.

Ponarzekam za to na wyświetlacz o przekątnej 6.58 cala. Który jest średniej jakości IPS-em o jasności maksymalnej 500 nitów. Co przekładając na zwykły język oznacza, że jest po prostu ciemny i blady. M5 jest zdecydowanie zwierzęciem domowym, wyprowadzanie go na dwór mu nie służy. A słońce jest wręcz jego wrogiem – na ekranie nie widać wtedy wiele. Rozdzielczość jest OK, to FHD+, 401 PPI.

POCO daje nam w tym modelu 60 bądź 90 Hz odświeżanie. I przy wyborze tej drugiej wartości  czasami smartfon jest szybki i żwawy, ale równie często się przytyka i przycina. Więc to miło, że mamy wyższe odświeżanie. Ale cudów się nie należy spodziewać.

Rzeczą która uderzyła mnie w wyglądzie była dawno przeze mnie nie widziana łezka na kamerkę do selfie. Przyzwyczaiłem się raczej do otworów – czy to umieszczonych centralnie, czy z prawej strony.

POCO M5 – działanie, oprogramowanie

MediaTek Helio G99 z GPU Mali-G57 MC2 nie obsługuje sieci 5G a jedynie 4G. Nie jest też mistrzem wydajności – w Antutu Benchmark mój model uzyskał 317923 pkt. Do podstawowych zastosowań – wystarczy. Do grania – w proste gry tak, w bardziej wymagające – średnio.

W smartfonie mamy jedynie 4 GB RAM, które można powiększyć o 1, wirtualny GB. Oczywiście trzymanie zakładek w pamięci kuleje, jest ona dość szybko czyszczona. Więc o jakiejś specjalnej wielozadaniowości mowy być nie może. Dość wolno wczytują się również aplikacje – tu winna będzie pamięć UFS 2.2. Ale narzekać nie będę – w tej klasie takie tempo jest po prostu standardem.

Nie zauważyłem żadnych problemów z GPS-em podczas używania POCO M5 jako nawigacji. Jakość rozmów również była OK. NFC jest i działa.

Natomiast jednym z największych zastrzeżeń jakie mam do tego telefonu jest oprogramowanie. Ilość preinstalowanych, bądź proponowanych do zainstalowania aplikacji jest bardzo duża. W folderze gry same co jakiś czas pojawiają się nowe propozycje, podobnie w folderze Więcej Aplikacji. Tak jakby smartfon żył własnym życiem, na który mamy stosunkowo niewielki wpływ. Do tego dochodzą inne atrakcje, np. opcjonalne zmieniające się tapety…

Na osłodę jest Radio FM oraz dioda podczerwieni czyli pilot do domowych urządzeń.

POCO M5 – zdjęcia, filmy

Zestaw kamer jest bardzo podstawowy. To:

  • obiektyw główny 50 MP, f/1.8, PDAF;
  • makro 2 MP, f/2.4,
  • sensor głębi 2 MP, f/2.4,
  • selfie 5 MP, f/2.2, 1/5.0", 1.12µm.

Czyli trzy oczka z tyłu to tak naprawdę tylko jedno, bo makro czy głębia są do niczego. A selfie o małej rozdzielczości bez AF jest dla odważnych. W tej dziedzinie POCO przyoszczędziło moim zdaniem najwięcej, wychodząc pewnie z założenia, że jeśli ktoś chce grać, nie będzie zwracał uwagi na zdjęcia.

Jakość fotografii jest słaba. Smartfon ma problemy z rozpiętością tonalną (przepalone niebo), jasnością ujęć, kolorami (zielona trawa ma lekko żółty odcień). Tryb HDR zamyka się po każdorazowym wyjściu z aplikacji, więc trzeba pamiętać, by go aktywować. Po przybliżeniu zdjęć widać że wszystko ma małą szczegółowość. Tryb portretowy potrafi rozmyć nie tylko tło za fotografowanym obiektem, ale również sam obiekt. Za to w trybie nocnym źródła światła są nawet przyzwoicie wyostrzane ale szumów jest mnóstwo. Selfie są złej jakości, na wierzch wychodzi niska rozdzielczość, ujęciom brak szczegółów.

Filmy też są słabe – nie ma żadnej stabilizacji i obraz trzęsie się bardzo nieprzyjemnie. Podczas nagrywania lepiej stać w miejscu.

POCO M5 – bateria

W smartfonie mamy sporą baterię 5000 mAh. Ani procesor, ani ekran specjalnie jej nie drenują, więc osiągnięcie co najmniej dwóch dni bez ładowania nie jest żadnym problemem. Ładowanie jest wolne.  Ładowarka w pudełku ma moc 22.5W, ale smartfon obsługuje ładowanie z maksymalną mocą 18W. Żeby go napełnić, potrzebujemy około 2h.

Podsumowanie

Ceny smartfonów są coraz wyższe. Dostępność podzespołów, koszty transportu, wojna na Ukrainie, inflacja, słabnąca złotówka – to wszystko spowodowało, że za nowe urządzenia trzeba płacić dużo, nawet jeśli nie mają wiele do zaoferowania. Być może POCO w modelu M5 chciało utrzymać cenę na niskim poziomie i dlatego zdecydowało się na cięcia i oszczędności, których jest bardzo dużo. Pytanie, czy nie za dużo. Osobiście wolałbym dołożyć kilka stówek i kupić smartfon z ubiegłego roku, który będzie działać lepiej, który zrobi lepsze zdjęcia, będzie miał lepszy wyświetlacz i lepsze oprogramowanie.

 

A generalnie cały czas zastanawiam się, po co Xiaomi marka POCO i jaki jest sens jej istnienia w obecnej formie. Jeśli miały to być tanie, wydajne telefony, to chyba lepszym rozwiązaniem byłoby ograniczenie jej do serii z flagowymi procesorami. A tak POCO tanimi modelami wchodzi w paradę Redmi, droższymi – Xiaomi. Wydajna, gamingowa nisza byłaby dla marki idealna. Ale widać chiński gigant ma dla niej inne, jak dla mnie mało zrozumiałe plany. Zobaczymy, co będzie z nią dalej.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

Recenzjarecenzje